środa, 6 września 2017

Ernest Cline - Player One


Tytuł: Player One
Autor: Ernest Cline
Wydawnictwo: Amber
Opis: Rok 2044. Kryzys zrujnował największe mocarstwa. W Ameryce ludzie głodują i zamarzają na ulicach. Miasta zamieniły się w osiedla slumsów i przyczep kampingowych.Osiemnastoletni Wade ucieka od rzeczywistości i cały wolny czas spędza w OASIS, globalnym wirtualnym świecie, w którym każdy może być tym, kim chce. To internet nowej generacji, wszechobecna symulacja, gdzie można robić wszystko – żyć, uczyć się, bawić i kochać.
Ocena: 2/6

Rok 2044. Świat pogrążony jest w biedzie i głodzie ze względu na panujący kryzys energetyczny. Jedyną ucieczką od paskudnej rzeczywistości jest OASIS, wirtualna rzeczywistość, w której każdy może być kim chce. Tutaj można chodzić do szkoły, bawić się, pracować czy zakochać, w OASIS wszystko jest możliwe. Pięć lat wcześniej, kiedy umiera twórca OASIS, James Halliday, świat ogarnia szaleństwo. Bezdzietny Halliday postanawia przekazać całą swoją fortunę temu, kto pierwszy odnajdzie jego jajo wielkanocne (ang. easter egg – nawiązania do gier, filmów, muzyki, ogólnie pojętej popkultury zamieszczane przez twórców tychże) w OASIS. Rozpoczyna się wyścig.  Jajogłowi pracują w pocie czoła, by odnaleźć pierwszy klucz, który ma ich poprowadzić dalej do zwycięstwa. Mijają lata. Kiedy większość dała już za wygraną, tablica wyników zmienia się i na pierwszym miejscu pojawia się imię tajemniczego Parzivala.

Świat przedstawiony w Player One jest świetny. Nie mówię tu o świecie realnym, bo ten opisany jest jedynie po łebkach. Wszędzie rdzewiejące pojazdy, porzucone przez właścicieli, których nie było stać na paliwo, a „dom” Wade’a Wattsa to jedna z wielu przyczep, które stoją jedna na drugiej. Świat wirtualny natomiast jest czymś, co chciałabym zobaczyć. OASIS jest podzielona na sektory, w każdym sektorze mogą znajdować się dziesiątki/setki mniejszych i większych planet, z których każda rządzi się własnymi prawami. Tu zalety się kończą.

Jako że rzeczywistość OASIS jest dużo bardziej atrakcyjna od świata realnego, cała ludzkość spędza tu swoje dnie (chyba że jest jednym z niewielu szczęśliwców, którzy mają pracę). Gra podobno nie uzależnia, co zostało dowiedzione medycznie. Jednak Wade, jak większość ludzi, robi przerwy jedynie na jedzenie, spanie i siku, a kiedy zakłada na wizjer i rękawice, elementy niezbędne do gry w OASIS, oddycha z ulgą i dopiero tu czuje się jak w domu. To jeden z kilku problemów, jakie mam z Player One. Coś zostaje powiedziane, czytelnik ma w to uwierzyć, ale zachowanie żadnej z postaci tego nie potwierdza. 

Wade jest zagorzałym jajogłowym i wie, że Halliday chciał, żeby wszyscy pokochali to, co on. Słowem: lata 80-te. Halliday uwielbiał ten okres w swoim życiu, kochał każdą grę, serial, film czy muzykę z tamtego okresu i każdemu jajogłowemu wypadało je znać. Zastanawia mnie natomiast jedna rzecz. Wade zna każdy ulubiony serial, film i grę twórcy OASIS. Jeśli Halliday lubił jakąś piosenkę, Wade wiedział wszystko i mam na myśli absolutnie wszystko o tym utworze, wykonującym ją zespole, roku wydania, reszcie piosenek i tekstów z tego albumu, który zresztą znał na pamięć i przesłuchał miliard razy. To samo z filmami/serialami. Watts znał każdą linijkę tekstu ulubionych filmów Hallidaya, bo – jak mówi – ten widział ponad czterdzieści razy i ogląda go kilka razy w miesiącu, a tamten sto pięćdziesiąt siedem (nie żartuję, Wade widział Świętego Graala Monty Pythona 157 razy). Do tego zagrał w każdą ulubioną grę Hallidaya. Również miliard razy i grał w nie tak długo, aż pobił wszelkie rekordy, a potem podobno grał raz na jakiś czas, dla przypomnienia, tak kilka razy w miesiącu. Rzecz polega na tym, że w chwili, gdy poznajemy Wade’a Wattsa konkurs trwa już pięć lat, my znamy go od około pół roku, kiedy mówi nam, że zna na pamięć wszystko, co kiedykolwiek polubił Halliday. To mówi chłopak, który chodzi do szkoły, a więc ma jakieś obowiązki poza przyjemnościami i hobby, którym stało się poszukiwanie jaja. W ciągu tego pół roku chłopak nie zagrał w żadną grę, nie obejrzał żadnego filmu, nie przesłuchał ani jednej płyty, co podobno robił kilka razy na miesiąc/tydzień. Nie lubię, kiedy tak się dzieje. Autorzy mają nieskończone możliwości, jeśli chodzi o fabułę. Nie mają ograniczonego czasu czy środków, nie ogranicza ich technologia. Mogą poświęcić postaci tak wiele kartek, jak tylko im się podoba, jednak Cline ograniczył się do zmuszenia czytelnika, żeby uwierzył w to, co Wade mu powie, nie potwierdzając tego czynami i uważam, że poszedł tu na łatwiznę.

To niesie za sobą konsekwencje w postaci Wattsa, który jest we wszystkim najlepszy. Kiedyś zrobił/posłuchał/obejrzał coś tam i teraz jakoś niespodziewanie sobie o tym przypomniał i rozwiązał zagadkę, która zbliżyła go do wygranej. Spójrzmy chociażby na pierwszy etap: Miedziany Klucz. Jakimś sposobem odkrył lokalizację krypty, w której miał znajdować się klucz. Tam miał się zmierzyć z liczem (takim Kel’Thuzadem, dla graczy WoWa), ale nie pojedynkowali się w tradycyjny sposób, o nie. Mieli zagrać w Jousta, w którego Wade grywał oczywiście pasjami ze swoim przyjacielem Aechem i pokonuje Acereraka za pierwszym razem. Chwilę później okazuje się, że rywalka Wade’a, Art3mis (oasisowa celebry tka, blogerka, w której podkochuje się nasz główny bohater), odkryła kryptę już ponad miesiąc temu, ale nie mogła pokonać licza. Art3mis jako pierwsza zdobywa kolejny klucz, Jadeitowy, a potem pomaga Wade’owi w ostatecznej rozgrywce, bo inaczej przegrałby z tymi złymi, którzy chcą wygrać konkurs i wykorzystać OASIS do niecnych celów. Art3mis jest dużo zdolniejsza i ma znacznie większą wiedzę niż Wade, ale mimo wszystko to on jest w czepku urodzonym szczęściarzem, który wszystko wie, wszystko umie i dostaje to, czego chce bez zbędnego wysiłku, podczas gdy Samantha jest jedynie dziewczyną, którą kocha Wade.

Kiedy chłopak w końcu wyznaje Art3mis, co do niej czuje, ta go odtrąca, co jest raczej oczywiste, bo raczej ciężko jest kochać kogoś, kogo nie widziało się nawet na zdjęciu, ani nie rozmawiało tak na poważnie. Wade popada w czarną rozpacz i nie wie, co ze sobą robić po „zerwaniu” (którego nigdy nie było, bo ta dwójka nawet nie była parą, ale co tam). Do tego wysyła jej kwiaty, wypisuje, wydzwania, mimo że prosiła go, żeby tego nie robił, ale przecież ignorowanie próśb osoby, którą lubisz to oznaka szacunku i dozgonnej miłości. Koniec końców Art3mis i Parzival są razem, bo Player One była przecież jak dotąd niewystarczająco przewidywalna.

Problem kolejny: 
tu w rozmowie z Aft3mis (foto z Kindle, bo jestem zbyt leniwa, żeby przepisywać)
Bo przecież osoba, która czuła się kobietą całe życie, płaci gruby hajs za operacje i terapie hormonalne nigdy nie będzie prawdziwą kobietą, prawda? :)))) Nie wiem nawet, co mam o tym napisać. Przeczytałam, potem przeczytałam jeszcze raz, bo nie mogłam uwierzyć, że Cline tak na serio, ale jednak oczy mnie nie myliły.

Podobała mi się relacja Wade’a z Ache’em. Zawsze wspierali się nawzajem, nigdy nie było sytuacji, gdzie jeden drugiego wystawiłby do wiatru. I wszystko układało się całkiem nieźle, aż dwójka spotkała się w realu. Okazuje się, że H to czarna, krótkowłosa dziewczyna przy kości, która *WERBLE* JEST LESBIKJĄ!!! UUUUUUUHUHUUUU KTO. BY. SIĘ. SPODZIEWAŁ? To oczywiste jest, że jak gruba i krótkowłosa, to na pewno lesba, bo przecież nie może być inaczej. Nie mogłaby być w typie Wade’a, bo jeszcze by się zakochał i okazałoby się, że tak naprawdę Aech wcale nie jest lesbijką, a po prostu czekała na tego jednego jedynego Wattsa. W ogóle lesbijki nie mogą być wątłe i filigranowe, bo takie właśnie kobiety lubi większość mężczyzn, a jak wiadomo istniejemy tylko po to, żeby spełniać ich oczekiwania. Doceniam fakt, że Cline próbował wpleść w fabułę jakąś różnorodność, bo w końcu są tu grające w gry dziewczyny, osoby różnej orientacji i koloru skóry (Daito i Shoto – jajogłowi z Japonii, którzy tu i ówdzie wtrącali japońskie zwroty… *ciarki wstydu*), ale mu to nie wyszło. BARDZO mu nie wyszło.

Gołym okiem widać, że Player One to pierwsza książka Cline’a, w dodatku pisana na szybko, bo mimo że to prawie pięćset stron, to postacie są mdłe, nieciekawe i tak płaskie, że niemal wklęsłe. Cały świat w sumie kręci się wokół Wade’a, który jest chodzącym ideałem, a reszta postaci jest w sumie nieważna, o ile akurat nasz główny bohater ich nie potrzebuje.

Przeczytałam już wiele powieści tego typu i nietrudno jest rozpoznać, kiedy autor wie, co robi, a kiedy po prostu spisuje swoje marzenia, wcielając się w nich w rolę głównego bohatera. Jedyne, czego wymagam, kiedy biorę książkę do ręki, to odrobina realizmu. Postaciom trzeba poświęcić czas, porządnie je opisać, nadać im charakteru, a przede wszystkim sprawić, by nie były perfekcyjne. Dobrze napisana postać musi mieć jakieś wady, słabości, żeby czytelnik mógł się jakoś do niej odnieść, umiał się z nią utożsamić. Tego właśnie szukamy, kiedy czytamy książki.


Playera chciałam przeczytać od dawna i kiedy w końcu mi się udało, powieść okazała się mega zawodem, bo była zwyczajnie płytka i nijaka, mimo ogromnego potencjału. Cóż, pozostaje czekać na filmową adaptację.

***
Długo mnie nie było i raczej marne szanse, że wrócę na stałe. Ten blog nigdy nie był popularny, a 5 komentarzy pod recenzją to był wielki sukces. Wpadnę sobie czasem pożalić się na jakąś książkę i tyle. Do zobaczenia za rok 😆

1 komentarz:

  1. Zgadzam się po części z argumentami dotyczącymi licznych uproszczeń w kreowaniu bohaterów i skrótów fabularnych, które mogą razić uważnego czytelnika. Moim zdaniem książka jest jednak świetna - głównie dlatego, że ma wspaniale wykreowany i klimatyczny świat, po brzegi wypełniony nawiązaniami do starych filmów, gier i muzyki, a do tego czyta się ją leciutko i z radością. Choć to w gruncie rzeczy bardzo prosta historia, nie mogłem się od niej oderwać ;)

    OdpowiedzUsuń

Zostaw po sobie ślad, wszelkie komentarze są bardzo mile widziane :)

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...