Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

Krzysztof Spadło - Marzyciele i pokutnicy


Tytuł: Marzyciele i pokutnicy
Autor: Krzysztof Spadło
Wydawnictwo: Novae Res
Opis: "Marzyciele i pokutnicy" to zbiór dziesięciu opowiadań, których akcja została osadzona w znanej nam z codzienności współczesnej Polsce. Jednak świat przedstawiony posiada swoje drugie, mroczne i nieznane większości oblicze. Bo przecież skąd możemy wiedzieć, że człowiek którego przed chwilą minęliśmy w sklepie lub na przejściu dla pieszych nie jest tym, który wynalazł maszynę czasu i właśnie planuje udać się w przeszłość, żeby zmienić losy ludzkości? A może chłopiec biegnący z naprzeciwka w zawadiacko przekrzywionej czapeczce bejsbolowej jest kimś zupełnie innym niż z pozoru nam się wydaje? Być może kryje w sobie straszliwą tajemnicę?
Ocena: 3/6

Często zastanawiamy się, czy wiodąc przeciętne życie i mieszkając w polskim mieście na szarym blokowisku mamy szansę na to, żeby spotkało nas jeszcze coś ekscytującego. Coś, co oderwie nas od realiów, w jakich żyjemy i sprawi, że życie nabierze sensu, że nasze mniejsze lub większe porażki zostaną w jakiś sposób wykasowane i zaczniemy wszystko od nowa, z czystym kontem. Bohaterowie "Marzycieli i pokutników" wiodą żywot taki sam, jak większość Polaków. Większość z nich ma pracę, z której nie jest do końca zadowolona; rodzinę, która wchodzi na głowę, a także mnóstwo żalu do samych siebie o niezrealizowane marzenia z młodości. Każdego z nich jednak spotyka coś, co odmienia ich życie na zawsze. Coś nie do końca z tej ziemi. Coś, czego nie da się w logiczny sposób wytłumaczyć.

"Marzyciele i pokutnicy" to zbiór dziesięciu opowiadań. Każde z nich traktuje o czymś innym i celuje w różne grupy społeczne, jednak wszystkie łączy wątek paranormalny, a także przewijająca się tu i ówdzie czerwona ciężarówka, której historię poznajemy już w pierwszym opowiadaniu. Na końcu każdej historii znajdziemy przypis od autora, który wyjaśnia nam, co zainspirowało go do napisania tego w taki akurat sposób i skąd czerpał swoje pomysły. 

Szczerze powiedziawszy mam bardzo mieszane uczucia. Na dziesięć opowiadań podobały mi się jedynie dwa - "Przewoźnik" oraz "W imię Twoje". Były pomysłowe, dopracowane i w miarę zaskakujące. Po ich przeczytaniu pokiwałam głową z podziwem, ba! opowiedziałam je nawet rodzicom, którzy też byli pod wrażeniem, bo te historie okazały się strzałem w dziesiątkę. Reszta albo mnie znudziła, albo nie wywarła większego wrażenia, albo zakończenie było kiepskie, albo zwyczajnie mnie zmierziło. Znalazło się kilka opowiadań z niesamowitym potencjałem ("Niepokorni", "Kopacze"), które kończą się szybko i bez jako takiej pompy, której się spodziewałam. Znalazły się też takie, w których odniosłam wrażenie, że kobieta jest dla autora czymś w rodzaju podgatunku. Jeśli kogoś trzeba obśmiać, zmieszać z błotem, zwalić winę za całe zło świata - najlepiej posłuży do tego kobieta. Okropnie mi się taki zabieg nie podoba. Kobieta znów została wsadzona w jakieś śmieszne ramy, w których spełniona może czuć się li i jedynie mając męża i gromadę dzieci ("Dzięki temu obudziła się w niej dusza prawdziwej kobiety, chciała mieć własny dom, kochającego męża, dzieci i czuć się szczęśliwa" - Niepokorni), w zamian otrzymując wieczne niezadowolenie ze strony współmałżonka, co oczywiście nie jest jego winą, bo on jest mężczyzną i musi przeżywać przygody, a ona, baba jedna, przeszkadza mu tylko.

Miałam nadzieję na konkretne, surrealistyczne opowiadania, a dostałam taką trochę gorzką pigułkę. Nie twierdzę jednak, że jest to zła książka. Pomysły na wszystkie te historie są naprawdę niezłe, żałuję jedynie, że wykonanie nie do końca przypadło mi do gustu. 

Komu polecam? Osobom, które mają ochotę przeczytać coś lekkiego, polskiego, paranormalnego, momentami zakrawającego o horror, a które niezbyt przejmują się rolą kobiet w naszym zdominowanym przez mężczyzn świecie.


Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki uprzejmości Pana Krzysztofa Spadło, który jest niesamowicie miłą osobą i którego pozdrawiam (a także mam nadzieję, że nie obrazi się na mnie za niezbyt przychylną recenzję).

sobota, 1 grudnia 2012

Jacek Piekara - Mój przyjaciel Kaligula


Autor: Jacek Piekara
Tytuł: Mój przyjaciel Kaligula
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis książki:Zapraszamy w literacką podróż, która zacznie się w antycznym Rzymie, sięgnie mocarstwowej Polski alternatywnego świata i współczesnej Ameryki, a zakończy się na rubieżach naszej Galaktyki oraz w Piekle zapełnionym przez demony i ich ofiary.Piętnaście opowiadań od "twardego" science-fiction, poprzez horror aż do współczesnych opowieści obyczajowych.
Ocena: 5,5/6
„Mój przyjaciel Kaligula” to zbiór opowiadań fantasy Jacka Piekary, które umieszczone są tematycznie w czterech grupach. Przeczytamy o historii, o miłości, o innych światach, a także o piekle czy niebie.  Dowiemy się między innymi, kim był Marek Wibiusz, co tańczy na falach, jaką moc kryje w sobie posążek siedzącego na kamieniu jasnowłosego mężczyzny, a także ile możemy stracić, kiedy brak nam wiary.

Piekara jak zwykle zachwyca stylem i pomysłowością, którymi nie raz nas zaskoczy, i mimo że część tych opowiadań miałam okazję przeczytać w zbiorze „Świat jest pełen chętnych suk”, to przypomnienie ich sobie sprawiło mi niesłychaną radość.

Od każdego z opowiadań ciężko się oderwać, gdyż świat i bohaterowie wykreowani przez Piekarę są tak pasjonujący i tak namacalni, że nagle ich historie stają się naszymi własnymi, że nagle to my czujemy radość, smutek, ból i łzy, o których czytamy. Natomiast łatwość, z jaką autor posługuje się językiem polskim oraz specyficzny humor, którym nas raczy, sprawią, że będziemy się świetnie bawić i na pewno nie będziemy mieli wrażenia, że straciliśmy czas na kiepskie czytadło.

Twórczość autora charakteryzuje się znaczną ilością okrucieństwa i nagości. Brak tu delikatności, niedomówień i litości, a sam Piekara przyznaje, że„cierpi” na dziwną przypadłość, która cechuje się przedstawianiem czarnych charakterów w taki sposób, że zaczynamy im współczuć. Tym razem również nie było inaczej, więc jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda, polecam sięgnąć po „Mojego przyjaciela Kaligulę”.

Porozpływam się jeszcze chwilę nad okładką. Fabryka Słów zwykle bardzo przykłada się do swoich projektów. Popisali się również i tym razem. Okładka, mimo że broszurowa, sama w sobie jest ładna i przyciągająca wzrok. Poza błyszczącymi elementami pod palcami poczujemy wypukłe tłoczenia. Nie wiem, jak Wy, ale uwielbiam takie okładki, bo jeszcze bardziej zachęcają mnie do kupna.

Komu polecam? Osobom, które lubią polską fantastykę pisaną przez najlepszych oraz tym, którzy z ów fantastyką, bądź samym Piekarą dopiero chcą rozpocząć przygodę. Polecam też tym, którzy zwyczajnie chcą przeczytać coś ciekawego i z polotem, bo to książka właśnie dla Was.

P.S. Jak Wam minęły Andrzejki? :) Ja bawiłam się ze stadem dziewięciolatków i dzisiaj leczę moje biedne uszy, które dawno nie miały do czynienia z taką ilością decybeli :P

poniedziałek, 5 listopada 2012

Opracowanie zbiorowe - 31.10 Halloween po polsku


Autor: Różni
Tytuł: 31.10 Halloween po polsku
Wydawnictwo: Self publishing
Opis książki: Eksperymentalny zbiór opowiadań grozy. Ponad 20 polskich autorów, ponad 30 niesamowitych opowiadań. Daj się porwać wyjątkowej atmosferze wieczoru Halloween!...
Ocena: 3-/6

Z „31.10 Halloween po polsku” miałam, jak widzicie, lekką obsuwę. Będzie króciutko, bo i też nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat tego zbioru.

Obiecywałam sobie przeczytać, ale nie nadarzała się okazja, więc zawsze odkładałam na później i tak minął rok. Pomyślałam, że okres przed Halloween będzie doskonały na tę właśnie pozycję. Recenzję miałam napisać właśnie na 31.10. Dlaczego tak się nie stało? Już wyjaśniam.

„Halloween po polsku” to zbiór opowiadań. Krótszych, dłuższych, o różnej tematyce, wszystko miały jednak łączyć strach i groza. Niestety, nie było ani strachu, ani grozy, ani nawet dreszczyku emocji. Niektóre historie, mimo dostrzegalnej iskry niezwykłości, nijak miały się do Halloween, a im dłużej czytałam, tym bardziej byłam rozczarowana. Owszem, zdarzały się perełki. Jedną z nich jest opowiadanie Kingi Ochendowskiej „Tajemnica Albionu”. Doskonale skonstruowane, o uwielbianej przeze tematyce, słowem – świetne. Problem w tym, że jedno opowiadanie nie ratuje całej książki, a ta jest po prostu mierna i dlatego miałam problemy z jej przeczytaniem. Nie wciągnęło mnie ani trochę, do samego końca, mimo różnorodności języka i stylu, bo w tym przypadku jest naprawdę bogato. Szkoda, tym bardziej, że w projekcie brały udział znane mi osóbki, których twórczość poznałam wcześniej i wiem, że stać je na wiele więcej.

Z początku myślałam sobie, że może ogarnęła mnie taka znieczulica po ostatniej lekturze i jakoś próbowałam się jednak przekonać do „Halloween…”, ale z drugiej strony dzieło powinno bronić się samo. Jeśli coś jest przerażające i porywające, to mnie zwyczajnie przerazi i porwie, podczas gdy wyżej wymieniona nawet mnie nie zaskoczyła. To, co zaskakuje w jej przypadku to na pewno fakt, że wersję elektroniczną można pobrać za darmo.

Czy sięgnę po kolejną część? Nie wiem. Mam ją w swoich zbiorach, ale póki co nie palę się do jej przeczytania. Może kiedyś, przy okazji kolejnego Halloween.

Lekturę mogę polecić tym, którzy lubią krótkie historie, dopiero zaczynają z powieściami grozy i chcą jakoś wdrożyć się w temat. Myślę, że w tej sytuacji „Halloween po polsku” sprawdzi się. Ci natomiast, którzy chcą sięgnąć po tę pozycję, by się przestraszyć i poczuć dreszczyk –  odradzam. Może Was spotkać zawód i rozczarowanie.

niedziela, 28 października 2012

Yrsa Sigurdardóttir - Pamiętam cię


Autor: Yrsa Sigurdardóttir
Tytuł: Pamiętam cię
Wydawnictwo: Muza
Opis książki: "Pamiętam cię" to dwie równoległe historie, opowiadane naprzemiennie. O ile wątek drugi zaczyna się zgodnie z regułami kryminału, o tyle pierwsza historia od początku przypomina horror. Obie opowieści w pewnym momencie łączą się odkrywając zaskakującą pointę i powikłane zależności międzyludzkie.Na początku powieści czytelnik poznaje trójkę bohaterów, którzy w środku zimy przybywają na północne rubieże Islandii do opuszczonej osady by wyremontować stary dom. Na miejscu zastają ciemność, ziąb, pustkę, a na domiar złego zaczynają odnosić wrażenie, że cały czas ktoś kręci się w ich pobliżu.
Ocena: 6/6

Na „Pamiętam cię” rzuciłam się od razu, jak tylko przeczytałam recenzję na jakimś blogu. Oto pojawia się książka, która – jak wynikało z opisu – jest prawdziwym horrorem. Potraktowałam to trochę z przymrużeniem oka, bo czytałam już wiele takich horrorów, które owszem, były przyjemne, ale ani trochę mnie nie ruszyły. A jak było tym razem?

„Pamiętam cię” przedstawia nam dwie równoległe, z pozoru nie mające ze sobą żadnego związku historie, które opisywane są na przemian. Z jednej strony mamy młode małżeństwo, Gardara i Katrin, i ich przyjaciółkę, Lif, wdowę, która jeszcze nie do końca otrząsnęła się po śmierci męża. Trójka wybiera się na tydzień do opuszczonej islandzkiej wioski pozbawionej elektryczności, celem wyremontowania starego domu, który wraz z Gardarem kupił Einar, zmarły mąż Lif. Kiedy przybywają na miejsce, wita ich ziąb i głucha cisza, a także przeświadczenie, że nie są sami. Z drugiej strony natomiast mamy lekarza w średnim wieku, rozwodnika, który od trzech lat, po zaginięciu synka, izoluje się od świata. Freyr jest dobrym człowiekiem i szanowanym psychiatrą. Wspiera byłą żonę, będąc jej głosem rozsądku, nie chcąc, by z rozpaczy całkowicie straciła kontakt z rzeczywistością. Jednak od pewnego momentu w życiu Freyra zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Na tyle dziwne i niezwykłe, że coraz trudniej powiedzieć o nich, że to tylko zbiegi okoliczności czy omamy. Jakich sekretów strzegą bohaterowie? Co ukrywają przed sobą nawzajem?

Na wyobraźnię zdecydowanie działa tu sceneria. Przenosimy się na Islandię, gdzie wzburzone fale omywają fiordy, hula silny i przenikliwie zimny wiatr, a mrok spowija Hesteyri szybciej niż gdziekolwiek indziej i otula ciaśniej niż przebywający tam by sobie życzyli.

Historia poprowadzona jest niesamowicie. Z końcem każdego rozdziału z jednej strony chciałam książkę odłożyć, bo byłam po prostu przerażona, z drugiej zaś tak ciekawa tego, co wydarzy się dalej, że ciężko było mi się oderwać i kładłam się spać dopiero nad ranem (kiedy już się przejaśniało, za Chiny Ludowe nie usnęłabym, gdy nadal było ciemno). Każda z historii powoli nabiera tempa, a także jedna z drugą zazębiają się, w efekcie tworząc świetną całość. Pod koniec, kiedy już niektóre z zagadek zostały rozwiązane, a bohaterowie zdobywali się na chwilę szczerości, siedziałam ze szczęką opuszczoną niemal do kolan. Dosłownie. Musiałam nawet chwilami przerywać czytanie, żeby się uspokoić. „Pamiętam cię” zdecydowanie nie jest przewidywalną książką. Pewnych faktów i powiązań domyślimy się tylko wtedy, kiedy autorka nam na to pozwoli, a i tak, mimo wszystko, będziemy w ciężkim szoku.

Czy przeczytawszy „Pamiętam cię” dostałam to, czego oczekiwałam od horroru? Zdecydowanie tak, bo to horror z prawdziwego zdarzenia. Co prawda nie ma tutaj szaleńca ganiającego z siekierą po ulicach, mamy natomiast zdarzenia niezwykłe i bardzo nie z tego świata. Pomyślicie „przecież takich filmów były już setki, jeśli nie tysiące, co może być w tej książce, czego jeszcze nie widzieliśmy”. Otóż właśnie. „Pamiętam cię” to idealny przykład przewagi książki nad filmem. Czytając, nie ogranicza nas zupełnie nic, a wyobraźnia działa tu na najwyższych obrotach (co może skutkować strachem przed wejściem do ciemnej łazienki).
Co prawda po przeczytaniu mam wiele pytań, tym bardziej, że zakończenie jest jak najbardziej otwarte, jednak wiem, że był to celowy zabieg – pozostawić czytelnika z niedosytem i pytaniami, na które sam odpowie sobie tak, na ile pozwala jego wyobraźnia.

Książkę polecam tym, którzy szukają czegoś, co ich przestraszy i zarówno będzie cackiem na miarę jaj Faberge. Jestem pewna, że przekładając kolejne strony, poza dobrą zabawą i szalejącą wyobraźnią, będziecie się zwyczajnie (a może i niezwyczajnie) bać.

sobota, 13 października 2012

Graham Masterton - Wizerunek zła


Autor: Graham Masterton
Tytuł: Wizerunek zła
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Opis książki: Grayowie zamówili portret rodzinny i celowo odnaleźli i wykorzystali zamiłowania malarza, a także jego umiejętności. Za jej sprawą rodzina starzeje się... wyłącznie na płótnie. Początkowo zaskoczeni, Grayowie bezwzględnie wykorzystują swoją nieśmiertelność. Doprowadzeni do rozpaczy okoliczni mieszkańcy kradną im w końcu magiczny obraz i grożąc jego zniszczeniem, zmuszają ich do opuszczenia Europy. Ale siedemdziesiąt lat później demoniczna rodzina powraca, by się ratować...
Ocena: 5,5/6

Dobrze sobie czasem przypomnieć książkę, którą czytało się lata temu i zapamiętało jako kawał dobrej literatury. Przeczytawszy „Wizerunek zła” raz jeszcze, nadal jestem tego samego zdania.

Książka opowiada o Vincencie Pearsonie, którego rodzina od pokoleń zajmuje się handlem obrazami. Vincent to rozwodnik po czterdziestce, który nie stroni od pięknych kobiet i drogich trunków, w życiu natomiast kieruję się instynktem, dzięki czemu jego galeria sztuki prosperuje tak dobrze.

Pewnego dnia pod nieobecność Pearsona do galerii przychodzi kobieta, która kustoszowi wydaje się piękna, niezwykła, wytworna i niemalże nierealna. Przedstawia się jako Sybil Vane i poszukuje obrazu. Jednak nie ma być to byle jakie malowidło, dama mówi konkretnie, o jaki obraz jej chodzi – dwunastoosobowa rodzina sportretowana na tle szkarłatnego udrapowania, obraz, którego Vincent, a także jego ojciec przyrzekli strzec jak oka w głowie. Dlaczego? Co takiego kryje obraz? Dlaczego jest tak wyjątkowy i do czego posunie się tajemnicza kobieta, by go zdobyć?

Jeżeli ktokolwiek czytał „Portret Doriana Graya”, domyśla się już, o czym będzie książka. Jeśli mam być szczera, to czytając „Wizerunek zła” odniosłam wrażenie, że uczeń przebił mistrza. Jest to naprawdę świetna książka, w której Masterton popuścił wodze fantazji. Mamy tu horror, romans, fantastykę, dramat; to wszystko w połączeniu z piórem Mastertona tworzy bardzo ekscytującą mieszankę, która trzyma w napięciu od początku do samego końca.

Fabuła została poprowadzona znakomicie. Im dalej, tym wątki zazębiały się ze sobą coraz bardziej, co sprawia, że człowiek siedzi jak na szpilkach i nie może oderwać się od lektury, będąc ciekawym, co wydarzy się dalej, a dzieje się tu naprawdę dużo i jest bardzo zaskakująco. A ostatnie rozdziały to po prostu miód na moje serce po tych wszystkich kiepskich tworach, które przeczytałam w ostatnich latach.
Grayowie, których opisał Masterton, są nieczuli, zimni i źli do szpiku kości i to naprawdę się czuje. Bohaterowie powieści są porządnie przedstawieni i mają własne charaktery, nie znajdziemy tu płytkości postaci, za to gwarantuję, że podczas czytania wypłyniecie na ocean rozbuchanego ego, a twarz będzie smagał Wam wiatr próżności, tak dobrze jest to napisane.

Jeśli myślicie, że Masterton bezczelnie ukradł postaci Oscarowi Wilde’owi, to Was zawiodę. Nikt z „Wizerunku zła” nie pojawia się w „Portrecie Doriana Graya”, mało tego – sam Wilde zostaje wspomniany w książce wielokrotnie i odgrywa w niej swoją rolę. Muszę przyznać, że Oscar Wilde i jego twórczość zostały wplątane w „Wizerunek zła” po mistrzowsku i ten zabieg ogromnie mi się spodobał.

Co mi się nie spodobało, to już sprawy czysto techniczne. W pewnych momentach tłumaczenie leżało i aż się prosiło, żeby coś z tym zrobić. Jeśli chodzi o gramatykę, to tragedii nie było, natomiast jeśli idzie o ortografię, cóż, tu sprawa ma się już nieco gorzej. Jestem w stanie zrozumieć, że w Polsce książka została wydana we wczesnych latach dziewięćdziesiątych i wtedy zasady ortografii i gramatyki rządziły się nieco innymi prawami i naprawdę nie miałabym pretensji, gdybym czytała pierwsze wydanie (jak to zrobiłam za pierwszym razem), ale czytałam ebooka, a jako że jest to dość młoda forma czytania książek, to miło byłoby, gdyby ktoś poczuł się do odpowiedzialności i po prostu poprawił błędy, które są naprawdę rażące.

Podsumowując: czy „Wizerunek zła” to książka warta przeczytania? Absolutnie tak. Gorąco polecam każdemu, kto lubuje się w fantastyce czy horrorze ze sporą dozą tajemniczości i mroku. Świetna lektura, od której ciężko się oderwać i mimo że dość stara, to pomysł powiewa świeżością. A może właśnie dlatego.

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...