Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lutego 2016

Abigail Barnette - The Boss


Tytuł: The Boss
Autor: Abigail Barnette (Jennifer Armintrout)
Wydawnictwo: CreateSpace Independent Publishing Platform
Opis: Sophie Scaife almost ran away once, trading her ticket to college for a ticket to Tokyo. But a delayed flight and a hot one-night stand with a stranger changed her mind, putting her firmly on track to a coveted position at a New York fashion magazine. When the irresistible stranger from that one incredible night turns out to be her new boss – billionaire and publishing magnate Neil Elwood – Sophie can’t resist the chance to rekindle the spark between them…
Ocena: 6/6

Sophie Scaife to dwudziestoczteroletnia pewna siebie, niezależna kobieta. Od dwóch lat pracuje jako asystentka modowej wyroczni, Gabrielli Winters, właścicielki poczytnego, znanego na całym świecie magazynu Porteras. Któregoś dnia, jak co dzień, punktualnie o godzinie ósmej dwanaście Sophie spodziewa się wiadomości od szefowej, ta jednak nie daje znaku życia, ani nie zjawia się w pracy. Siedzibę Porteras ogarniają chaos i panika. Kiedy do biura wkracza Neil Elwood, miliarder, właściciel wielu pism odnoszących sukces nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie, nowy szef Porteras, Sophie czuje się, jakby ktoś chlusnął jej w twarz kubkiem zimnej wody. Nagle przenosi się sześć lat w przeszłość, do wieczora na lotnisku w Los Angeles, kiedy pod wpływem impulsu postanowiła polecieć do Tokio, zamiast na uczelnię do Nowego Yorku i rozpocząć nowe życie. Okazuje się, że lot został przesunięty. Wtedy poznaje Leifa, tajemniczego dziennikarza, który miał lecieć tym samym lotem, co Sophie. Od słowa do słowa, oboje lądują w hotelowym pokoju, gdzie spędzają upojną noc, o której dziewczyna nigdy nie była w stanie zapomnieć. Kiedy Sophie budzi się, okazuje się, że została sama. W dodatku bez swojego biletu do Tokio. Gdy powraca myślami z powrotem do chwili obecnej, ku jej zdziwieniu okazuje się, że Neil Elwood i Leif to ta sama osoba. Ta sama osoba, która jej nie poznaje...

The Boss to seria książek, która okrzyknięta została kontrą dla Pięćdziesięciu twarzy Greya. To takie "co by było, gdyby...". Co by było, gdyby Pięćdziesiąt... nie była serią o przemocy ubranej w fetysz. Co by było, gdyby nie była tak antyfeministyczna i mizoginistyczna. Co by było, gdyby bohaterka faktycznie była inteligentna i miała silny charakter, oraz bohaterze, który mimo swojego uwielbienia dla BDSM, wcale nie jest skrzywionym psychicznie tyranem, a pełnym szacunku dojrzałym mężczyzną, który nie epatuje swoją zamożnością. 

The Boss to książka, która ma wszystko, czego zawsze chciałam od romansu i erotyki, czyli dobrze opisanych, różnorodnych scen łóżkowych, czy postać kobiecą, która nie ulega mężczyznom i nie widzi w każdej innej kobiecie rywalki, a potencjalną przyjaciółkę i podejmuje mądre, przemyślane, niesamolubne decyzje. Postać męską, która mimo, że lubi się w łóżku zabawić trochę bardziej, niż inni, nie próbuje stłamsić swojej partnerki, a wręcz przeciwnie, wyznając zasadę, że co w sypialni, w sypialni pozostaje. 

Podoba mi się, że Sophie nie wypiera się swojej seksualności, wie, co lubi, wie, czego chce i nie wstydzi się o tym mówić. Podobnie jak Neil, który nie ma oporów przed wyznaniem dziewczynie, że jest biseksualny. W tej książce nie ma czegoś takiego jak Mary Sue, gloryfikowanie dziewictwa i czystości jako wyznaczników wartości kobiety. Nie ma patriarchatu ani protekcjonalnego traktowania, czy umniejszania opinii innych. Nie ma omijania ważnych tematów, nie ma kłamstw, ani zmuszania kobiety do robienia ze swoim ciałem tego, do czego zmusza je społeczeństwo. 

Coś, czego absolutnie nie cierpię, to kiedy książkowy bohater próbuje zdominować bohaterkę, świadomie lub nie, a ona mu ulega. W The Boss Neil i Sophie są sobie równi, rozmawiają o wszystkich swoich obawach otwarcie, przez co nie ma niedomówień i to mi się właśnie podoba. Do tego wszystkiego warto wspomnieć, że książka przesiąknięta jest sarkazmem i humorem.

Domyślam się, że musi się jeszcze wiele zmienić w sposobie myślenia ogromnej części ludzi, żeby to właśnie książki tego typu zostawały okrzyknięte mianem romansu wszech czasów, a nie gloryfikujące przemoc powieści jak Pięćdziesiąt twarzy Greya. Ale może chociaż niektórzy z Was z ciekawości sięgną po The Boss i stwierdzą, że to faktycznie dużo lepsza rzecz niż wiecznie tłamszona główna bohaterka?

Ogólnie rzecz biorąc, jestem zdecydowanie ta tak. Pokochałam głównych bohaterów całym sercem, bo poza tym, że są zabawni, to czytając o nich, nie odnosiłam wrażenia, że to wszystko jest jakieś sztuczne i naciągane. Zabawne dialogi i ciekawa fabuła sprawiają, że wszystko składa się na naprawdę dobrą całość, dlatego jestem już w trakcie czytania kolejnego tomu.

Czy polecam? Jasna sprawa, to bardzo dobry romans.

Seria The Boss:

1. The Boss 
2. The Girlfriend
3. The Bride
4. The Ex
5. The Baby

wtorek, 3 lutego 2015

Becca Fitzpatrick - Black Ice


Tytuł: Black Ice
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawnictwo: Otwarte
Opis: Nie daj się zwieść pozorom!
Britt długo przygotowywała się do wymarzonej wyprawy wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Niespodziewanie dołącza do niej jej były chłopak, o którym dziewczyna wciąż nie może zapomnieć. Zanim Britt odkryje, co tak naprawdę czuje do Calvina, burza śnieżna zmusza ją do szukania schronienia w stojącym na odludziu domku i skorzystania z gościnności dwóch bardzo przystojnych nieznajomych. Jak się okazuje, obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie zgadza się wyprowadzić ich z gór.Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejnym celem, sprawy przybierają dramatyczny obrót…
Ocena: 2/6

Britt ma osiemnaście lat i całe życie stoi przed nią otworem. W czasie wiosennej przerwy, wraz ze swoją bogatą przyjaciółką Korbie, postanawia wyruszyć na wycieczkę w góry Teton, do rodzinnej posiadłości koleżanki, Idlewilde. Britt do tej wyprawy szykowała się prawie rok. Zamierzała przejść cały łańcuch górski i udowodnić byłemu chłopakowi, Calvinowi, że jest twarda tak jak on. W drodze do Idlewilde okazuje się, że auto Britt nie jest w stanie pokonać zaśnieżonej trasy. Dziewczęta po chwili namysłu postanawiają wyruszyć wprost w burzę śnieżną w poszukiwaniu pomocy. Trafiają na niewielką chatkę, w której dostrzegają palące się światła. Zziębnięte walą do drzwi. Ku zdziwieniu Britt, drzwi otwiera Mason, chłopak, którego poznała wcześniej tego samego dnia. Dziewczyna od razu czuje się bezpieczniej, ale czy nie popełnia właśnie największego błędu w swoim życiu?

No, troszkę mi się pochorowało i zwlekałam z napisaniem o tej książce ponad tydzień, ale już jestem. Muszę jednak przyznać, że zwlekałam nie tylko ze względu na chorobę. Po prostu opadały mi witki za każdym razem, kiedy przysiadałam do pisania. Okazuje się, że po raz kolejny dałam się zwieść wysokim notom na LC i GR. Wygląda na to, że nigdy się nie nauczę, że kategorii young adult będę dawała kolejne szanse, a i tak skończy się to zawodem, ale nadal będę próbowała. No ale do rzeczy.

Mam z Black Ice problem. Mój problem to przede wszystkim główna bohaterka. Dziewczyna, która od początku dokonuje błędnych i nielogicznych wyborów; dziewczyna, która za swoją najlepszą przyjaciółkę ma snobkę, która poniża ją na każdym kroku (ale jest bogata, a to przecież najważniejszy aspekt przyjaźni). Dziewczyna, która od roku przygotowuje się na górską wycieczkę, ćwiczy, szykuje ubrania, prowiant... Nie wie jednak, że w góry, w miejsce dzikie, gdzie telefony komórkowe tracą zasięg, przede wszystkim zabiera się telefon satelitarny. Ale nie mogę jej winić, w końcu przygotowywała się do tej wycieczki od roku. Albo autorka zrobiła niedokładny research, ale tego nie wiem. W końcu, gdyby Britt miała telefon satelitarny, całe to gorące law story nie miałoby miejsca. Britt to dziewczyna, która nie potrafi dać sobie na spokój z chłopakiem, który jej nie chciał. Britt w kółko o nim rozmyśla, zastanawia się, co w takiej sytuacji zrobiłby Calvin, co Calvin by pomyślał, co by powiedział. Ja rozumiem, że to boli, każdy w końcu był zakochany, ale takie rozczulanie się po kilkuset stronach robi się po prostu mało atrakcyjne. Mało tego, do Britt nie dociera, że chłopak, który z nią zerwał najwidoczniej nie chce mieć z nią nic wspólnego, o nie. Ta wyprawa to głównie dla niego. Dziewczyna chce, żeby Calvin też wziął w niej udział, żeby mogła mu pokazać, że nie jest delikatnym i zależnym od wszystkich kwiatuszkiem (którym zresztą jest). Mimo wszystko jest gotowa wybaczyć mu, że zrywając z nią, zrujnował najważniejszą noc w jej życiu (czyt. bal absolwentów *chlip, chlip*), taka jest dobra! Britt jest opryskliwa, złośliwa i, co tu dużo mówić, głupia jak but. Gra w durne gierki, udaje kokietkę, jest zwyczajnie nie do zniesienia. Dowodów na bezdenną głupotę Britt jest mnóstwo, większość z nich zaznaczyłam na czytniku, ale naprawdę nie wiem, czy starczyłoby mi czasu, żeby je wszystkie tutaj wyszczególnić. Poza tym możliwe, że ktoś by mnie pozwał za udostępnianie większej części książki. 

Drugi problem, jaki mam z Black Ice, to fabuła. Teoretycznie nie ma się czego czepiać, bo w końcu akcja jest wartka, cały czas coś się dzieje, intryga goni intrygę... a jednak. Fabuła jest zwyczajnie nie z tej ziemi. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam romans paranormalny, ale Black Ice romansem paranormalnym nie jest. Niby zostało nam to wyjaśnione tak, że nikt nie powinien się przyczepić, bo Mason/Jude wcale nie jest tym złym, on chciał dobrze, ale nie mógł, ma dobre serduszko i w ogóle cud, miód i orzeszki. A jednak spokoju nie daje mi fakt, że Britt i tak wpadła po uszy. Jakby nie patrzeć, chłopak ją uprowadził, ją i jej tak zwaną przyjaciółkę. Mówił, że nie chciał, że musiał, a ja myślałam sobie "matko, przecież to niemożliwe, żeby ktokolwiek dał się na to nabrać". Jednak chyba się myliłam, patrząc na ocenę na LC. Mój problem z Black Ice jest taki, że chłopak, w którym zakochuje się główna bohaterka to porywacz, który mógł pomóc jej uciec, ale nie chciał. Mój problem jest taki, że Britt, mimo że z początku wie, że ma do czynienia z syndromem sztokholmskim, postanawia to zignorować i daje za wygraną, pozwalając obezwładnić się "prawdziwemu uczuciu". Mój problem z Black Ice jest taki, że gdyby taka historia faktycznie miała miejsce, Britt byłaby martwa, a w najlepszym przypadku uwiązana gdzieś w piwnicy, jednak wciąż przekonana o prawdziwości swoich uczuć, bo na tym właśnie polega syndrom sztokholmski.

Moim kolejnym problemem jest sposób, w jaki autorka decyduje się przedstawić kobiety w tej powieści. Wiem, że Becca Fitzpatrick ma jakieś dziwne ciągoty w kierunku mizoginii. Co prawda nie czytałam Szeptem (i po lekturze Black Ice wiem na pewno, że nie przeczytam), ale czytałam na temat tej serii bardzo dużo i wiem, że jej główna bohaterka również okazuje się silna, twarda, niezależna, dopóki na horyzoncie nie pojawia się Prins Czarming i odbiera jej całą wolną wolę. Drażni mnie kreowanie takich postaci kobiecych przez mężczyzn, ale kiedy kobiety same strzelają sobie w ten sposób w stopę, zwyczajnie nie jestem w stanie tego zrozumieć.

Ze względu na tempo wydarzeń, powieść przeczytałam dość szybko. Technicznie jest w porządku, nie ma błędów, co tylko zadziałało na korzyść powieści i poskutkowało dwiema gwiazdkami, a nie jedną. 

Komu polecam? Ogólnie odradzam, ale wiem, że należę do mniejszości, której Black Ice nie przypadło do gustu, więc ci, co chcą i tak przeczytają, o ile jeszcze tego nie zrobili.


Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania 2015


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Veronica Roth - Wierna (Niezgodna #3)


Tytuł: Wierna
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
OPIS: Społeczeństwo frakcyjne, w które Tris tak wierzyła, legło w gruzach – podzielone walką o władzę, naznaczone śmiercią i zdradą. Jednego tyrana zastąpił drugi. Miastem rządzą niepodzielnie bezfrakcyjni. Tris wie, że czas uciekać. Lecz jaki świat rozciąga się poza znanymi jej granicami? Może za murem będzie mogła zacząć z Tobiasem wszystko od nowa, bez trudnych kłamstw, podwójnej lojalności, bolesnych wspomnień? A może poza miastem nie ma żadnego świata…
Ocena: 4.5/6

Tris wraz z grupką przyjaciół ucieka z Chicago. Odkąd rządzą nim bezfrakcyjni z Evelyn na czele, zapanowała tam anarchia, a miasto zaczęło popadać w ruinę. Przyjaciele jadą autem przed siebie, nie do końca wiedząc, gdzie się udać. I kiedy krajobraz za oknem zaczyna się zmieniać, dostrzegają, że ktoś na nich czeka. Zostają zabrani do Agencji, ośrodka, w którym dowiadują się, że całe ich życie to kłamstwo, że byli tylko szczurami doświadczalnymi w rękach ludzi uważających się za bogów, których chora ideologia doprowadzi do tragedii.

Wierna to plot twist, którego się nie spodziewałam. Okazuje się, że mamy tu do czynienia z historią a'la Truman Show, z tym że na większą skalę. Zawsze wywołuje to we mnie jakiś niesmak, czuję się zdradzona i oszukana. Chicago, frakcje, Niezgodni - wszystko jest jedynie eksperymentem w rękach rządu, a poza granicami miasta każda rzecz ma zupełnie odwrotną wartość.

Jeśli miałabym oceniać każdą z części trylogii według wartości, jakie niosą, Wierna byłaby zdecydowanie na pierwszym miejscu. Mamy tutaj Agencję, która czuwa nad miastami-eksperymentami, chcąc doprowadzić do eliminacji osobników z genami uszkodzonymi, czyli tych, których wyniki w testach przynależności wskazywały jednoznacznie frakcję, do której dana osoba powinna przynależeć. Agencja nie ma żadnych skrupułów, dla dobra eksperymentu jest w stanie wymordować połowę jego populacji czy wykasować pamięć wszystkim mieszkańcom miast. Wszystko po to, by przywrócić czystość genetyczną. Jeśli to nie brzmi znajomo, to podpowiem tylko, że Hitler kierował się podobną ideologią, zwaną Eugeniką.

Wierna to powieść o mniejszościach. O tym, jak są uciskane, a ich zasługi umniejszane. Jak "czyści genetycznie" są uprzywilejowani i "zdrowi", a uszkodzonych genetycznie traktuje się jak ułomnych. I mimo że w świetle prawa CG i UG są sobie równi, to każdy wie, że jest inaczej i tę różnicę wyraźnie daje się odczuć. Veronica Roth w Wiernej uświadamia czytelnikowi, jak bardzo absurdalne jest takie myślenie i tego rodzaju ideologie. Pokazuje, że gdyby świat naprawdę bazował na równości i pomaganiu sobie nawzajem, lepiej by nam się żyło.

Jeśli chodzi o zakończenie - I TU ZACZYNA SIĘ SPOILER - to liczyłam na coś bardziej dramatycznego. Po cichu miałam nadzieję, że Tris wyruszy do Chicago razem z Tobiasem, coś pójdzie nie tak i ich pamięć też zostanie zresetowana. Wiecie, tak, żeby całkiem o sobie zapomnieli i już nigdy się nie zeszli, żyli osobno, a cały ich wysiłek i odniesione podczas walk rany poszły na marne. Myślę, że to fanów pary zabolałoby bardziej niż śmierć Tris. Chciałabym chociaż raz przeczytać tego rodzaju zakończenie, bo najwidoczniej mam jakieś masochistyczne skłonności. Chociaż domyślam się też, że taka książka by się nie sprzedała, bo wszyscy kochają happy endy, i mimo śmierci głównej bohaterki, wszystko skończyło się dobrze, a ludzie żyli długo i szczęśliwie - I TU SPOILER SIĘ KOŃCZY.

Bardzo brakowało mi w tej części emocji. Bohaterowie są co prawda dojrzalsi, a Roth wyraźnie poprawiła się jako pisarka, ale brak wściekłości, żalu, rozgoryczenia, rozpaczy czy poczucia straty sprawia, że Wierna nie jest tak dobra, jak mogłaby być. Niby te wszystkie uczucia gdzieś tam są, ale jest ich mało i są dość mocno przytłumione.

Technicznie, występują te same błędy, co w poprzednich częściach. Drobne literówki, niekiedy dziwny szyk zdań, dziwaczny przekład imion, ale poza tym jest w sumie okej.

Komu polecam? Tym, którzy przeczytali wcześniejsze części Niezgodnej, rzecz jasna ;)

Seria Niezgodna:

3. Wierna 

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania 2015


wtorek, 13 stycznia 2015

Veronica Roth - Zbuntowana (Niezgodna #2)


Tytuł: Zbuntowana
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Opis: Dzień, kiedy szesnastoletnia Tris dokonała wyboru, powinien zostać uczczony świętowaniem przez frakcję, do której przystąpiła – jednej z pięciu, jakie istnieją w zniszczonym katastrofą Chicago. Zamiast tego zakończył się tragedią. Przejście z Altruizmu do Nieustraszoności zburzyło jej świat, pozbawiło rodziny, zmusiło do ucieczki, ale i połączyło z Tobiasem – Nieustraszonym o stalowych oczach.
Ocena: 3.5/6

Po symulacji ataku Chicago znów opanowuje chaos. Część Nieustraszonych dopuszcza się zdrady i przyłącza do Erudytów, podczas gdy reszta frakcji opowiada się przeciwko nim. Jeanine Matthews jest teraz wrogiem numer jeden, a Tris jest tym, czego bezduszna kobieta chce najbardziej, bo dziewczyna jest pierwszą w historii Niezgodną tak silną, że nie działają na nią nawet najbardziej wymyślne symulacje, które wypróbowuje na niej przywódczyni Erudytów. 

Kiedy Cztery zostaje przywódcą Nieustraszonych, rodzi się plan, który ma się zakończyć śmiercią Jeanine. Tris jednak zdaje sobie sprawę, że nie może na to pozwolić, zanim nie odzyska bardzo ważnych danych z siedziby Erudycji. Wie, że musi dopuścić się zdrady.

Nie wiem, co mam myśleć o tej części. Z jednej strony dużo się dzieje, są intrygi, których brakowało mi w pierwszej książce, ale te intrygi okazały się bardzo przewidywalne. Jedyną niewiadomą, której nie byłam w stanie rozgryźć do końca to ta informacja, której tak zażarcie pilnowała Jeanine, ale to też nie było jakieś wielkie łał. Związek Tris i Tobiasa ewoluuje i w tej chwili mam go już serdecznie dość. Z tą Tris to mam taki trochę dylemat, bo jednocześnie ją lubię i nie. Została teraz Mary Sue na pełny etat. Wszystko robi najlepiej, jest najsilniejsza, najmądrzejsza, najodważniejsza, a każdy ją podziwia. Rozumiem, że to główna bohaterka, ale trzeba postawić jakieś granice. Dać trochę supermocy innym postaciom. Co stało na przeszkodzie, żeby każdy miał "to coś"? Nic, byliby bardziej zwartą grupą i razem roznieśli Erudytów w drobny mak. Z drugiej strony lubię jej sposób myślenia, bo jest w miarę logiczny i dobrze napisany. 

Styl autorki wciąż trzyma poziom. Nadal pojawia się mnóstwo detali, ale książkę czyta się bardzo szybko, bo dużo się dzieje. Polskie tłumaczenie natomiast pozostawia wiele do życzenia. Imiona tłumaczone są bardzo pokracznie, a błędów logicznych i literówek jest cała masa.

Jednak mimo tych wszystkich drażniących mnie aspektów, Zbuntowaną czytało mi się nieźle i dobrze się przy niej bawiłam.

Polecam tym, którzy już mają za sobą Niezgodną i zastanawiają się, czy brać się za kolejną część. Jest to seria na tyle niezła, że warto zapoznać się z całą historią.

Seria Niezgodna:

1. Niezgodna
2. Zbuntowana ←
3. Wierna

Książka przeczytana w ramach Wyzwania 2015


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Veronica Roth - Niezgodna (Niezgodna #1)


Tytuł: Niezgodna
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber
Opis: Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.
Ocena: 4.5/6

Altruizm, Erudycja, Prawość, Nieustraszoność i Serdeczność to pięć frakcji, na które została podzielona społeczność Chicago. Po kolejnej wojnie ludzie jednogłośnie postanowili wyeliminować cechy kierujące dotychczas rządzącymi i nigdy więcej nie pozwolić, by zawładnęły jakąkolwiek jednostką. W ten sposób egoizm zastąpiła bezinteresowność, głupotę inteligencja, nieszczerość i dwulicowość zastąpiła uczciwość, niechęć i obojętność- uczciwość, a tchórzostwo - odwaga. Aby dowiedzieć się kto nadaje się do jakiej frakcji, każdy szesnastolatek przechodzi test przynależności, który wskazuje mu, gdzie najlepiej by pasował, ale test to tylko sugestia. Każdy może sam wybierać, do jakiej frakcji chce przynależeć. Gorzej, jeśli test przynależności nie jest jednoznaczny i pokazuje więcej niż jeden wynik, bądź żadnego. W najlepszym wypadku taka osoba staje się bezfrakcyjnym i odtąd musi radzić sobie sama, w najgorszym - muszą zginąć, bo Niezgodni zagrażają swoimi wszechstronnymi umysłami idealnie działającemu systemowi.

Beatrice Prior jest Niezgodna. Tylko dzięki życzliwości Tori, która nie wierzy w niezawodność systemu, udaje jej się uniknąć śmierci. Dołącza do nieustraszonych i kiedy już zyskuje przyjaciół, odnajduje miłość i pokonuje trudy nowicjatu, dochodzi do incydentu, który zmienia życie Tris w koszmar.

Po Niezgodną sięgnęłam z taką obsuwą, bo nie czułam  do tej książki żadnego pociągu. Wiedziałam, że będzie to kopia Igrzysk Śmierci, które kocham, a zwyczajnie nie podoba mi się, kiedy dzieje się tak, że jak jakaś książka z konkretnego gatunku osiąga ogromny sukces, to nagle pojawia się miliard innych łudząco podobnych. I mimo że ciężko tych podobieństw nie zauważyć, to nie będę porównywała jednej serii z drugą.

Dlaczego w takim razie zdecydowałam się jednak sięgnąć po Niezgodną? Tak w ramach wyzwania. Potrzebowałam książki, która będzie miała w tytule jedno słowo i oto jest. Czego zupełnie się nie spodziewałam to to, jak bardzo spodoba mi się Niezgodna. Podoba mi się postapokaliptyczny świat, który zbudowała Roth, lubię też jej postacie, mimo że Tris to taka trochę Mary Sue w przebraniu. Styl autorki jest na wysokim poziomie, podobają mi się detaliczne opisy, które są w dobrym guście i nie przekraczają granic absurdu. Lubię fakt, że Tris nie wchodzi do Jamy i nie tłucze wszystkich na kwaśne jabłka w pierwszym dniu nowicjatu. Podoba mi się, że uczucie między nią i Tobiasem rodzi się powoli, zamiast pojawiać się nagle jak Filip z konopii jak to zwykle w young adult bywa. Co mi się niekoniecznie podobało to to, że ten związek w ogóle ma miejsce. Jeśli czytam dystopię, to chcę bohaterkę, która kopie wszystkim tyłki, a nie migdali się po kątach. Jest wojna, do jasnej. Ja wiem, że Beatrice jest nastolatką, że hormony, bla, bla, bla, ale czytając o rewolucji, chcę, żeby to rewolucja była na pierwszym miejscu, a nie służyła jako tło dla całujących się nastolatków. Kolejna rzecz, której mi brakowało, to intrygi. Za mało! Gdzie są zdrajcy? Gdzie szpiedzy? Gdzie suspens? Gdzie momenty, które powodują, że szczęka roztrzaskuje się o podłogę? Poza tym sądzę, że cały ten wątek frakcji powinien być lepiej wyjaśniony, bo niby rozumiem zamysł, ale nadal wydaje mi się to trochę absurdalne, że każdy człowiek może mieć tylko jedną cechę charakteru, bo inaczej pójdzie do piachu.

W każdym razie Niezgodną czytało mi się bardzo dobrze i bardzo szybko. Jestem zadowolona, a biorąc pod uwagę fakt, jaką cholerną jestem marudą, to wiele o książce świadczy.

Zastanawia mnie tylko, czy Roth, pisząc swoją serię, myślała o tym, co dzieje się na świecie i dlatego napisała Niezgodną, czy po prostu uznała, że skoro Igrzyska odniosły taki sukces, to ona też spróbuje i bardziej opierała się na twórczości Suzanne Collins niż na wydarzeniach ze świata? Bardzo chciałabym, żeby to było to drugie.

Komu polecam? Fanom dystopii, rzecz jasna. No i porządnego young adult, które ostatnio stało się tak modne i tak pełne szajsu, że ciężko odnaleźć w nim prawdziwą perełkę. Niezgodna może nie jest do końca perełką, ale jest zdecydowanie czymś, na co warto zwrócić uwagę.

A, no i jeszcze jedno. Kto do cholery kieruje pociągiem?!?

Seria Niezgodna:

1. Niezgodna 
2. Zbuntowana
3. Wierna

Książka przeczytana w ramach Wyzwania 2015


wtorek, 14 października 2014

Sherrilyn Kenyon - Styxx


Tytuł: Styxx
Autor: Sherrilyn Kenyon
Wydawnictwo: St. Martin's Press
Opis: As the twin to Acheron, Styxx hasn’t always been on his brother’s side. They’ve spent more centuries going at each other’s throats than protecting their backs. Now Styxx has a chance to prove his loyalty to his brother, but only if he’s willing to trade his life and future for Acheron’s.
Ocena: 6/6

Styxx urodził się 9548 lat przed Chrystusem i już od pierwszego dnia życia miał obowiązki. Najważniejszy - bycie księciem i następcą tronu na wyspie Didymos, jako że urodził się jako pierwszy z dwojga identycznych bliźniąt. Jego brat, Acheron, nie miał tyle szczęścia. Kiedy po raz pierwszy otworzył oczy, został skazany na życie w cierpieniu, odtrącony przez wszystkich, w szczególności własnych rodziców. Jego oczy bowiem miały kolor płynnego srebra, co było niezaprzeczalnym dowodem na to, że Acheron nie jest człowiekiem, a Aara - matka chłopców - najprawdopodobniej zdradziła króla Kserksesa z którymś z bogów. W tym momencie życie chłopca zamienia się w koszmar, który nie ma nic wspólnego z radosnym i dostatnim życiem, na które liczyła dla swego syna prawdziwa matka Acherona, atlantydzka bogini Apollymi, umieszczając dziecko w łonie królowej. I wydawać by się mogło, że Styxx ze swoimi niebieskimi oczami będzie wiódł życie, jakie każdy książę wieść powinien, jednak surowość, ignorancja oraz podejrzliwość ojca, a także brak przychylności ze strony bogów i reszty rodziny skazuje chłopca na życie w piekle. Dopiero, kiedy jako nastolatek Styxx postanawia ze wszystkim skończyć i rzuca się z klifu, odkrywając przy okazji, że jest nieśmiertelny, jego los - jak na ironię - obraca się o 180 stopni. Wtedy Styxx poznaje Bethany, ale jak długo potrwa ich szczęście?

Mam taką zasadę, że nie publikuję na blogu recenzji książek/serii, które są moimi osobistymi faworytami, bo w takim wypadku nie ma żadnej szansy na to, że recenzja będzie obiektywna. Cóż, recenzja z samej definicji obiektywna być nie może, ale w tym wypadku będzie rażąco nieobiektywna.

Kiedy czytałam Acherona, wydawało mi się, że chłopak miał naprawdę przekichane życie. Jako siedmioletni chłopiec został oddany na wychowanie Estesowi, bratu Kserksesa, na Atlantydę, gdzie - kiedy już osiągnął wiek "odpowiedni" - został wujkową prostytutką, który to wujaszek również nie stronił od bratanka. Tortury (dosłownie tortury) serwowane mu dzień w dzień na przestrzeni wielu lat nie mieszczą się w głowie i zastanawia się człowiek, jak ten chłopak będzie potem żył normalnie. Poza tym, jak to możliwe, że jedno z bliźniąt jest prostytutką, która nie chce niczego poza chwilą spokoju, podczas gdy drugie jest zarozumiałym księciem opływającym w dostatki?

Kiedy czytałam Acherona, nienawidziłam Styxksa. Nie rozumiałam, jak mógł traktować swojego bliźniaka w taki sposób, jak mógł mu nie pomóc, jak mógł być tak arogancki i napuszony. Dopiero przeczytanie jego książki otworzyło mi oczy. I o ile Acherona należałoby żałować, to Styxksa niestety trzeba. Bo widzicie, ten drugi urodził się z takim fajnym darem - poza tym, że atlantydzcy bogowie ciągle krzyczeli w jego głowie i słyszał myśli innych ludzi, to odczuwał też ból zadawany jego bratu. Bratu, który był bity na życzenie ojca dzień i noc, a potem bity, gwałcony i torturowany przez wuja i jego kompanów. Nie można też zapomnieć o tym, jak wiele razy Styxx był bity za nieokazanie królowi należytego szacunku, zabierany przez wuja na "polowania", a także pchnięty nożem przez matkę, ojca, brata i Ryssę, starszą siostrę bliźniąt, której prawdziwe oblicze odkrywamy dopiero w Styxksie. Że nie wspomnę o PTSD, które nęka młodego księcia od czasu wojny, na którą wysłał go ojciec, kiedy chłopiec miał lat szesnaście. Kochany, troskliwy tata...

Nie chcę się tutaj wdawać w szczegóły odnośnie tych wszystkich tortur, bo jest tego naprawdę dużo i opisane dość szczegółowo, a dobre serce i skromność Styxksa sprawiają, że cała ta niesprawiedliwość łamie człowiekowi serce.

No ale w końcu książę spotyka Beth, której nie mówi, kim tak naprawdę jest, a ona kocha go za jego dobroć. Oczywiście, jak to u Kenyon bywa, szczęście nie trwa wiecznie. Oj, płakałam ci ja. Dużo i długo. Prawdopodobnie dlatego, że książka to, bagatela, 836 stron.

Czy polecam? Jasne! Komu? Fanom Kenyon. Fanom porządnego romansu paranormalnego. Fanom tzw. "tortured hero" (Kenyon jest w tym mistrzynią, tak baj de łej). Fanom serii Dark Hunter. Fanom dobrej księgi pełnej akcji, miłości, erotyki i humoru (o, ironio!).

Jak znam życie, to zapomniałam napisać połowy rzeczy, które napisać chciałam, więc pewnie będę uzupełniać, a póki co

Multo die!

piątek, 4 października 2013

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom II.


Tytuł: Ostatnia spowiedź. Tom II.
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Opis: Świat Ally Hanningan wali się w posadach, gdy miłość jej życia – rockman Bradin Rothfeld zostaje postrzelony i pada na scenę. Ally jest uczestniczką tamtych zdarzeń. Bezsilność i wspomnienia tamtych chwil na zawsze pozostaną jej najgorszym koszmarem. Bradin jest w ciężkim stanie. Co więcej, może pożegnać się ze światem sądząc, że dwie najbliższe mu osoby zrobiły mu świństwo. Tylko czy Ally i Tom rzeczywiście są niewinni Rozpoczyna się walka o życie rannego Bradina, a jego bliscy, odliczając feralne godziny, będą musieli zmierzyć się z grzechami, które być może nigdy nie zostaną odpuszczone. Tom poprzysięga sobie, że już nie zbliży się do Ally. Tylko czy facet, który dotychczas żył bez zasad dotrzyma obietnicy?
Ocena: 2/6

Ally Hanningan to z pozoru zwyczajna dziewiętnastolatka z dobrego domu, z planami na przyszłość. Tym, co odróżnia ją od całej reszty jest fakt, że spotyka się z gwiazdą rocka, wokalistą i liderem znanego na całym świecie zespołu Bitter Grace. Mimo przeciwności losu i knowań wrogów Brade’a i Ally, młodzi schodzą się, by ich miłość rozkwitła bardziej niż kiedykolwiek.

Zacznę może od tego, co naprawdę mi się podobało. W tej kwestii będzie bardzo krótko – okładka. Cała reszta okazała się klapą. Mniejszą lub większą, ale nadal klapą. Zacznę od Allison, bo to ona irytowała mnie najbardziej. Otóż z zachowania dziewczyny wynika, iż ma najwyżej pięć lat – bawi się uczuciami Brade’a, udaje wściekłą, mimo że wcale nie jest, tylko po to, żeby sprawdzić jego reakcję, kłamie jak najęta, nie mówi całej prawdy tylko po to, żeby oszczędzić chłopakowi tego, co i tak prędzej czy później wypłynie, jest zwyczajnie wyrachowana w tej swojej dziecinności. Wiek dziewczyny (a może powinnam napisać „dziewczynki”) wynika również z opisów. Otóż Ally robi minki, pociąga noskiem i zaciska rączki w piąstki. Idźmy dalej – Ally to standardowa Mary Sue, której wszystko w życiu się udaje i dostaje to, czego chce. No chyba że każda umiejąca robić zdjęcia dziewiętnastolatka dostaje pracę w Vanity Fair, a szef, z którego nastolatka jawnie się naśmiewa, wprost ją uwielbia, nie cierpiąc tym samym reszty ekipy. Jeśli tak faktycznie jest – przepraszam. A nie, wybaczcie, nie jest tak idealnie. Dziani rodzice Ally są przeciwni jej związkowi z grajkiem i za wszelką cenę chcą, żeby córka skończyła prawo i prowadziła dostatnie życie, zamiast dać się zapłodnić przed dwudziestką. Okropni ci rodzice, doprawdy. Myślę, że jednym z powodów, który pozwala mi sądzić, że Ally nie jest jeszcze gotowa na dziecko (poza tym, że to jeszcze nastolatka), jest fakt, że dziewczyna ma problemy z wypowiedzeniem na głos, a nawet w myślach, słowa „penis” i zastępuje je wygodnym „ekhem”. A może to po prostu wymysł autorki, ale wychodzę z założenia, że jeśli pisze się sceny erotyczne, to warto oswoić się z nazewnictwem intymnych części ciała.

Fabuła jak to fabuła – prosta jak budowa cepa i słodka do porzygu, nie ma co się bardziej nad tym rozwodzić.

Kwestie techniczne – tekst leży i kwiczy. Tak autorka, jak i korekta dały po prostu ciała. Mam tu na myśli między innymi regionalizmy typu „rozglądnął”, „otwarły się”, „oglądnął”. Ogólnie rzecz biorąc nie jest to błąd, ale w książce nie tyle nie ma prawa, co nie powinno występować takie słownictwo – to tak jak z rusycyzmami. Dalej. Im bliżej końca książki, tym więcej błędów. Wszyscy już chyba byli tak rozemocjonowani, że uznali iż brak litery czy kropki tu i tam nie zrobi nikomu różnicy. Jednak na łopatki rozłożyło mnie zdanie „Wszystko, co zrobiła, na co się zgodziła i co mu powiedziała odebrał zupełnie opatrznie”. Droga autorko, droga korekto – słowo „opatrznie” nie występuje i nie występowało w naszym pięknym, acz jakże zwodniczym języku. Przynajmniej nie w tym znaczeniu. Po przeczytaniu tego zdania miałam ochotę śmiać się i płakać jednocześnie. Autorka stara się, żeby każde zdanie ociekało patosem (śmiesznym zresztą), dzięki czemu całość tego wszystkiego to jeden pięknie i poetycko brzmiący, ale jednak totalny bełkot, a tym czasem problem stwarza jak widać zajrzenie do słownika. Powiecie „przecież od tego jest korekta, autor nie ponosi odpowiedzialności” – niestety ponosi i to ogromną. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś chce pisać po polsku i robi to, biorąc od nas nie takie małe pieniądze (bo trzydzieści parę złotych to może i nie majątek, ale już nie taka groszowa sprawa), wypadałoby, żeby robił to jak należy.

Strasznie zawiodłam się tą częścią. Szkoda, bo pierwsza bardzo mi się podobała. Śliczna okładka niestety nie zrekompensuje mi kiepskiej fabuły, płaskich i głupich postaci oraz błędów w tekście. Czy przeczytam ostatnią część? Przeczytam, ale pewnie z paskiem między zębami, żebym nie odgryzła sobie języka ze złości.

Komu polecam? Ogólnie nie polecam, ale mimo wszystko warto ogarnąć temat, jeśli czytaliście tom pierwszy.

Ostatnia spowiedź. Tom II. ←
Ostatnia spowiedź. Tom III.

P.S. Przypominam, że urodzinowe rozdanie trwa do niedzieli włącznie!

P.P.S. Jeśli macie gdzieś w pobliżu Stokrotkę, to radzę się wybrać. Nabyłam dwie książki Kinga, 9,99 każda ;)

sobota, 27 lipca 2013

Tammara Webber - Tak blisko...


Tytuł: Tak blisko...
Autor: Tammara Webber
Wydawnictwo: Jaguar
Opis książki: Poruszający i niebanalny romans obyczajowy skierowany do młodych kobiet. Bestseller – prawie osiemset opinii na Amazonie, w tym ponad sześćset pięciogwiazdkowych. Książka o miłości, odwadze i poczuciu winy, które mogą zmienić całe ludzkie życie.
Kiedy Jacqueline przyjechała za swoim chłopakiem, do college’u, nie spodziewała się, że po dwóch miesiącach Brad zakończy wieloletni związek. Teraz musi odnaleźć się w zupełnie obcej rzeczywistości – jest singielką, studiuje ekonomię zamiast muzyki, a byli znajomi traktują ją jak powietrze.
Ocena: 3+/6

Jakiś czas temu (już bardzo dawno temu właściwie) otrzymałam od Jaguara książkę, ale z braku czasu odłożyłam ją na półkę i tak zerkałam codziennie w jej stronę. Przyciągała okładką i opisem, więc w przypływie czytelniczej weny sięgnęłam i połknęłam w dobę z kawałkiem. Ale do rzeczy.

Jaqueline poznajemy w momencie, gdy przeżywa najlepsze chwile swojego życia, innymi słowy – studia. Dziewczyna jest uzdolnionym muzykiem, jednak nie zdecydowała się na szkołę typowo muzyczną; wybrała uniwersytet stanowy, by być jak najbliżej swojego chłopaka Kennedy’ego,  z którym jest w związku już od czasów liceum, a któremu marzy się kariera polityczna. Jackie dostrzega, że od jakiegoś czasu Kennedy zachowuje się inaczej, jest bardziej powściągliwy, oschły, jednak decyduje się to zignorować, tłumacząc chłopaka ciężką pracą nad przygotowaniami do egzaminów. Pewnego popołudnia chłopak otwiera się przed Jaqueline i daje jej jasno do zrozumienia, że związek monogamiczny w tym wieku nie bardzo mu służy, że zanim rozpocznie karierę polityczną, musi się wyszaleć, bo potem nie będzie miał na to szans. Dziewczyna, w stanie kompletnego szoku i załamania, opuszcza zajęcia i nie przychodzi na egzaminy, robiąc sobie spore zaległości. Jakby tego było mało, impreza Halloweenowa, na której miała być kierowcą swojej przyjaciółki, kończy się dla Jackie kompletną porażką. Wracając po ciemku do auta, dziewczyna zostaje zaatakowana przez pijanego kolegę, który zgwałciłby ją na samochodowym parkingu, gdyby nie tajemniczy chłopak, który obronił ją przed napastnikiem. Dziewczynie ciężko pozbierać się po wydarzeniach ostatnich tygodni, jednak Erin – współlokatorka, a zarazem przyjaciółka – siłą wyciąga ją z łóżka i zabiera na wykłady. Tu pojawia się kolejny kłopot – do tej pory Jakie zajmowała miejsce obok Kennedy’ego, teraz musiała wybrać inne, gdyż wspomnienia związane z dniem ich zerwania były wciąż świeże i bolesne. Jaqueline przenosi się na tyły sali i… odnajduje tam swego wybawcę. Ten dzień jednak również nie przynosi dziewczynie najlepszych wiadomości. Uświadomiona przez dr Hallera wie już, że po dwutygodniowej nieobecności na wykładach z ekonomii, ciężko będzie jej nadrobić materiał i zaliczyć egzaminy, na których jej nie było. Wykładowca jednak idzie Jackie na rękę i zgadza się dać jej kolejną szansę, pod warunkiem, że wykona projekt, który jej zleci, sugerując przy tym, by skontaktowała się z tutorem, który chętnie pomoże jej w tym zadaniu. Tym sposobem, poprzez wymianę maili, dziewczyna zaprzyjaźnia się z Landonem, tutorem ekonomii, co wcale nie przeszkadza jej w jednoczesnym zaprzyjaźnianiu się z Lucasem, chłopakiem, który uchronił ją przed gwałtem, a który w miarę zapoznawania, wydaje się coraz bardziej tajemniczy i pełen sekretów. To jednak nie wszystko. Na Jaqueline wciąż czeka masa niebezpieczeństw i kłopotów, z którymi nie zawsze będzie w stanie poradzić sobie na własną rękę.

Powieść określana jest mianem romansu obyczajowego. Porywającego, opisującego miłość piękną i potężną. Szczerze? Bez przesady. Owszem, książkę czyta się szybko i dość przyjemnie, ale brak tu przyspieszonego tętna i wypieków na twarzy. Dobra do pociągu czy samolotu, bo to całkiem porządny czasoumilacz, ale żeby coś więcej…?

Przyznam szczerze, że podczas czytania ciągle nasuwało mi się określenie „zmierzch In real life”. On ratuje ją z opresji, jest tajemniczy, mają wspólnie zajęcia, on jest (oczywiście) nieziemsko wręcz przystojny - tak samo jak Kennedy zretszą… i praktycznie każdy szkolny byczek. W ogóle tutaj urodę chłopców można określić albo jako „zabójczo przystojny o hipnotyzujących oczętach”, albo „biceps palce lizać”, albo „pryszczaty troll” i nie ma nic pomiędzy. Głowna bohaterka mimo że niegłupia i piątkowa uczennica, to jednak dość często wydawała mi się infantylna i jakaś taka nijaka. Okropnie drażniło mnie to, że okazywała się płytka jak woda w klozecie, kiedy temat schodził na facetów; „ten jest przystojny, omójbożejakiprzystojny, a ten to ojezu masakra jakaś, ogólnie inteligencja jest ok, sama jestem inteligentna i Landon jest inteligentny, ale Landona jeszcze na oczy nie widziałam, więc ojezusmaria, co będzie jeśli okaże się, że on wygląda tak jak ten koleś, który właśnie mnie minął” – tak to mniej więcej wyglądało i doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Nie zrozumcie mnie źle – ja UWIELBIAM romanse, ale jednak oczekuję czegoś więcej, a tutaj nie ma wiele więcej niż w standardowym romansie. POZA TYM, Jackie omal nie została zgwałcona. I to kilkukrotnie. Sposób, w jaki sobie z tym radzi jest co najmniej niedorzeczny i nieprawdziwy. Moja przyjaciółka przeszła przez coś podobnego (z tym, że jej żaden Lucas nie przyszedł na pomoc) i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że sytuacje i zachowania opisane w „Tak blisko…” tak mają się do rzeczywistych jak My Little pony do Koszmaru z Ulicy Wiązów. Autorka zrobiła niewystarczający research, jeśli w ogóle jakikolwiek zrobiła.

Przejdźmy do Lucasa, wybawiciela. Chłopak jest ciekawy. Jest tajemniczy, wcale niegłupi, zdolny, bo świetnie rysuje i gada całkiem do rzeczy. Lucas to bad boy – chłopak, o którym chcemy i lubimy czytać. Mało tego, Lucas to chłopak z przeszłością, który przeszedł przez piekło, co czyni go jeszcze bardziej wrażliwym, słowem – mieszanka, która nie istnieje w realu, dlatego chętnie sięgamy po książki takie jak „Tak blisko…”.

Fabuła szalenie porywająca nie jest, jak to w przypadku obyczajówek bywa, i żadnych części ciała mi nie urwało, nie ukrywam jednak, że książkę czytało mi się dobrze, lekko i bez zgrzytów, ale oczekiwałam więcej.


Komu polecam? Nastolatkom, bo to powieść skierowana zdecydowanie do nastoletnich czytelniczek, oraz osobom, które mają ochotę na coś lekkiego na niedzielne leniwe popołudnie.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Jaguar

____________________________________________________________________

Notka od moi. Znów będę musiała się na pewien czas ulotnić, mam nadzieję, że będzie to jedynie kilka dni, nie dłużej. Mam bowiem w planach zaprojektowanie własnej naklejki na kindla i jeśli chcę, żeby wyglądało to w miarę dobrze, muszę jakiś czas poświęcić fotoszopowi, a jak już się tym zajmę, to – jak znam siebie – będzie tak, jakby mnie wcale nie było :D Ale zaplanowałam już sobie, co będę czytała jako następne, więc recenzja ukaże się wcześniej niż za pół roku :D 


wtorek, 12 marca 2013

Sandra Stawińska - Piętno


Tytuł: Piętno
Autor: Sandra Stawińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Opis książki: Nie ma winy bez kary.Nie ma tajemnic, których nie można odkryć.Nie ma słów, czynów, decyzji, których konsekwencji można uniknąć.
Bohaterowie powieści Sandry Stawińskiej mają wiele do ukrycia. Czy jednak wszystko wyjdzie na jaw?
Ocena: 4–/6
Czy zastanawialiście się kiedyś, jaką rolę seks odgrywa w ludzkim życiu? Ba! Na świecie? Myśleliście, ile można dzięki niemu ugrać, ile stracić, jak bardzo jednorazowa przygoda może zmienić człowieka i to, co go otacza?

Bohaterem książki jest Andrzej Lesicki – wciąż jeszcze młody, przystojny, robiący karierę w dobrze prosperującej firmie. Andrzej ma piękny dom, piękną żonę i uroczego synka. Sielanka. Jest tylko jeden problem – Andrzej ma kochankę. Helena to kobieta, która wie, czego chce. Dzięki wyjątkowej, posągowej urodzie rzuca mężczyzn na kolana i owija ich sobie wokół palca. Odkąd tylko zobaczyła Lesickiego, wiedziała, że będzie jej. Kochankowie romansują za zamkniętymi drzwiami biura Andrzeja. Nikt w firmie nie wie, co się święci. Nie wie też Ania, żona Andrzeja, gdyż ten kategorycznie zabronił Helenie kontaktowania się z nim, kiedy jest w domu. Czas po pracy to czas dla rodziny, a czas dla rodziny – rzecz święta.

Wszystko zmienia się, kiedy Andrzej dostaje służbowe polecenie wyjazdu , wraz z szefową Elwirą i kolegą z pracy Wojtkiem, do Amsterdamu na szkolenie. W przeddzień wyjazdu Wojciechowi zostaje cofnięty urlop. W tym momencie czytelnik uśmiecha się z przekąsem – wie już, co chodzi Elwirze po głowie. Sam na sam z przystojnym mężczyzną w mieście, do którego Bóg już dawno nie zagląda. Jednak to nie koniec niespodzianek. W Amsterdamie na Andrzeja czeka nie kto inny jak Helena, która swoje sidła zaciska coraz bardziej. Początkowo zaskoczony mężczyzna dochodzi do wniosku, że jego kochanka miała genialny pomysł, nareszcie mieli okazję spędzić ze sobą więcej czasu niż zwykle – tak też robią.

Okazuje się, że miasto wyzwala w członkach tego nieszczęsnego miłosnego trójkąta najgorsze instynkty. Odrzucona przez Andrzeja Elwira postanawia się zemścić, Helena okazuje się wcale nie tak słodką i uroczą, jak wyobrażał sobie jej kochanek, natomiast sam Andrzej całą tą sytuacją oraz podejrzewającą coś żoną jest niezwykle zestresowany. Wtedy dochodzi do z pozoru niegroźnego wypadku, który wywraca życie całej trójki do góry nogami. Jak potoczą się ich losy? Czy całe zło i krzywdy, które wyrządzili, powrócą do nich jak bumerang?

Muszę przyznać, że jest to wyjątkowo udany debiut. Napięcie budowane jest stopniowo, a czytelnik chce więcej i więcej, kartkując kolejne strony coraz szybciej. Początkowo jednak ciężko było mi przebrnąć. Po pierwsze dlatego, że niewiele się działo. Po drugie, i to już z czysto prywatnych pobudek, taka postawa mnie zwyczajnie odrzuca. Nie do końca rozumiem, jak można wyciągać ręce po cudzych mężów. Tak samo nie rozumiem, jak można beztrosko zdradzać osobę, której ślubowało się miłość i wierność. Nikt przecież nikogo do ślubu nie zmusza, a osoby, które się na niego decydują, zwykle są pewne swojej decyzji i partnera, zdają sobie sprawę, że to ma być na całe życie. To jedna z niewielu rzeczy, która napawa mnie obrzydzeniem, a Sandra Stawińska w świetny sposób opisała konsekwencje takiego postępowania, chociaż przyznam szczerze, że tytuł i opis książki mogą być nieco mylące, bo czytelnik nie spodziewa się tego, co zastanie w środku.

 „Piętno” czytało mi się zaskakująco dobrze. Jeśli ktokolwiek spodziewa się tutaj opisów żywcem z filmów dla dorosłych – zawiedzie się. Opisy są odważne, ale wciąż subtelne, działające na wyobraźnię, więc – owszem – możemy poczuć wypieki na twarzy, ale będziemy czytać dalej bez zażenowania czy skrępowania. Stawińska jako debiutantka postawiła sobie poprzeczkę dość wysoko, jednak mam nadzieję w przyszłości przeczytać kolejne jej powieści.

Komu polecam? W zasadzie każdemu, kto ma ochotę poczuć dreszczyk emocji. Komu odradzam? Z pewnością osobom, którymi złość telepie na sam dźwięk słowa „zdrada”.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka


czwartek, 13 grudnia 2012

Nina Reichter - Ostatnia spowiedź. Tom I



Tytuł: Ostatnia Spowiedź. Tom I
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
Opis książki: Pełna napięcia, romantyczna opowieść o miłości w szponach show biznesu.Poznaj tom I cyklu Ostatnia spowiedź.
Bradin Rothfeld jest dziewiętnastoletnim rockmanem. Kobiety w całej Europie wzdychają do jego brązowych oczu i cudownej, niemal dziewczęcej urody. Wracając z trasy koncertowej Brade spóźnia się na przesiadkę i spędza noc na opustoszałym lotnisku. Jeszcze nie wie, że będzie to najdziwniejsza noc w jego życiu. Spotyka wtedy Ally Hanningan. Tajemniczą Amerykankę, która go nie rozpoznaje. Spędzają ze sobą kilka magicznych, niezapomnianych godzin. A późnej wspaniała noc się kończy.
I oboje już wiedzą, że nie spotkają się więcej.
Nigdy więcej.
Bo zbyt mocno czują, co rodzi się między nimi.
Ocena: 5.9/6 


Na początek trochę prywaty. Naprawdę ktoś powinien mnie kiedyś zdzielić w łepetynę i zabrać komputer, kiedy czytam książkę, bo jak zaczynam grzebać w Internecie na temat tego, co akurat czytam, rzeczy, których się dowiaduję, potrafią wpłynąć na moje podejście do lektury i odebrać radość czytania. Mimo wszystko postaram się udawać, że nie wiem tego, co wiem i spróbuję napisać moje przemyślenia na temat tej książki, jakby te informacje nie istniały. To jednak wcale nie przeszkadza mi pociągać nosem i cicho szlochać.

Allison Hanningan poznajemy w chwili, gdy właśnie ukończyła szkołę średnią i wraca ze Stanów do Francji, w której spędziła większość życia. Tu ma przyjaciół, rodzinę i chłopaka. Teraz Ally planuje dalszą przyszłość na studiach prawniczych. Wszyscy są z niej dumni, każdy jest szczęśliwy… poza samą zainteresowaną. W drodze do domu, następują pewne komplikacje. Samolot, którym Allison leci ze Stanów, w których spędziła ostatnie trzy lata, ma spore opóźnienie, dlatego dziewczyna zmuszona jest przeczekać całą noc na opustoszałym lotnisku. Kiedy z nudów dziewczyna wychodzi zapalić, ognia użycza jej tajemniczy młody chłopak o androgynicznej, acz bardzo urzekającej urodzie. Spędzają razem kilka niezapomnianych godzin, ale wtedy jeszcze nie wiedzą, co ich czeka. Kim okaże się tajemniczy Bradin? Ally podąży za sercem czy za rozumem? Do kogo nareszcie uśmiechnie się los?

Zauważyłam, że ostatnimi czasy wydawnictwa z upodobaniem wydają książki, które początkowo były fanficami. Czy to dobrze? Uważam, że tak, pod warunkiem, że fanfic jest dobry, a „Ostatnia spowiedź” zdecydowanie do tej kategorii się zalicza. Mamy okazję poznać mnóstwo utalentowanych (czasem odrobinę mniej) osób, które dzięki wydawcom mogą naprawdę rozwinąć skrzydła. Nina Reichter skorzystała z okazji i bardzo dobrze zrobiła. Tak sobie, jak i nam – czytelnikom.

Postacie stworzone przez Reichter są jak najbardziej charakterne i różne, co bardzo mi się podoba, łatwo tu jednak popaść w przesadę i autorka, niestety, momentami zapędziła się aż za bardzo, jednak nie mam jej tego za złe. W ostatecznym rozrachunku wykreowane przez nią postacie nie są bezpłciowe i nijakie, każdą cechują jakieś konkretne zachowania i motywy działania.

Fabuła  jest jak najbardziej porywająca, a wydarzenia praktycznie nierealne i wręcz bajkowe, a niektóre sytuacje wydawały się wyjątkowo infantylne, ale kim bym była, gdybym nie poddała się ich urokowi? Przecież właśnie za to kochamy książki. Jest miłość, jest niepewność, jest intryga i tragedia – jest wszystko, czego od zawsze szukam w tego typu książkach i co tak rzadko udaje mi się znaleźć.

Język, jakim operuje autorka to coś nieprawdopodobnego. To jest zwyczajnie piękne. Takie właśnie słowa pragną czytać kobiety – piękne.  Czasem podniosłe i patetyczne, chwytające za serce, czułe, ciepłe, wypowiadane szeptem, a jednocześnie tak głośne od zawartych w nich emocji. Czasem jednak gorzkie i pełne jadu, zawistne i mącące spokój, a taka mieszanka to wyjątkowo łatwopalny i bardzo wybuchowy materiał.

Jeśli nadal nie umiecie odpowiedzieć na pytanie, czy mi się podobało – PODOBAŁO SIĘ. Ogromnie się podobało. Czy przeczytam kolejny tom? Już nie mogę się go doczekać. Mam nadzieję, że do tej pory emocje związane z „Ostatnią spowiedzią” trochę opadną, bo książka wywołała w mojej głowie niemałe zamieszanie. Mam nadzieję, że wspomnienia z nią związane zatrą się odrobinę, bo kiedy ściągnę ją z półki i przeczytam raz jeszcze, zanim sięgnę po kolejną część, chcę mieć taką samą radość, jaką miałam przez te ostatnie dwa dni. Niechaj więc wieść się niesie, a Wy, moje drogie, które to czytacie, nie opierajcie się Bradinowi, kochajcie go, drugiego takiego nie ma i nie będzie.

 „Bradin był delikatnością. On cały i wszystko, co było w nim.”

Komu polecam? Wszystkim osobom, które tak jak ja, szukają w książce o miłości tego „czegoś”, co chwyci je za serce i już nigdy nie puści, bo nie ma co się oszukiwać – taka książka już się nie powtórzy… „bo nie ma najmniejszej szansy na powtórzenie rzeczy tworzących zupełność”...

Ostatnia spowiedź. Tom I. ←
Ostatnia spowiedź. Tom III.

piątek, 28 września 2012

Erika Leonard - Pięćdziesiąt twarzy Greya


Autor: Erika Leonard
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Wydawnictwo: Sonia Draga
Opis książki: Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.
Ocena: 3,5/6

 Do recenzji tej książki jestem przygotowana jak się patrzy. Mam za sobą oryginał, rodzime tłumaczenie oraz fanfiction, którym „Pięćdziesiąt twarzy Greya” początkowo było. Tak, tak, moi drodzy. No bo czy Anastasia nie przypomina Wam przypadkiem Belli, a Christian Edwarda? Jeśli przypomina, to bardzo dobrze, bo opowiadanie zostało napisane właśnie w oparciu o Zmierzch i jego postaci.

 To, co nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu, to jedno słowo: dziwne. Dziwna narracja, dziwna fabuła, dziwny język, dziwne postaci. Jeśli ktoś szuka tu wątków sado-maso, którymi podobno książka miała ociekać – możecie odłożyć ją na bok i zająć się czym innym, ponieważ tutaj tego nie znajdziecie. Owszem, jest mnóstwo seksu. Jest związek tak dziwny (znowu), że aż nierealny. Jest facet, który ma wszystko i wszystko potrafi. Jest też i ona – szara myszka, która dzięki niemu staje się kobietą świadomą swego ciała. Wypisz wymaluj cechy poczytnego romansidła, a jednak czegoś tutaj brak. Najprawdopodobniej brak mi realizmu, bo mimo że nie występują tutaj żadne postaci fantastyczne, to jednak taka sytuacja występuję w naturze równie często, co jednorożce.

 Książkę czytało mi się nieźle, ale nie tego się po niej spodziewałam. Jestem w stanie zrozumieć szaleństwo, które opanowało świat, kiedy czytadło trafiło do księgarń, bo oto zwykłą kobietę, taką samą jak my wszystkie, spotyka coś niebywałego, o czym większość z nas marzy. Wydaje mi się jednak, że nie jest to książka dla kobiet młodego pokolenia. My seks widzimy na co dzień w gazetach, filmach i Internecie, więc to nie robi na nas wrażenia, natomiast jestem pewna, że gospodynie domowe, które mają już swoje „-dzieści” lat, będą ją czytać z wypiekami na twarzy. Fabuła jest prosta jak budowa cepa i przewidywalna, jednak mimo wszystko przyciąga. Ale znów kiedy przystojni, zadbani mężczyźni nie przyciągali tłumów kobiet?

Całość prowadzona jest w narracji teraźniejszej. To chyba nowa moda wśród autorów, jednak o ile nie przeszkadzało mi to w Igrzyskach Śmierci, o tyle w „Pięćdziesięciu twarzach…” jest to męczące. A to prawdopodobnie dlatego, że język, jakim została napisana książka, jest tak prosty, że aż za prosty. Ubogie słownictwo i liczne powtórzenia na pewno nie działają na wyobraźnię czytelnika, a już na pewno nie na korzyść autora, bo o ile w fanfiction mi to bardzo nie przeszkadzało, o tyle od książki wymagam znacznie więcej.

Ogólnie rzecz biorąc, książkę można przeczytać. Osobom spragnionym erotycznych nienajgorzej opisanych scen odradzać nie będę, natomiast tym, którzy szukają naprawdę mocnych wrażeń, postaci jak żywych i porywającej fabuły, polecam odłożyć „Pięćdziesiąt twarzy Greya” na czas nieokreślony.

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...