Pisząc wczorajszą recenzję, nasunęła mi się myśl, którą chciałabym przedyskutować. Chodzi mi o długi i szeroki jak Wisła temat, jakim jest język polski. Zauważyłam, że ostatnio przywiązuje się do poprawności językowej coraz mniejszą wagę. Ludzie coraz mniej czytają, przez co mają ubogie słownictwo, a kiedy już czytają, w książce dostają byka na byku.
Ja sama staram się jak mogę, żeby swoje słownictwo wzbogacać, kiedy czegoś nie wiem – odwiedzam poradnię językową PWN (genialne źródło swoją drogą), bo zwyczajnie głupio mi być Polką i nie mówić/pisać poprawnie we własnym języku. Dlatego okropnie wkurza mnie, kiedy rozmawiam/piszę z kimś, kto robi potworne byki i tłumaczy się „dyslekcją”, przy okazji mając do mnie pretensje za wytknięcie błędu. Takie tłumaczenie to jak płachta na byka, bo wtedy już wiem, że osoba ta nie tylko nie jest dyslektykiem, ale też oszustem, gdyż z moich skromnych informacji na ten temat wynika, że osoby borykające się z dysleksją chodzą do poradni i ĆWICZĄ, żeby tych błędów jednak nie robić. A tu przychodzi mi taki śmierdzący leń, mówiąc o swojej „dyslekcji” i uważa, że zwalnia go to od jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co mówi i pisze. Osobiście nie uważam, żeby wytknięcie błędu było jakimś szczególnym nietaktem. Jak się to zrobi raz i porządnie, to są szanse, że takiemu „dyslektykowi” zrobi się na tyle głupio i niezręcznie, że kolejnym razem przypomni sobie, jak się czuł w tej sytuacji i błędu nie zrobi. Piszę w cudzysłowie, bo dyslektyk z prawdziwego zdarzenia nie tylko się nie obrazi, ale jeszcze podziękuje i poprosi, żeby robić to częściej (przynajmniej ci, których znam).
Wrócę jednak do książek. Naprawdę boli mnie, że odwala się taką fuszerkę. Byłabym w stanie zrozumieć, gdyby książki były za darmo, albo kosztowały jakieś marne grosze, ale wszyscy wiemy, że tak nie jest. Jakby nie patrzeć, płacimy za to, żeby to czytadło miało ręce i nogi, więc naprawdę nie chcę czytać o tym, jak ktoś „zrozumiał coś opatrznie”, albo „otwarł drzwi i rozglądnął się po pokoju”. To, że Word tego nie podkreśli, nie znaczy, że nie ma błędu, no tak czy nie?
Co sądzicie?