Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 września 2017

Ernest Cline - Player One


Tytuł: Player One
Autor: Ernest Cline
Wydawnictwo: Amber
Opis: Rok 2044. Kryzys zrujnował największe mocarstwa. W Ameryce ludzie głodują i zamarzają na ulicach. Miasta zamieniły się w osiedla slumsów i przyczep kampingowych.Osiemnastoletni Wade ucieka od rzeczywistości i cały wolny czas spędza w OASIS, globalnym wirtualnym świecie, w którym każdy może być tym, kim chce. To internet nowej generacji, wszechobecna symulacja, gdzie można robić wszystko – żyć, uczyć się, bawić i kochać.
Ocena: 2/6

Rok 2044. Świat pogrążony jest w biedzie i głodzie ze względu na panujący kryzys energetyczny. Jedyną ucieczką od paskudnej rzeczywistości jest OASIS, wirtualna rzeczywistość, w której każdy może być kim chce. Tutaj można chodzić do szkoły, bawić się, pracować czy zakochać, w OASIS wszystko jest możliwe. Pięć lat wcześniej, kiedy umiera twórca OASIS, James Halliday, świat ogarnia szaleństwo. Bezdzietny Halliday postanawia przekazać całą swoją fortunę temu, kto pierwszy odnajdzie jego jajo wielkanocne (ang. easter egg – nawiązania do gier, filmów, muzyki, ogólnie pojętej popkultury zamieszczane przez twórców tychże) w OASIS. Rozpoczyna się wyścig.  Jajogłowi pracują w pocie czoła, by odnaleźć pierwszy klucz, który ma ich poprowadzić dalej do zwycięstwa. Mijają lata. Kiedy większość dała już za wygraną, tablica wyników zmienia się i na pierwszym miejscu pojawia się imię tajemniczego Parzivala.

Świat przedstawiony w Player One jest świetny. Nie mówię tu o świecie realnym, bo ten opisany jest jedynie po łebkach. Wszędzie rdzewiejące pojazdy, porzucone przez właścicieli, których nie było stać na paliwo, a „dom” Wade’a Wattsa to jedna z wielu przyczep, które stoją jedna na drugiej. Świat wirtualny natomiast jest czymś, co chciałabym zobaczyć. OASIS jest podzielona na sektory, w każdym sektorze mogą znajdować się dziesiątki/setki mniejszych i większych planet, z których każda rządzi się własnymi prawami. Tu zalety się kończą.

Jako że rzeczywistość OASIS jest dużo bardziej atrakcyjna od świata realnego, cała ludzkość spędza tu swoje dnie (chyba że jest jednym z niewielu szczęśliwców, którzy mają pracę). Gra podobno nie uzależnia, co zostało dowiedzione medycznie. Jednak Wade, jak większość ludzi, robi przerwy jedynie na jedzenie, spanie i siku, a kiedy zakłada na wizjer i rękawice, elementy niezbędne do gry w OASIS, oddycha z ulgą i dopiero tu czuje się jak w domu. To jeden z kilku problemów, jakie mam z Player One. Coś zostaje powiedziane, czytelnik ma w to uwierzyć, ale zachowanie żadnej z postaci tego nie potwierdza. 

Wade jest zagorzałym jajogłowym i wie, że Halliday chciał, żeby wszyscy pokochali to, co on. Słowem: lata 80-te. Halliday uwielbiał ten okres w swoim życiu, kochał każdą grę, serial, film czy muzykę z tamtego okresu i każdemu jajogłowemu wypadało je znać. Zastanawia mnie natomiast jedna rzecz. Wade zna każdy ulubiony serial, film i grę twórcy OASIS. Jeśli Halliday lubił jakąś piosenkę, Wade wiedział wszystko i mam na myśli absolutnie wszystko o tym utworze, wykonującym ją zespole, roku wydania, reszcie piosenek i tekstów z tego albumu, który zresztą znał na pamięć i przesłuchał miliard razy. To samo z filmami/serialami. Watts znał każdą linijkę tekstu ulubionych filmów Hallidaya, bo – jak mówi – ten widział ponad czterdzieści razy i ogląda go kilka razy w miesiącu, a tamten sto pięćdziesiąt siedem (nie żartuję, Wade widział Świętego Graala Monty Pythona 157 razy). Do tego zagrał w każdą ulubioną grę Hallidaya. Również miliard razy i grał w nie tak długo, aż pobił wszelkie rekordy, a potem podobno grał raz na jakiś czas, dla przypomnienia, tak kilka razy w miesiącu. Rzecz polega na tym, że w chwili, gdy poznajemy Wade’a Wattsa konkurs trwa już pięć lat, my znamy go od około pół roku, kiedy mówi nam, że zna na pamięć wszystko, co kiedykolwiek polubił Halliday. To mówi chłopak, który chodzi do szkoły, a więc ma jakieś obowiązki poza przyjemnościami i hobby, którym stało się poszukiwanie jaja. W ciągu tego pół roku chłopak nie zagrał w żadną grę, nie obejrzał żadnego filmu, nie przesłuchał ani jednej płyty, co podobno robił kilka razy na miesiąc/tydzień. Nie lubię, kiedy tak się dzieje. Autorzy mają nieskończone możliwości, jeśli chodzi o fabułę. Nie mają ograniczonego czasu czy środków, nie ogranicza ich technologia. Mogą poświęcić postaci tak wiele kartek, jak tylko im się podoba, jednak Cline ograniczył się do zmuszenia czytelnika, żeby uwierzył w to, co Wade mu powie, nie potwierdzając tego czynami i uważam, że poszedł tu na łatwiznę.

To niesie za sobą konsekwencje w postaci Wattsa, który jest we wszystkim najlepszy. Kiedyś zrobił/posłuchał/obejrzał coś tam i teraz jakoś niespodziewanie sobie o tym przypomniał i rozwiązał zagadkę, która zbliżyła go do wygranej. Spójrzmy chociażby na pierwszy etap: Miedziany Klucz. Jakimś sposobem odkrył lokalizację krypty, w której miał znajdować się klucz. Tam miał się zmierzyć z liczem (takim Kel’Thuzadem, dla graczy WoWa), ale nie pojedynkowali się w tradycyjny sposób, o nie. Mieli zagrać w Jousta, w którego Wade grywał oczywiście pasjami ze swoim przyjacielem Aechem i pokonuje Acereraka za pierwszym razem. Chwilę później okazuje się, że rywalka Wade’a, Art3mis (oasisowa celebry tka, blogerka, w której podkochuje się nasz główny bohater), odkryła kryptę już ponad miesiąc temu, ale nie mogła pokonać licza. Art3mis jako pierwsza zdobywa kolejny klucz, Jadeitowy, a potem pomaga Wade’owi w ostatecznej rozgrywce, bo inaczej przegrałby z tymi złymi, którzy chcą wygrać konkurs i wykorzystać OASIS do niecnych celów. Art3mis jest dużo zdolniejsza i ma znacznie większą wiedzę niż Wade, ale mimo wszystko to on jest w czepku urodzonym szczęściarzem, który wszystko wie, wszystko umie i dostaje to, czego chce bez zbędnego wysiłku, podczas gdy Samantha jest jedynie dziewczyną, którą kocha Wade.

Kiedy chłopak w końcu wyznaje Art3mis, co do niej czuje, ta go odtrąca, co jest raczej oczywiste, bo raczej ciężko jest kochać kogoś, kogo nie widziało się nawet na zdjęciu, ani nie rozmawiało tak na poważnie. Wade popada w czarną rozpacz i nie wie, co ze sobą robić po „zerwaniu” (którego nigdy nie było, bo ta dwójka nawet nie była parą, ale co tam). Do tego wysyła jej kwiaty, wypisuje, wydzwania, mimo że prosiła go, żeby tego nie robił, ale przecież ignorowanie próśb osoby, którą lubisz to oznaka szacunku i dozgonnej miłości. Koniec końców Art3mis i Parzival są razem, bo Player One była przecież jak dotąd niewystarczająco przewidywalna.

Problem kolejny: 
tu w rozmowie z Aft3mis (foto z Kindle, bo jestem zbyt leniwa, żeby przepisywać)
Bo przecież osoba, która czuła się kobietą całe życie, płaci gruby hajs za operacje i terapie hormonalne nigdy nie będzie prawdziwą kobietą, prawda? :)))) Nie wiem nawet, co mam o tym napisać. Przeczytałam, potem przeczytałam jeszcze raz, bo nie mogłam uwierzyć, że Cline tak na serio, ale jednak oczy mnie nie myliły.

Podobała mi się relacja Wade’a z Ache’em. Zawsze wspierali się nawzajem, nigdy nie było sytuacji, gdzie jeden drugiego wystawiłby do wiatru. I wszystko układało się całkiem nieźle, aż dwójka spotkała się w realu. Okazuje się, że H to czarna, krótkowłosa dziewczyna przy kości, która *WERBLE* JEST LESBIKJĄ!!! UUUUUUUHUHUUUU KTO. BY. SIĘ. SPODZIEWAŁ? To oczywiste jest, że jak gruba i krótkowłosa, to na pewno lesba, bo przecież nie może być inaczej. Nie mogłaby być w typie Wade’a, bo jeszcze by się zakochał i okazałoby się, że tak naprawdę Aech wcale nie jest lesbijką, a po prostu czekała na tego jednego jedynego Wattsa. W ogóle lesbijki nie mogą być wątłe i filigranowe, bo takie właśnie kobiety lubi większość mężczyzn, a jak wiadomo istniejemy tylko po to, żeby spełniać ich oczekiwania. Doceniam fakt, że Cline próbował wpleść w fabułę jakąś różnorodność, bo w końcu są tu grające w gry dziewczyny, osoby różnej orientacji i koloru skóry (Daito i Shoto – jajogłowi z Japonii, którzy tu i ówdzie wtrącali japońskie zwroty… *ciarki wstydu*), ale mu to nie wyszło. BARDZO mu nie wyszło.

Gołym okiem widać, że Player One to pierwsza książka Cline’a, w dodatku pisana na szybko, bo mimo że to prawie pięćset stron, to postacie są mdłe, nieciekawe i tak płaskie, że niemal wklęsłe. Cały świat w sumie kręci się wokół Wade’a, który jest chodzącym ideałem, a reszta postaci jest w sumie nieważna, o ile akurat nasz główny bohater ich nie potrzebuje.

Przeczytałam już wiele powieści tego typu i nietrudno jest rozpoznać, kiedy autor wie, co robi, a kiedy po prostu spisuje swoje marzenia, wcielając się w nich w rolę głównego bohatera. Jedyne, czego wymagam, kiedy biorę książkę do ręki, to odrobina realizmu. Postaciom trzeba poświęcić czas, porządnie je opisać, nadać im charakteru, a przede wszystkim sprawić, by nie były perfekcyjne. Dobrze napisana postać musi mieć jakieś wady, słabości, żeby czytelnik mógł się jakoś do niej odnieść, umiał się z nią utożsamić. Tego właśnie szukamy, kiedy czytamy książki.


Playera chciałam przeczytać od dawna i kiedy w końcu mi się udało, powieść okazała się mega zawodem, bo była zwyczajnie płytka i nijaka, mimo ogromnego potencjału. Cóż, pozostaje czekać na filmową adaptację.

***
Długo mnie nie było i raczej marne szanse, że wrócę na stałe. Ten blog nigdy nie był popularny, a 5 komentarzy pod recenzją to był wielki sukces. Wpadnę sobie czasem pożalić się na jakąś książkę i tyle. Do zobaczenia za rok 😆

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Veronica Roth - Wierna (Niezgodna #3)


Tytuł: Wierna
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
OPIS: Społeczeństwo frakcyjne, w które Tris tak wierzyła, legło w gruzach – podzielone walką o władzę, naznaczone śmiercią i zdradą. Jednego tyrana zastąpił drugi. Miastem rządzą niepodzielnie bezfrakcyjni. Tris wie, że czas uciekać. Lecz jaki świat rozciąga się poza znanymi jej granicami? Może za murem będzie mogła zacząć z Tobiasem wszystko od nowa, bez trudnych kłamstw, podwójnej lojalności, bolesnych wspomnień? A może poza miastem nie ma żadnego świata…
Ocena: 4.5/6

Tris wraz z grupką przyjaciół ucieka z Chicago. Odkąd rządzą nim bezfrakcyjni z Evelyn na czele, zapanowała tam anarchia, a miasto zaczęło popadać w ruinę. Przyjaciele jadą autem przed siebie, nie do końca wiedząc, gdzie się udać. I kiedy krajobraz za oknem zaczyna się zmieniać, dostrzegają, że ktoś na nich czeka. Zostają zabrani do Agencji, ośrodka, w którym dowiadują się, że całe ich życie to kłamstwo, że byli tylko szczurami doświadczalnymi w rękach ludzi uważających się za bogów, których chora ideologia doprowadzi do tragedii.

Wierna to plot twist, którego się nie spodziewałam. Okazuje się, że mamy tu do czynienia z historią a'la Truman Show, z tym że na większą skalę. Zawsze wywołuje to we mnie jakiś niesmak, czuję się zdradzona i oszukana. Chicago, frakcje, Niezgodni - wszystko jest jedynie eksperymentem w rękach rządu, a poza granicami miasta każda rzecz ma zupełnie odwrotną wartość.

Jeśli miałabym oceniać każdą z części trylogii według wartości, jakie niosą, Wierna byłaby zdecydowanie na pierwszym miejscu. Mamy tutaj Agencję, która czuwa nad miastami-eksperymentami, chcąc doprowadzić do eliminacji osobników z genami uszkodzonymi, czyli tych, których wyniki w testach przynależności wskazywały jednoznacznie frakcję, do której dana osoba powinna przynależeć. Agencja nie ma żadnych skrupułów, dla dobra eksperymentu jest w stanie wymordować połowę jego populacji czy wykasować pamięć wszystkim mieszkańcom miast. Wszystko po to, by przywrócić czystość genetyczną. Jeśli to nie brzmi znajomo, to podpowiem tylko, że Hitler kierował się podobną ideologią, zwaną Eugeniką.

Wierna to powieść o mniejszościach. O tym, jak są uciskane, a ich zasługi umniejszane. Jak "czyści genetycznie" są uprzywilejowani i "zdrowi", a uszkodzonych genetycznie traktuje się jak ułomnych. I mimo że w świetle prawa CG i UG są sobie równi, to każdy wie, że jest inaczej i tę różnicę wyraźnie daje się odczuć. Veronica Roth w Wiernej uświadamia czytelnikowi, jak bardzo absurdalne jest takie myślenie i tego rodzaju ideologie. Pokazuje, że gdyby świat naprawdę bazował na równości i pomaganiu sobie nawzajem, lepiej by nam się żyło.

Jeśli chodzi o zakończenie - I TU ZACZYNA SIĘ SPOILER - to liczyłam na coś bardziej dramatycznego. Po cichu miałam nadzieję, że Tris wyruszy do Chicago razem z Tobiasem, coś pójdzie nie tak i ich pamięć też zostanie zresetowana. Wiecie, tak, żeby całkiem o sobie zapomnieli i już nigdy się nie zeszli, żyli osobno, a cały ich wysiłek i odniesione podczas walk rany poszły na marne. Myślę, że to fanów pary zabolałoby bardziej niż śmierć Tris. Chciałabym chociaż raz przeczytać tego rodzaju zakończenie, bo najwidoczniej mam jakieś masochistyczne skłonności. Chociaż domyślam się też, że taka książka by się nie sprzedała, bo wszyscy kochają happy endy, i mimo śmierci głównej bohaterki, wszystko skończyło się dobrze, a ludzie żyli długo i szczęśliwie - I TU SPOILER SIĘ KOŃCZY.

Bardzo brakowało mi w tej części emocji. Bohaterowie są co prawda dojrzalsi, a Roth wyraźnie poprawiła się jako pisarka, ale brak wściekłości, żalu, rozgoryczenia, rozpaczy czy poczucia straty sprawia, że Wierna nie jest tak dobra, jak mogłaby być. Niby te wszystkie uczucia gdzieś tam są, ale jest ich mało i są dość mocno przytłumione.

Technicznie, występują te same błędy, co w poprzednich częściach. Drobne literówki, niekiedy dziwny szyk zdań, dziwaczny przekład imion, ale poza tym jest w sumie okej.

Komu polecam? Tym, którzy przeczytali wcześniejsze części Niezgodnej, rzecz jasna ;)

Seria Niezgodna:

3. Wierna 

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania 2015


wtorek, 13 stycznia 2015

Veronica Roth - Zbuntowana (Niezgodna #2)


Tytuł: Zbuntowana
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Opis: Dzień, kiedy szesnastoletnia Tris dokonała wyboru, powinien zostać uczczony świętowaniem przez frakcję, do której przystąpiła – jednej z pięciu, jakie istnieją w zniszczonym katastrofą Chicago. Zamiast tego zakończył się tragedią. Przejście z Altruizmu do Nieustraszoności zburzyło jej świat, pozbawiło rodziny, zmusiło do ucieczki, ale i połączyło z Tobiasem – Nieustraszonym o stalowych oczach.
Ocena: 3.5/6

Po symulacji ataku Chicago znów opanowuje chaos. Część Nieustraszonych dopuszcza się zdrady i przyłącza do Erudytów, podczas gdy reszta frakcji opowiada się przeciwko nim. Jeanine Matthews jest teraz wrogiem numer jeden, a Tris jest tym, czego bezduszna kobieta chce najbardziej, bo dziewczyna jest pierwszą w historii Niezgodną tak silną, że nie działają na nią nawet najbardziej wymyślne symulacje, które wypróbowuje na niej przywódczyni Erudytów. 

Kiedy Cztery zostaje przywódcą Nieustraszonych, rodzi się plan, który ma się zakończyć śmiercią Jeanine. Tris jednak zdaje sobie sprawę, że nie może na to pozwolić, zanim nie odzyska bardzo ważnych danych z siedziby Erudycji. Wie, że musi dopuścić się zdrady.

Nie wiem, co mam myśleć o tej części. Z jednej strony dużo się dzieje, są intrygi, których brakowało mi w pierwszej książce, ale te intrygi okazały się bardzo przewidywalne. Jedyną niewiadomą, której nie byłam w stanie rozgryźć do końca to ta informacja, której tak zażarcie pilnowała Jeanine, ale to też nie było jakieś wielkie łał. Związek Tris i Tobiasa ewoluuje i w tej chwili mam go już serdecznie dość. Z tą Tris to mam taki trochę dylemat, bo jednocześnie ją lubię i nie. Została teraz Mary Sue na pełny etat. Wszystko robi najlepiej, jest najsilniejsza, najmądrzejsza, najodważniejsza, a każdy ją podziwia. Rozumiem, że to główna bohaterka, ale trzeba postawić jakieś granice. Dać trochę supermocy innym postaciom. Co stało na przeszkodzie, żeby każdy miał "to coś"? Nic, byliby bardziej zwartą grupą i razem roznieśli Erudytów w drobny mak. Z drugiej strony lubię jej sposób myślenia, bo jest w miarę logiczny i dobrze napisany. 

Styl autorki wciąż trzyma poziom. Nadal pojawia się mnóstwo detali, ale książkę czyta się bardzo szybko, bo dużo się dzieje. Polskie tłumaczenie natomiast pozostawia wiele do życzenia. Imiona tłumaczone są bardzo pokracznie, a błędów logicznych i literówek jest cała masa.

Jednak mimo tych wszystkich drażniących mnie aspektów, Zbuntowaną czytało mi się nieźle i dobrze się przy niej bawiłam.

Polecam tym, którzy już mają za sobą Niezgodną i zastanawiają się, czy brać się za kolejną część. Jest to seria na tyle niezła, że warto zapoznać się z całą historią.

Seria Niezgodna:

1. Niezgodna
2. Zbuntowana ←
3. Wierna

Książka przeczytana w ramach Wyzwania 2015


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Veronica Roth - Niezgodna (Niezgodna #1)


Tytuł: Niezgodna
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Opis: Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.
Ocena: 4.5/6

Altruizm, Erudycja, Prawość, Nieustraszoność i Serdeczność to pięć frakcji, na które została podzielona społeczność Chicago. Po kolejnej wojnie ludzie jednogłośnie postanowili wyeliminować cechy kierujące dotychczas rządzącymi i nigdy więcej nie pozwolić, by zawładnęły jakąkolwiek jednostką. W ten sposób egoizm zastąpiła bezinteresowność, głupotę inteligencja, nieszczerość i dwulicowość zastąpiła uczciwość, niechęć i obojętność- uczciwość, a tchórzostwo - odwaga. Aby dowiedzieć się kto nadaje się do jakiej frakcji, każdy szesnastolatek przechodzi test przynależności, który wskazuje mu, gdzie najlepiej by pasował, ale test to tylko sugestia. Każdy może sam wybierać, do jakiej frakcji chce przynależeć. Gorzej, jeśli test przynależności nie jest jednoznaczny i pokazuje więcej niż jeden wynik, bądź żadnego. W najlepszym wypadku taka osoba staje się bezfrakcyjnym i odtąd musi radzić sobie sama, w najgorszym - muszą zginąć, bo Niezgodni zagrażają swoimi wszechstronnymi umysłami idealnie działającemu systemowi.

Beatrice Prior jest Niezgodna. Tylko dzięki życzliwości Tori, która nie wierzy w niezawodność systemu, udaje jej się uniknąć śmierci. Dołącza do nieustraszonych i kiedy już zyskuje przyjaciół, odnajduje miłość i pokonuje trudy nowicjatu, dochodzi do incydentu, który zmienia życie Tris w koszmar.

Po Niezgodną sięgnęłam z taką obsuwą, bo nie czułam  do tej książki żadnego pociągu. Wiedziałam, że będzie to kopia Igrzysk Śmierci, które kocham, a zwyczajnie nie podoba mi się, kiedy dzieje się tak, że jak jakaś książka z konkretnego gatunku osiąga ogromny sukces, to nagle pojawia się miliard innych łudząco podobnych. I mimo że ciężko tych podobieństw nie zauważyć, to nie będę porównywała jednej serii z drugą.

Dlaczego w takim razie zdecydowałam się jednak sięgnąć po Niezgodną? Tak w ramach wyzwania. Potrzebowałam książki, która będzie miała w tytule jedno słowo i oto jest. Czego zupełnie się nie spodziewałam to to, jak bardzo spodoba mi się Niezgodna. Podoba mi się postapokaliptyczny świat, który zbudowała Roth, lubię też jej postacie, mimo że Tris to taka trochę Mary Sue w przebraniu. Styl autorki jest na wysokim poziomie, podobają mi się detaliczne opisy, które są w dobrym guście i nie przekraczają granic absurdu. Lubię fakt, że Tris nie wchodzi do Jamy i nie tłucze wszystkich na kwaśne jabłka w pierwszym dniu nowicjatu. Podoba mi się, że uczucie między nią i Tobiasem rodzi się powoli, zamiast pojawiać się nagle jak Filip z konopii jak to zwykle w young adult bywa. Co mi się niekoniecznie podobało to to, że ten związek w ogóle ma miejsce. Jeśli czytam dystopię, to chcę bohaterkę, która kopie wszystkim tyłki, a nie migdali się po kątach. Jest wojna, do jasnej. Ja wiem, że Beatrice jest nastolatką, że hormony, bla, bla, bla, ale czytając o rewolucji, chcę, żeby to rewolucja była na pierwszym miejscu, a nie służyła jako tło dla całujących się nastolatków. Kolejna rzecz, której mi brakowało, to intrygi. Za mało! Gdzie są zdrajcy? Gdzie szpiedzy? Gdzie suspens? Gdzie momenty, które powodują, że szczęka roztrzaskuje się o podłogę? Poza tym sądzę, że cały ten wątek frakcji powinien być lepiej wyjaśniony, bo niby rozumiem zamysł, ale nadal wydaje mi się to trochę absurdalne, że każdy człowiek może mieć tylko jedną cechę charakteru, bo inaczej pójdzie do piachu.

W każdym razie Niezgodną czytało mi się bardzo dobrze i bardzo szybko. Jestem zadowolona, a biorąc pod uwagę fakt, jaką cholerną jestem marudą, to wiele o książce świadczy.

Zastanawia mnie tylko, czy Roth, pisząc swoją serię, myślała o tym, co dzieje się na świecie i dlatego napisała Niezgodną, czy po prostu uznała, że skoro Igrzyska odniosły taki sukces, to ona też spróbuje i bardziej opierała się na twórczości Suzanne Collins niż na wydarzeniach ze świata? Bardzo chciałabym, żeby to było to drugie.

Komu polecam? Fanom dystopii, rzecz jasna. No i porządnego young adult, które ostatnio stało się tak modne i tak pełne szajsu, że ciężko odnaleźć w nim prawdziwą perełkę. Niezgodna może nie jest do końca perełką, ale jest zdecydowanie czymś, na co warto zwrócić uwagę.

A, no i jeszcze jedno. Kto do cholery kieruje pociągiem?!?

Seria Niezgodna:

1. Niezgodna 
2. Zbuntowana
3. Wierna

Książka przeczytana w ramach Wyzwania 2015


niedziela, 25 listopada 2012

Christine Feehan - Mroczny książę


Autor: Christine Feehan
Tytuł: Mroczny książę
Wydawnictwo: Amber
Opis książki: Raven, młoda Amerykanka o parapsychicznych zdolnościach, ucieka na koniec świata - przed niechęcią i uprzedzeniami. W mrocznych Karpatach spotyka Mikhaila, księcia Karpatian - ginącej pradawnej rasy. Tylko Raven może ocalić go przed nim samym i rozświetlić noc spowijającą jego duszę. Tylko Mikhail może uleczyć jej rany i obdarzyć wieczną miłością. Łączy ich wyrok przeznaczenia i potęga uczucia. Lecz przeciwko sobie mają tych, w których budzą lęk i nienawiść. Którzy nie spoczną, póki Karpatianie nie znikną ze świata śmiertelników...
Ocena: 2/6
Książkę przeczytałam już kilka lat temu (wtedy było to chyba nieoficjalne tłumaczenie) i pamiętam, że bardzo mi się podobała. Warto nadmienić, że wtedy dopiero zaczynałam przygodę z romansem paranormalnym i nie zdawałam sobie sprawy, że istnieją lepsze książki z tego gatunku.

„Mroczny Książę” opowiada historię Michaiła, księcia pradawnej, wymierającej już rasy Karpatian, który zmęczony swoją nieśmiertelną egzystencją, postanawia popełnić samobójstwo. W ostatniej chwili w jego myśli wdziera się kobieta. Raven posiada parapsychiczne zdolności, a chcąc wykorzystać swój dar, pomaga ujmować groźnych przestępców... nie stroni jednak od grzebania w cudzych myślach. Tym razem jednak, nie ma pojęcia, z kim zadarła. Jak to bywa w tego typu powieściach, ta dwójka zakochuje się w sobie, jednak los bezustannie płata im figle i nie pozwala cieszyć się sobą.

„Mroczny Książę” oraz kolejne części serii to dokładnie ten sam utarty schemat. Jeśli ktokolwiek z Was czytał, wie, co mam na myśli. Jeśli nie czytaliście, postaram się Wam to nakreślić. Wygląda to tak:
  •          zły, mroczny, dziki Karpatianin spotyka kobietę;
  •          odzyskuje możliwość widzenia kolorów (to właśnie daje tym facetom do zrozumienia, że napotkana białogłowa jest tą jedyną i nie mogą bez niej żyć);
  •          kobieta opiera się;
  •          Karpatianin zmusza kobietę do uprawiania seksu (często wbrew jej woli, to żaden problem, najwyżej ją trochę posiniaczy i zniszczy jej psychikę – nic wielkiego);
  •          kobieta nienawidzi Karpatianina;
  •          Karpatianin zmusza kobietę do uprawiania seksu, tym razem odprawiając pradawny rytuał, którym przywiązuje kobietę do siebie;
  •          rozstanie – kobieta uświadamia sobie, że nie może żyć bez Karpatianina (nie wiem, co Wy na to, ale według mnie to typowe objawy syndromu sztokholmskiego);
  •          akcja – ktoś próbuje zabić Karpatianina i jego partnerkę;
  •          seks;
  •          seks;
  •          seks;
  •          smutek;
  •          seks;
  •          szczęście;
  •          seks;
  •          koniec.

Oczywiście każdy Karpatianin jest nieziemsko przystojny i, co rozumie się samo przez się, bardzo hojnie obdarzony przez naturę. Ich partnerki, rzecz jasna, nie szczędzą nam swoich przemyśleń na ten temat. Swoją drogą, to nie do końca to rozumiem. Niby chodzi o wieczną miłość, a w każdym paranormalu czytam o niewyobrażalnych rozmiarów męskości. Nigdzie i nigdy ten aspekt nie został pominięty i szczerze mówiąc, kiedy po kilkuletniej już przygodzie z romansem paranormalnym  czytam takie opisy, nie mogę powstrzymać się przed wywróceniem oczami.

Wracając do książki – można przeczytać jeden tom, ale nie warto czytać kolejnych, bo dalej nic się nie zmienia. Postacie są bezpłciowe i odróżnić je można jedynie po imionach. Ewentualnie po umiejętnościach (bo kimże by byli, gdyby nie mieli supermocy?).

Dziś, po tych kilku latach, biję samej sobie brawo – przeczytałam sześć tomów. Ba! Mam je na półce i nie mam pojęcia, co z nimi zrobić, bo na ich miejscu chętnie widziałabym inne, ciekawsze książki. Niedawno sięgnęłam po siódmy tom, ale nie dałam rady przeczytać nawet jednej strony. Po takiej ilości romansideł, jakie przeczytałam, ta seria jest zwyczajnie przykra.

Komu polecam? Osobom, które dopiero chcą zacząć przygodę z romansem paranormalnym, by wdrożyć się w zasady rządzące gatunkiem.

Dlaczego mimo wszystko daję 2, nie 1? Cóż, pamiętam, jak bardzo podobała mi się ta książka za pierwszym razem i że czasem jednak zaskakiwała (poza tym byłoby to niesprawiedliwe, bo naprawdę nędznym tworem z tego samego gatunku, była „Klątwa Tygrysa”; w porównaniu do niej „Mroczny Książę” to majstersztyk).

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...