Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Jacek Piekara - Przenajświętsza Rzeczpospolita


Tytuł: Przenajświętsza Rzeczpospolita
Autor: Jacek Piekara
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis: Autor tak mówi o swojej powieści: „wyobraźcie sobie sojusz osobników pokroju Rydzyka, Millera i Michnika i co z tego sojuszu wyewoluowałoby za lat -dzieści. Fanatyzm religijny połączony z totalną degeneracją państwa i jego urzędników, a wszystko w fałszywie moralizatorskim, ideologicznym sosie, mającym zakłamać każdy aspekt życia”.
Ocena: 4-/6

W trzydzieści lat po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej kraj, który znamy to przeszłość. Panują tu strach i choroby, kwaśny deszcz koloru rdzy brudzi ubrania, a chmury smogu spowijające niebo przesłaniają słońce za dnia i gwiazdy nocą do tego stopnia, że w ogóle ich nie widać i tylko co bogatsi obywatele mogą pozwolić sobie na cyfrowe projekcje tychże. Jednym z nich jest pisarz Konrad Piotr, który wzbogacił się, publikując książki i artykuły zgodne z tym, co narzucił Kościół. Jest i poseł Lepki, który określony został mianem jednego z tysięcy likwidatorów spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, którą kiedyś nazywano Polską. Jest też Atlas Symbol, poeta, zwyczajny Polak, który ma wiele do powiedzenia, ale nigdy w obliczu zagrożenia i który odwraca wzrok, kiedy komuś dzieje się krzywda. Mamy Amalryka Dymałę, urzędnika, który w wyniku pewnych zbiegów okoliczności pnie się po szczeblach kariery w trybie ekspresowym. Nie należy zapomnieć o postaci, przed którą drżą wszyscy wyżej wymienieni - pan Światłoniesień, którego nazwisko dość dobitnie sugeruje jego zamiary.

Polska to kraj brudny, szary, biedny i pijany, sprzedany kawałek po kawałku i skorumpowany. Polska to kraj, w którym rządzi Kościół; kraj, w którym prezydent to jedynie bezmyślna marionetka kurczowo ściskająca pluszowego misia i plotąca coś od rzeczy. Obywatele żyją w strachu przed policją i zesłaniem na Śląsk, który stał się dla współczesnej Polski tym, czym był dla niej Oświęcim w czasach drugiej wojny światowej. Polska to obraz nędzy i rozpaczy. Sytuacja zmienia się, kiedy na Suwalszczyźnie zostają odkryte złoża ropy, na które już ostrzą sobie ząbki grube ryby, wietrząc tu konkretny interes. Czy Polska ma jeszcze szansę, by pozbyć się pasożytów, odrodzić się i pokazać swą wielkość?

Do napisania tej recenzji zbieram się od tygodnia. Nie że brak mi weny, po prostu nie bardzo wiedziałam, jak się do tego zabrać. Książka wywołuje różne emocje. Moim zdaniem jest to taka słodko-gorzka powieść, dystopia mająca ukazać obraz upadku Polski i polskości po przejęciu rządów przez Kościół. Dlaczego słodko-gorzka? Bo coraz mniej przypomina dystopię, a coraz bardziej biografię. Jeśli śledzicie wydarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to wiecie, o czym mówię.

"Przenajświętsza..." to powieść mocna, surowa i przepełniona nienawiścią, obnażająca nasze, Polaków, wady. Jak na mój gust trochę za dużo tutaj przekleństw. Lubię Piekarę, to mój ulubiony autor, więc przywykłam do słownictwa, jakiego używa w swoich powieściach. Sama od używania mocnych epitetów też raczej nie stronię, ale całkiem możliwe, że z biegiem lat gust mi się po prostu zmienia i coraz mniej podoba mi się tak duże ich stężenie w jednej książce.

Jeśli chodzi o akcję i fabułę, to sama nie wiem. Z jednej strony wszystko przebiega raczej płynnie, czyta się szybko i dość przyjemnie, ale bywają momenty, które nie wiadomo skąd się biorą, a potem nie są objaśnione. Akcja biegnie jednostajnie i wije się tylko po to, żeby pod koniec zawiązać się i zakończyć w ciągu kilku stron. Tak jakby brakło już pomysłów i czas naglił, więc trzeba było raz dwa skończyć i od razu słać książkę do druku, w efekcie czego po skończeniu zamknęłam ją i zrobiłam :/, bo nie do tego przyzwyczaił mnie Piekara. Jego książki są zwykle dopracowane i dopięte na ostatni guzik, a tutaj takie niemiłe zaskoczenie.

Technicznie nie mam się do czego przyczepić. Fabryka Słów jak zwykle odwaliła kawał dobrej roboty, redagując książkę. Błędów się nie doszukałam, ale całkiem możliwe, że to dlatego, iż moje wydanie ma już kilka ładnych lat, a wtedy wydawnictwa wciąż dbały o to, żeby to, co wydają trzymało się kupy i nie wywoływało gęsiej skórki nawet u najbardziej wymagającego czytelnika.

Podsumowując: czy mi się podobało? Tak i nie, ale bardziej tak. Czy polecam i komu? Jasne, że polecam. Powieść powinna spodobać się fanom polskiej fantastyki, fanom Piekary, fanom dystopii i antyutopii.

***

Nie sądziłam, że nadejdzie w moim życiu taki moment, kiedy nie będę wiedziała, co czytać. Jestem teraz za granicą i wszystkie moje papierowe książki zostały w domu. No, poza jedną, która zmieściła mi się w bagażu, czyli Z zimną krwią Capote, ale tej nie mam ochoty teraz czytać. Postanowiłam, że nadrobię moją ukochaną serię o Mrocznych Łowcach autorstwa Sherrilyn Kenyon, ale nie chcę jej recenzować, bo to - włączając opowiadania - chyba 32 część, a potem? Nie wiem. Mam mnóstwo folderów z ebookami i może po prostu zacznę alfabetycznie, żeby było sprawiedliwie?

wtorek, 23 lipca 2013

Ewa Białołęcka – Wiedźma.com.pl



Tytuł: Wiedźma.com.pl
Autor: Ewa Białołęcka
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis książki: Z nią zdradzicie nawet swój komputer!Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się internautom... Jak choćby upierdliwa ciotka w stanie wskazującym na nie-życie.Obdarza spadkiem Krystynę zwaną Reszką, samotną matkę, redaktorkę z wydawnictwa i netomankę.Na co dzień przyspawana do laptopa Reszka, musi więc wyrwać się z sieci i rusza do zabitej dechami wsi. W odziedziczonej chałupie udaje jej się nawet rozpalić ogień pod kuchnią.I TO BEZ POMOCY GOOGLE!Niestety, zaczyna widzieć na jawie i we śnie: duchy, mary czy trupy, nie tylko w szafie. Sama nie wie, czy szajba to, czy gen, bonus do schedy po ekscentrycznej zołzie...Horror daleko od szosy i romans daleki od harlequina - mix o idealnie wyważonych proporcjach...
Ocena: 5/6

Na wstępie oczywiście prywata. Zacznijmy od tego, jak w ogóle doszło do tego, że napisałam jakąkolwiek recenzję. Otóż przeczytałam książkę. Stało się to dość niespodziewanie, mianowicie dwa wieczory temu poczułam fizyczny niemal ból, który był efektem tęsknoty za książkami (trwało to dość długo, ale raz, że praca, a dwa, że wisi nade mną widmo „Ireny”, którą muszę przeczytać, a co idzie mi dość opornie i to z jednego, konkretnego powodu, ale o tym później). Jako że skończyłam tworzyć sherlockowego gifseta na tumblra, na który pomysł od jakiegoś już czasu chodził mi po głowie, a który zajął mi, nie przymierzając, jakieś dwa dni, poczułam się dziwnie odciążona (nie wiem, jak Wy, ale ja, jak coś sobie umyślę, to dopóki planu nie zrealizuję, chodzę jakaś zestresowana). Wtedy dotarło do mnie, jak strasznie tęsknię za książkami. Normalnie jak Mjolnirem w potylicę. Wygrzebałam więc gdzieś z czeluści dysku twardego zakurzony folder o wdzięcznej nazwie „książeczki” i odpaliłam pierwszą z brzegu. Nie było czasu na zrzucanie na czytnik, musiałam coś przeczytać natychmiast. I jak odpaliłam, tak za jednym posiedzeniem przeczytałam mniej więcej połowę. Teraz czas na recenzję właściwą.

                                                                  ***

„Wiedźma.com.pl” to historia młodej, samotnej matki zajmującej się redagowaniem książek. Krystyna Szyft, bądź też Reszka dla rodziny i znajomych, wraz ze swoją latoroślą pomieszkuje kątem u rodziców, borykając się przy okazji z kłopotami finansowymi. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, Reszka dowiaduje się, że dostała spadek. I to nie jakiś tam pierścionek z tombaku z oczkiem udającym rubin – nie, nie. Kobieta otrzymała dom od Katarzyny Szyft – osobie zupełnie sobie nieznanej, warto dodać – we wsi o jakże uroczej i ortograficznie niepoprawnej nazwie Czcinka. Jako osobnik uzależniony od Internetu, czym prędzej wklepuje Czcionkę w Google i… i nic. Czcinki w Googlach nie ma. Nie ma jej też na mapach, tak zwykłych, jak i sztabowych użyczonych przez kolegę Krystiana Szyfta – ojca Reszki. Teoretycznie Czcinka po prostu nie istniała. Na szczęście Czcinkę podciągnięto pod oddział pocztowy w Tarnikach, o których Internet już coś niecoś słyszał. Krystyna więc, po załatwieniu formalności u notariusza, pakuje torbę i wyrusza obejrzeć swój spadek.

Będąc w Tarnikach, Reszka odwiedza pierwszy lepszy spożywczak, żeby rozeznać się, jak do tej Czcinki dotrzeć, o ile ów Czcinka w ogóle istnieje. Okazuje się, że do wioski można dość jedynie „z buta”. Trzy kilometry ścieżką przez las. Eskortowana przez wątpliwej inteligencji, acz solidnej postury młodzieńca (który zachowywał się co najmniej dziwnie, a po pewnym czasie czmychnął po prostu na rowerze, zostawiając Reszkę samą w środku lasu) trafia w końcu do miejsca przeznaczenia. Czcinka okazuje się wioską nie byle jaką, gdyż Krystyna ma wrażenie, jakby przeniosła się w czasie, a uczucie to pogłębia się, kiedy dostaje się do swojego domu (co zresztą nie odbyło się łatwo, przyjemnie i bez walki) i zastaje tam kuchnię węglową, brak pralki, a o istnieniu – a raczej nieistnieniu – wanny chyba nawet nie warto wspominać. Pierwszej nocy Krystyny w przyszłym miejscu zamiesz(k)ania także nie można zaliczyć do udanych, gdyż ktoś bezczelnie próbuje włamać się do domostwa. Atak zostaje odparty tłuczkiem do mięsa.

W miarę zapoznawania się z „tubylcami”, Reszka odkrywa, że w Czcince nazwisko Szyft budzi szacunek graniczący ze strachem, a sama Katarzyna Szyft traktowana była niemalże jak Królowa Matka. Po drodze młoda kobieta zaprzyjaźnia się z pasierbem swojej ciotecznej babki, a jednocześnie jedynym w miarę inteligentnym okazem w okolicy, Andrzejem Kobielakiem, który dodatkowo okazuje się być lekarzem. Im dłużej jednak Reszka przebywa w Czcince, tym dziwniejsze rzeczy dzieją się dookoła niej, a ona coraz częściej i coraz intensywniej zastanawia się, dlaczego to właśnie ona otrzymała ten dom po Katarzynie Szyft. Kim była ta kobieta i co takiego wydarzyło się w wiosce na przestrzeni lat?

Tyle o samej fabule. I tak mam wrażenie, że za dużo zdradziłam. Teraz konkrety.

Książka jest dobra. Przyjemnie się czyta, styl autorki jest naprawdę godny podziwu, słownictwo i lekkość, z jaką nim operuje, to prawdziwa uczta dla oczu. Po przeczytaniu nasuwa mi się stwierdzenie „błyskotliwa i pełna humoru”, bo tego tutaj niemało. Nie brak też elementu zaskoczenia, grozy, a i wątków paranormalnych jest sporo (w zasadzie, to jest to podstawa książki, tak szczerze mówiąc). Urzeka relacja Reszki z jej synem Jeremim, a także relacja dziadek – wnuk. Naprawdę można poczuć zażyłość łączącą tych ludzi. W książce nie brak też wątku miłosnego, trochę niepotrzebnego moim zdaniem i nieco kulawego, bez niego byłoby równie ciekawie. Co do postaci głównej bohaterki, to ogólnie rzecz biorąc jestem na tak. Fajna babka, z fajnym dzieciakiem i fajną, choć może niezbyt dobrze płatną pracą. Było jednak coś, co irytowało mnie niemożebnie. Chodzi tu mianowicie o udawanie babki typu „jestem samowystarczalna, mam wysokie ajkju i nie zawaham się go użyć, pyskata, sarkastyczna, niczego się nie boję, słowem rżnę trudną do zdobycia, ale niech tylko jakiś facet okaże mi trochę ciepła, to chętnie do niego przylgnę i już raczej nie odpuszczę”. Nienawidzę tego, po prostu nienawidzę (i to jest właśnie powód, dla którego kilka miesięcy odstawiłam „Irenę”). Nie cierpię, kiedy ktoś traktuje ludzi z góry i wydaje mu się, że jest jakimś cudem lepszy od nich. Reszka taka właśnie momentami była, ale w ogólnym rozrachunku była raczej do zniesienia.

Ogólnie książka jest miła w odbiorze, lekko, szybko i przyjemnie się czyta i jest dość wciągająca (czytałam dzisiaj do 4 z groszami). Polecam tym, którzy mają ochotę na coś, co nie jest opasłym tomiszczem, a przy okazji ma ciekawą fabułę i jest po prostu miłe dla oka.

sobota, 1 grudnia 2012

Jacek Piekara - Mój przyjaciel Kaligula


Autor: Jacek Piekara
Tytuł: Mój przyjaciel Kaligula
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis książki:Zapraszamy w literacką podróż, która zacznie się w antycznym Rzymie, sięgnie mocarstwowej Polski alternatywnego świata i współczesnej Ameryki, a zakończy się na rubieżach naszej Galaktyki oraz w Piekle zapełnionym przez demony i ich ofiary.Piętnaście opowiadań od "twardego" science-fiction, poprzez horror aż do współczesnych opowieści obyczajowych.
Ocena: 5,5/6
„Mój przyjaciel Kaligula” to zbiór opowiadań fantasy Jacka Piekary, które umieszczone są tematycznie w czterech grupach. Przeczytamy o historii, o miłości, o innych światach, a także o piekle czy niebie.  Dowiemy się między innymi, kim był Marek Wibiusz, co tańczy na falach, jaką moc kryje w sobie posążek siedzącego na kamieniu jasnowłosego mężczyzny, a także ile możemy stracić, kiedy brak nam wiary.

Piekara jak zwykle zachwyca stylem i pomysłowością, którymi nie raz nas zaskoczy, i mimo że część tych opowiadań miałam okazję przeczytać w zbiorze „Świat jest pełen chętnych suk”, to przypomnienie ich sobie sprawiło mi niesłychaną radość.

Od każdego z opowiadań ciężko się oderwać, gdyż świat i bohaterowie wykreowani przez Piekarę są tak pasjonujący i tak namacalni, że nagle ich historie stają się naszymi własnymi, że nagle to my czujemy radość, smutek, ból i łzy, o których czytamy. Natomiast łatwość, z jaką autor posługuje się językiem polskim oraz specyficzny humor, którym nas raczy, sprawią, że będziemy się świetnie bawić i na pewno nie będziemy mieli wrażenia, że straciliśmy czas na kiepskie czytadło.

Twórczość autora charakteryzuje się znaczną ilością okrucieństwa i nagości. Brak tu delikatności, niedomówień i litości, a sam Piekara przyznaje, że„cierpi” na dziwną przypadłość, która cechuje się przedstawianiem czarnych charakterów w taki sposób, że zaczynamy im współczuć. Tym razem również nie było inaczej, więc jeśli jesteście ciekawi, jak to wygląda, polecam sięgnąć po „Mojego przyjaciela Kaligulę”.

Porozpływam się jeszcze chwilę nad okładką. Fabryka Słów zwykle bardzo przykłada się do swoich projektów. Popisali się również i tym razem. Okładka, mimo że broszurowa, sama w sobie jest ładna i przyciągająca wzrok. Poza błyszczącymi elementami pod palcami poczujemy wypukłe tłoczenia. Nie wiem, jak Wy, ale uwielbiam takie okładki, bo jeszcze bardziej zachęcają mnie do kupna.

Komu polecam? Osobom, które lubią polską fantastykę pisaną przez najlepszych oraz tym, którzy z ów fantastyką, bądź samym Piekarą dopiero chcą rozpocząć przygodę. Polecam też tym, którzy zwyczajnie chcą przeczytać coś ciekawego i z polotem, bo to książka właśnie dla Was.

P.S. Jak Wam minęły Andrzejki? :) Ja bawiłam się ze stadem dziewięciolatków i dzisiaj leczę moje biedne uszy, które dawno nie miały do czynienia z taką ilością decybeli :P

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...