Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 lutego 2015

Not Cool [film]


Tytuł: Not Cool
Reżyseria: Shane Dawson
Ocena: 5/10

Pittsburgh. Grupa nastolatków, starych znajomych z liceum, przyjeżdża do rodzinnego miasta na święto dziękczynienia. Hucznie imprezują, piją, tweetują, blogują, instagramują, skype'ują i robią to, co wszystkie współczesne nastolatki - żyją i uczestniczą w życiu innych za pomocą mediów społecznościowych.

Scotta (Shane Dawson), najpopularniejszego niegdyś licealistę, rzuca dziewczyna, co sprawia, że chłopak załamuje się, ale nie daje za wygraną i śledzi byłą za pomocą aplikacji w smartfonie, chcąc z nią jeszcze raz porozmawiać i może przekonać, by to niego wróciła. Idąc ulicą, nie zauważa nadjeżdżającego samochodu, który go potrąca. Okazuje się, że za kierownicą siedzi Tori (Cherami Leigh), obśmiewana w liceum przez wszystkich, a już szczególnie przez Scotta, który nadał jej ksywę Tori The Whory. Chłopak prosi dawną koleżankę o podwózkę. Ta nie jest temu zbyt przychylna, ale w końcu zgadza się. Przejażdżka owocuje upojną nocą spędzoną w aucie Tori. Tam okazuje się, że Scott nienawidzi studenckiego życia i że nic nie jest tak jak było kiedyś. Życie Tori natomiast zmieniło się kompletnie, dziewczyna jest szczęśliwa i uwielbia studia. Od tej pory ta dwójka postanawia zrealizować wszystkie punkty na liście Tori, przeżywając tym samym przygodę i zakochując się w sobie.

Kolejna historia opowiada o Joelu (Drew Monson) od lat zakochanym w Janie (Michelle Veintimilla), siostrze Scotta. Dziewczyna nie odwzajemnia uczuć przyjaciela, Joel ucieka się więc do najróżniejszych sztuczek, żeby rozkochać w sobie Janie. Z marnym skutkiem.

Shane Dawson jest jednym z bardziej znanych youtuberów, który od zawsze interesował się filmem. Kiedy jego kariera aktorska nie wypaliła, postanowił stanąć po drugiej stronie kamery i tak powstał Not Cool. Film na pewno nie spodoba się wszystkim, bo poczucie humoru Shane'a jest bardzo specyficzne. Sama oglądam jego vlogi, jedne śmieszą mnie mniej, drugie bardziej, ale na ogół śmieszą, jednak jeśli chodzi o jego filmowy debiut... Cóż, nie mogę powiedzieć, żeby to sukces. Historia jest bardzo oklepana, popularny w liceum nastolatek i wyśmiewana przez niego koleżanka ze szkolnej ławy zamieniają się miejscami i w końcu w sobie zakochują. Ta część filmu jest jeszcze do zniesienia. Co mnie totalnie odrzuciło i zmierziło to Joel i jego podejście do Jeanie. Chłopak ma na jej punkcie obsesję i sam przyznaje, że zależy mu tylko na tym, żeby się z nią przespać. Niby jest w niej zakochany, ale w zupełnie obrzydliwy i nieakceptowalny sposób.

Aktorstwo w sumie ujdzie, ale mam nadzieję, że Drew Monsona nie zobaczę już w żadnym filmie. Nie lubię go jako youtubera, jako aktora tym bardziej, bo jest gorzej niż mierny.

Reasumując, wolę oglądać Shane'a na YouTube, a jeśli kiedykolwiek przyjdzie mu reżyserować kolejny film, mam nadzieję, że scenariusz będzie odrobinę bardziej oryginalny. Not Cool to film, który można sobie puścić jako tło dla codziennych obowiązków, nie jest wart poświęcenia mu półtorej godziny pełnej uwagi, bo to historia jakich wiele.

niedziela, 18 stycznia 2015

Whiplash [film]


Tytuł: Whiplash
Reżyseria: Damien Chazelle
Ocena: 6/6

Andrew Neyman (Miles Teller) to dziewiętnastoletni perkusista uczący się w najlepszej szkole muzycznej w kraju - Konserwatorium Schaffera na Manhattanie. Chłopak gra w jednym ze szkolnych zespołów, jednak nikt go tam nie lubi i mimo że radzi sobie nieźle i tak nigdy nie jest perkusistą numer jeden. 

Pewnego dnia na próbę zespołu Andrew przychodzi Terrence Fletcher (J.K. Simmons), najbardziej wymagający nauczyciel, perfekcjonista. Zaprasza Neymana do swojej grupy muzycznej i już na pierwszej próbie Andy przekonuje się, że lekcje z nowym profesorem będą drogą przez piekło. Terrence to świetny nauczyciel, najlepszy, bycie w jego zespole to prestiż i przepustka do sławy. Terrence udziela nie tylko lekcji muzyki, ale także lekcji życia.



Fletcher testuje swoich uczniów do granic możliwości, rzuca najpodlejszymi obelgami, każe im grać do późnych godzin nocnych, aż będą perfekcyjni w tym, co robią, nie zwracając uwagi na zmęczenie czy krew lejącą się z dłoni młodego perkusisty. Ale Andrew to nie zniechęca. Trenuje jeszcze ciężej, aż przychodzi dzień, w którym przez przypadek otrzymuje swoją pierwszą szansę - konkurs muzyczny. Chłopak daje z siebie wszystko i kolejnym razem znów jest pierwszym perkusistą, jednak jak to zwykle bywa, coś musiało pójść nie tak. Autobus, którym jedzie Andy łapie gumę i gdy chłopak jedzie wynajętym autem, jest tak roztrzęsiony, że nie zauważa nadjeżdżającej ciężarówki. W szoku, chłopak wysiada ze stratowanego auta i pędzi na konkurs. Dociera cały zakrwawiony i kiedy zespół zaczyna grać, chłopak nie jest w stanie za nim nadążyć. Fletcher przerywa koncert i daje Andrew do zrozumienia, że powinien opuścić salę, co jest jednoznaczne z wydaleniem z grupy. Dziewiętnastolatek ma tego dość, puszczają mu nerwy i rzuca się na nauczyciela, za co zostaje wyrzucony ze szkoły. To jednak nie koniec rywalizacji między uczniem i mistrzem. Dopiero później odkryją jak bardzo obaj są mściwi, a jednocześnie genialni w tym, co robią.

Whiplash to opowieść o tym, jak kosa w końcu trafia na kamień. To starcie dwóch bardzo silnych osobowości, perfekcjonistów, którzy nie odpuszczają, dopóki nie dostają, czego chcą. Z takiego połączenia może powstać mieszanka tylko i wyłącznie wybuchowa i tak też się dzieje. Whiplash to film, który trzyma w napięciu od początku do końca. To film, który sprawia, że serce bije mocniej i szybciej, film, który zapada w pamięć na długo i pozostawia człowieka roztrzęsionym i z przyspieszonym oddechem.

Mogę szczerze powiedzieć, że to chyba najlepszy film, jaki widziałam. Nie pamiętam wszystkich filmów, jakie kiedykolwiek obejrzałam, ale żaden jeszcze nie wywołał u mnie tak silnych emocji. Teller okazał się aktorem z niesamowitym talentem, J.K. Simmons również pokazał, co potrafi, w rolę nauczyciela-tyrana wcielił się świetnie.

Nie jestem fanką jazzu, ale ścieżka dźwiękowa w Whiplash jest naprawdę dobra i kto wie, może przekonam się do tego rodzaju muzyki.

Film polecam dosłownie każdemu. Poster się nie myli, to naprawdę brawurowe dzieło i obowiązkowa pozycja każdego kinomaniaka.

piątek, 16 stycznia 2015

Księga Życia [film]


Tytuł: Księga Życia/The Book of Life
Reżyseria: Jorge R. Gutierrez
Ocena: 6/6

Manolo (Diego Luna), Joaquin (Channing Tatuum) i Maria (Zoe Saldana) są przyjaciółmi od dziecka. Chłopcy rywalizują o względy dziewczynki, podczas gdy Maria swoimi występkami doprowadza do szału ojca, burmistrza miasta. Pewnego dnia przebiera się miarka i Maria musi opuścić miasteczko i wyjechać do Hiszpanii, gdzie ma pobierać nauki. 

W międzyczasie dwoje bogów, La Muerte i Xibalba, dawni kochankowie, zakładają się o to, który z chłopców poślubi dziewczynkę. La Muerte obstawia, że Manolo, dając mu dar czystego i dzielnego serca. Xibalba natomiast ucieka się do podstępu i obdarowuje Joaquina zaczarowanym medalem, dzięki któremu nie umrze bądź nie zostanie zraniony z ręki wroga. Ten kto wygra, będzie rządził Krainą Pamiętanych, a ten, kto przegra - szarą i smutną Krainą Zapomnianych.

Mijają lata, Manolo, wbrew swojej woli, zostaje torreadorem, podtrzymując tym samym rodzinną tradycję, a Joaquin, tak jak jego ojciec, zostaje obrońcą uciśnionych. Obaj z niecierpliwością czekają na powrót Marii, który zbiega się z pierwszą korridą Manolo. 

Dziewczyna jest świadkiem porażki przyjaciela, który woli grać na gitarze, zamiast zabić byka, co sprawia, że budzą się w niej uczucia. Od tej pory mężczyźni rywalizują między sobą na poważnie, a Xibalba po raz kolejny gra nieczysto. Kiedy Maria i Manolo mają się spotkać, podstępny bóg wysyła węża, by ukąsił mężczyznę, ale w ostatniej chwili dziewczyna ratuje przyjaciela i umiera. Manolo, nie myśląc wiele, zawiera układ z Xibalbą i również daje się ukąsić, ale kiedy trafia do Krainy Pamiętanych okazuje się, że Marii tam nie ma...


Księga Życia to jedna z piękniejszych bajek, jakie widziałam i na mojej prywatnej liście staje na pierwszym miejscu razem z Jak wytresować smoka. Fabuła jest niesamowita, mimo że to kolejna opowieść o miłości. Dlaczego? Chociażby dlatego, że Maria jest samodzielną, silną kobietą, która daje jasno i wyraźnie do zrozumienia, że dość ma seksistów, którzy mówią jej, co ma robić i jak się zachowywać. Bajka to też swego rodzaju doping dla tych, którzy borykają się z różnymi problemami. La Muerte sama mówi, że każdy może umrzeć, ale dzieciaki, z którymi właśnie miała do czynienia, będą miały odwagę, by żyć. A Świeczkarz zachęca do napisania swojej własnej historii. 


Obsada jest nieziemska. Oryginalny dubbing jest naprawdę świetny i nie wiem, czy polski będzie w stanie powielić te wszystkie gry słów i czy będzie równie zabawny. Głos Świeczkarzowi, mojej ulubionej postaci, aka Weirdo with a beardo, podkłada Ice Cube. Mało tego, sposób mówienia i zachowywania się Świeczkarza jest dokładnie taki jak Ice Cube'a czy innych raperów. Dacie wiarę?

Muzyka w tym filmie jest wspaniała, aż chce się tańczyć i śpiewać. Usłyszymy tu też kilka nowych aranżacji starszych utworów. Ogólnie nie jestem zwolenniczką śpiewających bohaterów w animacjach. Między innymi dlatego nie przepadam za Krainą Lodu, ale w Księdze Życia piosenki raz, że są naprawdę dobre, a dwa, że nie są śpiewane bezustannie.

Animacja jest świetna, bardzo kolorowa i pełna detali. Ale to chyba scenariusz i dialogi podbiły moje serce najbardziej. Tu główną nagrodę znów wygrywa Świeczkarz, który wita się z kałużą i wygaduje różne inne śmieszne rzeczy. Nie brak tu też odniesień do innych filmów. Przykładowo Świeczkarz i Xibalba stojący obok siebie od razu przypominają Dżina i Jafara z Aladyna, a jedna z kuzynek Manolo woła "Come here, loverboy!", co fanom Dirty Dancing od razu nasunie pewne skojarzenia.

Jedyny mankament filmu to to, że był stanowczo za krótki i za mało mi było Krainy Pamiętanych, która jest piękna, kolorowa i radosna, a zmarli bawią się w najlepsze.

Księga Życia to piękna bajka o życiu i każdym rodzaju miłości, którą polecam wszystkim i każdemu z osobna.

niedziela, 11 stycznia 2015

Samotny mężczyzna [film]


Tytuł: Samotny mężczyzna/A single man
Reżyseria: Tom Ford
Ocena: 6/6

Samotny mężczyzna jest ekranizacją książki Christophera Isherwooda o tym samym tytule. To historia George'a Falconera (Colin Firth), brytyjskiego profesora jednego z uniwersytetów Los Angeles, który nie może pozbierać się po tragicznej śmierci ukochanego.

Film ukazuje kilka dni z życia George'a. Jak każdy kąt w jego wielkim i teraz już pustym domu wywołuje wspomnienia, a w każdym z tych wspomnień jest Jim (Matthew Goode). Jim, który mimo że znacznie młodszy od George'a, był jego bratnią duszą, oazą spokoju i skrawkiem nieba na ziemi przez ponad szesnaście lat. I kiedy wydawało się, że tych dwoje będzie ze sobą już zawsze, Jim ginie w wypadku samochodowym. W jednej chwili świat wykładowcy legł w gruzach, co gorsza, jako że były to lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, nie pozwolono mu pożegnać się z ukochanym i wziąć udziału w pogrzebie, by nie wywoływać niepotrzebnego skandalu. Jedyną osobą, jakiej George może się wyżalić, jest Charlotte (Julianne Moore), która mimo blichtru w jakim żyje, sama jest nieszczęśliwa.

W końcu nastaje dzień, gdy profesor, pozbawiony sensu swojego życia, postanawia je zakończyć. Przygotowuje wszystko jak należy, na biurku zostawia listy, polisy na życie, klucze, broń, przygotowuje sobie nawet ubranie, by po przyjściu z pracy zakończyć swoje cierpienie raz na zawsze. Ale tego dnia coś się zmienia. George napotyka osoby, które sprawiają, że wraca do życia, jego zmysły wyostrzają się, a wszystko nabiera kolorów i wtedy wykładowca zmienia swoją decyzję. Swój szczególny udział w takim obrocie spraw ma jeden ze studentów Falconera, Kenny (Nicolas Hoult), z którym mężczyzna spędza wieczór. Obaj upijają się w domu George'a i zasypiają. Budząc się, profesor odkrywa, że jego student ukrył broń, nie chcąc tym samym dopuścić, by pierwotny plan mentora powiódł się. Ten widok sprawia, że George'a ogarnia uczucie ciepła i wtedy wszystko się kończy.

Nie od dziś wiadomo, że Tom Ford to Midas naszej ery i zamienia w szczere złoto wszystko, czego się dotknie. Pokazał już co potrafi w dziedzinie mody i kosmetyków, a potem postanowił podbić świat filmu, debiutując zarówno jako reżyser i scenarzysta. Moim zdaniem debiut bardzo udany, bo Samotny mężczyzna to jeden z lepszych filmów, jakie dane mi było zobaczyć. Z jednej strony delikatny i spokojny, ale też pełen cierpienia i dylematów. Jedna rzecz, która zwróciła moją uwagę i bardzo mi się spodobała, to to jak kolorystyka ujęć zmieniała się, kiedy w życie Falconera wkraczał ktoś, kto wnosił w jego życie chociaż odrobinę radości. Momentami nasycenie barw było tak ostre, że bolały oczy, ale było to coś zupełnie nowego, czego nie widziałam wcześniej.

Ale czym byłaby ta produkcja bez tak doborowej obsady? Niesamowity Colin Firth, który samą twarzą gra tak, że ciarki chodzą po plecach. Przepiękna i niezawodna w roli melodramatycznej Charlotte Julianne Moore oraz Goode i Hoult, którzy też nie raz udowodnili, że są świetnymi aktorami.

Spłakałam się na tym filmie jak nie wiem. Jest niesamowity i jestem pewna, że wspomnienie po nim oraz uczucia jakie we mnie wywołał, pozostaną ze mną na długi czas. 

Komu polecam? Czy ja wiem? Chyba wszystkim, bo dobre filmy o miłości są uniwersalne.

Film zrecenzowany w ramach Wyzwania 2015


P.S. Homofobom, którzy zechcą pouczać mnie na temat związków homoseksualnych oraz wskazywać wersety z ich świętej księgi, mówiących jak to ich bóg nienawidzi pedałów, od razu mówię, że ich komentarze będą usuwane. Nie jestem zainteresowana wolnością słowa, która ogranicza wolność innych ludzi.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Lois Lowry - Dawca + film


Tytuł: Dawca
Autor: Lois Lowry
Wydawnictwo: Media Rodzina
Opis: W świecie Jonasza wszystko jest doskonałe: nie ma bólu, przemocy ani cierpienia, nie trzeba podejmować decyzji ani dokonywać wyborów. Nie ma też barw, muzyki ani uczuć. Obowiązuje tu ścisły regulamin, którego nikt nie waży się łamać. Każdy zna przypisaną mu rolę w społeczeństwie i wykonuje ją perfekcyjnie. Dwunastoletni Jonasz ma właśnie otrzymać swoją i rozpocząć szkolenie.
Ocena: 3-/6

Dzieciństwo Jonasza właśnie dobiega końca. Chłopiec kończy dwanaście lat, tym samym wkraczając w świat dorosłych. Każdy dwunastolatek podczas uroczystej ceremonii otrzymuje przydział do pracy, która według Starszyzny najbardziej będzie do niego pasowała. Starszyzna nigdy się nie myli, gdyż dzięki absolutnej infiltracji, ma możliwość obserwowania dzieci w każdym momencie ich życia. Wszystko po to, by rola, jaką nastolatki mają odegrać w społeczeństwie, była zgodna z ich preferencjami.

Świat, w którym żyje Jonasz nie wie, czym jest ból, głód, nienawiść czy miłość. Jego świat nie zna wojny, kolorów, muzyki ani zwierząt. Pozbawiony wszelkich bodźców jest miejscem, które społeczność uznała za bezpieczne.

Podczas własnej ceremonii Jonasz nie zostaje wywołany na scenę. Początkowo jest tylko podenerwowany, mając pewność, że nieomylna Przewodnicząca Rady Starszych ten jeden raz popełniła błąd i zaraz go naprawi. Tak się jednak nie dzieje, a chłopca ogarnia coraz większa panika. Kiedy ostatni dwunastolatek schodzi ze sceny, pada imię Jonasza. Wtedy dowiaduje się, że rola, jaką ma odegrać, jest wyjątkowo ważna i jedyna w swoim rodzaju. Chłopiec ma zostać Biorcą Pamięci.

Szkolenie Jonasza trwa już rok. Dzięki dotychczasowemu Biorcy, który każe nazywać się Dawcą Pamięci, nastolatek poznaje wspomnienia z czasów, kiedy świat pełen był barw, muzyki, emocji i sztuki był na porządku dziennym. Nastolatek postanawia porzucić dotychczasowe życie w dniu, w którym ogląda film, gdzie jego ojciec zwalnia jedno z bliźniaków jednojajowych. Jonasz od zawsze kojarzył zwolnienie z czymś miłym. W końcu zwalnianie staruszków wiązało się z wielką uroczystością i radością. Okazuje się jednak, że zwolnienie to nic innego jak zastrzyk uśmiercający zwalnianego. Od tej pory dwunastolatek i Dawca obmyślają plan, dzięki któremu wszystkie wspomnienia, które dotąd pobrał, zostaną zwrócone społeczeństwu, by to na nowo nauczyło się żyć w świecie uczuć i barw. Okazuje się jednak, że nie będzie miał na to czasu. Kiedy wraca ze szkolenia do domu, dowiaduje się, że mały chłopczyk, Gabriel, który od pewnego czasu mieszkał z rodziną Jonasza, ma zostać zwolniony kolejnego dnia z samego rana. Nie myśląc wiele, nastolatek pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i ucieka, zabierając ze sobą Gabriela. Czy uda mu się ochronić życie własne i chłopca? Czy odnajdzie azyl? Czy społeczeństwo, które do tej pory uważał za idealne, będzie w stanie poradzić sobie z losem, który je czekał?

Powiem Wam tak: to nie jest zła książka. Ale wiele, WIELE brakuje jej do dobrej. Autorka poczęstowała nas samą esencją i co prawda nie jest to złe, ale z drugiej strony nie ma tutaj żadnych wątków pobocznych, przez co powieść jest tak krótka (nie wiem, skąd na LC ponad 200 stron, moja ma ledwie 104), a co za tym idzie, nie ma szans zżyć się z bohaterami. Są tak samo nijacy jak ich szarobure, wyprane z emocji społeczeństwo. Może tak miało być, ale każdy z nas wie, że autorom zawsze zależy na tym, żeby jego postacie były ciekawe i różnorodne, a tutaj tego nie ma. Nie byłam w stanie odczuwać wszystkiego razem z Jonaszem (kto, tak nawiasem, wpadł na tłumaczenie tych wszystkich imion na polski? porażka), złość, która nim targała, kiedy dowiedział się od rodziców, że Gabriel ma zostać zwolniony spłynęła po mnie jak po kaczce, bo i z tym maluchem nie miałam okazji się zżyć.

Dziwna to książka. Jest tak cholernie bezpłciowa, że nie wiem, co więcej mogłabym o niej napisać. Zwyczajnie nie ma o czym. Jedyny pozytyw to sam koncept. Trochę taki a'la Equilibrium. Widzieliście Equilibrium? To też taki trochę Dawca, ale bardziej dla dorosłych, z większą ilością akcji i Christianem Bale'em w roli głównej. Ogólnie chodzi o pozbawienie samych siebie wszelkich bodźców, które mogłyby wywoływać emocje, tj. szeroko pojęta sztuka, zwierzęta, hormony, itd. Z jednej strony pomysł niezły, bo pozbawiając siebie uczuć, automatycznie eliminujemy nienawiść i chciwość, a te jak wiadomo zawsze prowadzą do wojny. Z drugiej, trochę szkoda, że nie ma w domach psów, kotów czy, jak w moim przypadku, królików, ale gdybym miała wybierać, to pewnie wybrałabym opcję numer jeden. To bardzo romantyczne, takie stawianie pięknych idei ponad wszystko, ale bardzo niepraktyczne, bo w obliczu wojny i śmierci, każdy dałby się pokroić za taki spokój jak w Dawcy.

Suma summarum, książka ujdzie, ale jak się nie ma zbyt dużych wymagań, bo sama koncepcja jest naprawdę ciekawa i to 3- daję właśnie za pomysł. Komu polecam? Fanom dystopii, którzy nie są zbyt wymagający.

Czy przeczytam resztę Kwartetu? Szczerze mówiąc, wątpię.

W skład Kwartetu wchodzą:

1. Dawca 
2. Skrawki błękitu
3. Posłaniec
4. Syn

Tytuł: Dawca Pamięci (The Giver)
Reżyseria: Phillip Noyce
Ocena: 3/6

Fabuły streszczać nie będę, bo zrobiłam to wyżej, przejdę więc do sedna. Oglądając, udawałam, że nie przeczytałam książki godzinę przed seansem i nie wiem, jak osoby, które faktycznie widziały tylko film, ale dla mnie to był totalny chaos. Jak mawiali starożytni Rosjanie: naucz się czytać książkę i oglądać jej ekranizację jako dwa zupełnie niezależne od siebie dzieła i formy rozrywki. Tak też się starałam, ale kuuuuuuurde! Jonas (Brenton Thwaites) i jego przyjaciele Asher (Cameron Monaghan) i Fiona (Odeya Rush) powini mieć najwyżej trzynaście lat. W książce nie istniała przemoc, a w filmie tłukli się, aż miło. W książce nie istniał też wątek miłosny, ale film przecież byłby klapą, gdyby chodziło o coś więcej niż zabujanych nastolatków. To samo zrobili z Igrzyskami Śmierci. Wiecie jak mnie to wkurza? Książka jest o wojnie, buncie, człowieczeństwie, a oni robią z tego papkę o miłości, bo nuż, widelec zaczęłabym sama myśleć o tym, jaki świat jest do kitu. 
Dawca Pamięci kipi przesadnym dramatyzmem i emocjami. Było kilka fajnych tekstów, które padły z ust Meryl Streep grającej Przewodniczącą Rady Starszych i Jeffa Bridgesa grającego Dawcę, ale to tyle. Jasne, że widząc wszystkie wspomnienia ulatujące z głowy Jonasa, poryczałam się, aż miło, ale ja potrafię popłakać się na reklamie pasty do zębów.

Film zrobiony ładnie, z rozmachem, z doborową obsadą, ale... nijaki. Do tego wyjątkowo denerwująca Kate Holmes (odmawiam nazywania "Katie" prawie czterdziestoletniej kobiety, wybaczcie) i powstała mieszanka bardzo wybuchowa. Polecam, jak ktoś ma dużo prasowania, albo gotowania. Można sobie włączyć tak jako tło.

Książkę przeczytałam w ramach Wyzwania 2015, o którym pisałam tu.


Tak naprawdę film mogłam podciągnąć pod punkt "film oparty na książce", ale obejrzałam ostatnio naprawdę niesamowity film, również na postawie książki, i to o nim napiszę w kolejnym poście.

czwartek, 23 października 2014

Zestawienie filmów o zakochanych umierających nastolatkach

Ach, jakże wesoły tytuł, nieprawdaż? Ale pogoda za oknem jakoś nie zachęca mnie do wesołości. Poza tym jest zimno i coś ugryzło mnie w stopę, dzięki czemu chodzenie stało się wyjątkowo uciążliwe. Toteż napiszę posta, pomyślałam.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Filmów o umierających nastolatkach nie ma wiele. A przynajmniej takich, w których rzeczone nastolatki umierają na raka. No chyba że o jakichś nie wiem i/lub zapomniałam. No ale do rzeczy.

(polecę chronologicznie)

Szkoła uczuć (2002)
Ach, któż nie zna tej historii? Któż nie wzdychał do Landona Cartera (Shane West), najpopularniejszego w szkole cwaniaczka, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (w roli różdżki Mandy Moore) zmienia się z lekkomyślnego nastolatka w dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę. I jak to zwykle bywa w historiach o wielkiej miłości - coś poszło nie tak. Kiedy Landon przyznaje przed samym sobą, że jest w Jamie, dziewczynie skromnej, religijnej, na pozór zupełnie nie w jego typie, po uszy zakochany, okazuje się, że Jamie jest chora. I, cóż, bynajmniej nie jest to grypa.


Keith (2008)
Natalie (Elizabeth Harnois) jest popularna. Bardzo popularna. Życie ma zaplanowane na co najmniej dwadzieścia lat do przodu. To życie to przede wszystkim świetnie zapowiadająca się kariera tenisistki oraz rodzice, których stać na wspieranie marzeń córki. Natalie jest bardzo pilną uczennicą i kiedy na lekcji chemii jej partnerem okazuje się być Keith (Jesse McCartney) - dziwak, ekscentryk i olewator - dziewczyna postanawia, że przebrnie przez to z uniesioną głową. Coś się jednak zmienia. Natalie jest zaintrygowana. W Końcu za sprawą Keitha klapki spadają jej z oczu i zaczyna dostrzegać rzeczy z szerszej perspektywy. Dociera do niej, że nie kariera, majątek i przyjaciele z wyższych sfer są najważniejsi. Ważna jest szczerość i życie dniem dzisiejszym. Z domieszką ekscentryczności. Natalie zakochuje się, a Keith łamie jej serce.

Bez mojej zgody (2009)
Kiedy państwo Fitzgerald dowiadują się, że ich córka jest śmiertelnie chora i tylko przeszczepy od dawcy idealnego będą w stanie przedłużyć jej życie, postanawiają tego dawcę idealnego począć. Rodzi się Anna i już w wieku kilku lat przechodzi pierwszą operację, która ma pomóc starszej siostrze. Po latach kilkunastoletnia Anna (Abigail Breslin) wnosi pozew przeciwko swoim rodzicom. Pozew, który ma jej dać prawo do decydowania o sobie. Ma już dość operacji, ma dość bólu na rzecz Kate (Sofia Vassilieva), która i tak niedługo umrze. Sprawa jednak nie jest taka prosta, bo rodzice Anny wiedzą, że coś jest na rzeczy. Wiedzą, że dziewczynka kocha swoją siostrę i zawsze była gotowa pomóc, nawet jeśli oznaczało to ból i dyskomfort. Okazuje się, że Kate jest już zmęczona sztucznym utrzymywaniem jej przy życiu i decyduje, że już czas odpuścić. W ciągu kilku ostatnich dni życia wspomina swoje najszczęśliwsze chwile. Są wśród nich chwile spędzone Taylorem (Thomas Dekker), chłopakiem poznanym w szpitalu.


Niech będzie teraz (2012)
Tessa (Dakota Fanning) ma siedemnaście lat. Ma listę rzeczy, które chce zrobić zanim umrze. Tessa ma też białaczkę i brak szans na wyzdrowienie. Z pomocą Zoe (Kaya Scodelario) udaje jej się wcielić większość pomysłów w życie. Czego Tessa nie miała na swojej liście to zakochanie się w sąsiedzie Adamie (Jeremy Irvine), dzięki któremu Tessa spogląda na świat inaczej niż dotychczas i który towarzyszy jej aż do końca.
Gwiazd naszych wina (2014)
Podobnie jak w przypadku pierwszej pozycji, tę zna cała książkowa blogosfera. I nie tylko zresztą, bo nawet ci, co za książkami nie przepadają, pokochali Hazel Grace (Shailene Woodley) i Augustusa (Ansel Elgort) równie mocno. Ona ma raka tarczycy z przerzutami i za namową matki zgadza się wziąć udział w spotkaniu grupy wsparcia dla osób z rakiem. On raka ma już za sobą. Ten co prawda zabrał ze sobą jego nogę, ale resztę zostawił nietkniętą. Po przeczytaniu "Czasu udręki", ulubionej książki Hazel, dwójka wyrusza do Amsterdamu, chcąc spotkać się z autorem powieści. Na miejscu muszą przełknąć bardzo gorzką pigułkę. Van Houten (Willem Dafoe) okazuje się być strasznym ignorantem. W dodatku okazuje się, że Gus wcale nie wygrał walki z rakiem.


Niektórzy pamiętają, inni nie, jak mówiłam, że "Zanim umrę", na podstawie której powstał "Niech będzie teraz", podobała mi się o wiele bardziej niż "Gwiazd naszych wina". Ta ostatnia była pełna niepotrzebnego patosu podczas gdy powieść Jenny Downham urzekła mnie swoją lekkością, mimo że temat niestety wybrała dość ciężki. W przypadku filmów było odwrotnie i mimo że oba bardzo mi się podobały, to jednak "Gwiazd naszych wina" wygrywa. Jeśli chodzi o resztę filmów w tym zestawieniu, to "Szkoła uczuć" z perspektywy czasu wydaje mi się dość mierna, "Bez mojej zgody" to film dość kontrowersyjny i trochę na siłę ckliwy, natomiast na punkcie "Keitha" miałam swego czasu niemałą obsesję i to zdecydowanie on jest w tym zestawieniu moim faworytem. Chcąc przydzielić tym pozycjom miejsca, sprawa wyglądałaby tak:

1. "Keith"
2. "Gwiazd naszych wina"
3. "Niech będzie teraz"
4. "Bez mojej zgody"
5. "Szkoła uczuć"

Jak Wy przydzielilibyście miejsca? Widzieliście te filmy? Co o nich sądzicie? A może znacie podobne, które nie znalazły się w tym zestawieniu, a uważacie je za godne polecenia?

środa, 25 grudnia 2013

"Piękne istoty" x 2


Tytuł: Piękne Istoty
Autor: Kami Garcia, Margaret Stohl
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Opis: Ethan, bohater powieści, mieszka w Gatlin – małym, nudnym miasteczku w Południowej Karolinie. Jest nastolatkiem, który gra w kosza i umawia się z dziewczynami. Uwielbia czytać i marzy o podróżach po całym świecie. Zwyczajna historia? Zapewne tak, gdyby nie fakt, że Etan ma swoją tajemnicę. Od miesięcy śni mu się ten sam sen. Widzi w nim tę samą dziewczynę, której nigdy nie spotkał.
Ocena: 5/6

Ethan to nastolatek mieszkający w Gatlin, małym miasteczku w Karolinie Południowej. W Gatlin nie dzieje się praktycznie nic, każdy dzień jest przewidywalny do granic możliwości, a jakiekolwiek odstępstwa od rutyny urastają do rangi nie lada sensacji. Ethan jest popularny i powszechnie lubiany, spotyka się z równie znaną i lubianą Emily, gra w szkolnej drużynie koszykówki, wydawałoby się, że jego życie jest łatwe i przyjemne, prawda jednak okazuje się inna. Od śmierci matki Ethan śni sny o dziewczynie, którą próbuje uratować, a która wymyka mu się z rąk. Sen powtarza się i jest bardzo realistyczny, tak realistyczny, że po przebudzeniu nastolatek umorusany jest w pyle i błocie, które obecne były również we śnie. Życie Ethana zmienia się, gdy w szkole nie pojawia się nowa uczennica Lena Duchannes, siostrzenica Macona Ravenwooda, mężczyzny, którego niewielu ludzi tak naprawdę widziało, a którego każdy obawia się jak złego ducha, bo z tym też Macon jest utożsamiany. Nastolatka bardzo różni się od reszty dziewcząt z liceum Jackson, przez co staje się obiektem drwin całej szkoły. Z wyjątkiem jednej osoby. Ethan bowiem odkrywa, że Lena to dziewczyna z jego snu.

Podoba mi się ta seria. Jest szalenie klimatyczna, a ja bardzo lubię tego typu powieści, które przy tym są napisane z pomysłem i mają ciekawą fabułę. „Piękne istoty” trzymają w napięciu i niepewności od początku do końca i nie ma tu czasu na nudę. Postaci występuje całe mnóstwo, ale każda jest inna i z charakterem. Para głównych bohaterów to inteligentne, racjonalnie myślące nastolatki. Ethan na okrągło czyta książki zakazane przez kościół Gatlin (czyli praktycznie wszystko, co kiedykolwiek zostało wydane), a Lena zaczytuje się w poezji Bukowskiego, sama zresztą też pisze. Nie jest płytka i zaślepiona miłością od pierwszego wejrzenia. Lena jest podejrzliwa i ostrożna, targają nią przeróżne emocje, z jednej strony nie chce być taka jak nastolatki z Gatlin, jednak z drugiej chciałaby być przez nich akceptowana i lubiana. Chciałaby wieść normalne, nastoletnie, beztroskie życie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że to niemożliwe ze względu na to, kim tak naprawdę jest. Ethan natomiast zachowuje się jak normalny nastolatek – nie zawsze wie, co powiedzieć i jak się zachować, trochę obawia się własnych uczuć, popełnia błędy, przez co uczucie tych dwojga rozwija się powoli i w takim tempie, w jakim powinno.

„Piękne istoty” to powieść bardzo dynamiczna, ale nie odczułam, żeby cokolwiek działo się zbyt szybko, przez co książkę czyta się naprawdę dobrze, nie odnosząc wrażenia, że cokolwiek zostało napisane na siłę i bez uprzedniego przemyślenia.

Jestem jak najbardziej na tak i zabieram się już za kolejny tom.

Komu polecam? Każdemu, kto lubi fantastykę i romans paranormalny, bo mimo że książka jest o nastolatkach, to jednak uważam, że spodoba się większości, które zaczytuje się w w/w gatunkach. Dostajemy wielką miłość, intrygę, mnóstwo wątków fantastycznych, a momentami odrobinę dramatu. To mieszanka, która w połączeniu z ciekawą fabułą zaowocowała bardzo porządną powieścią. 

Seria "Kroniki Obdarzonych":

1. Piękne Istoty 
2. Istoty Ciemności
3. Istoty Chaosu
4. Beautiful Redemption


Tytuł: Piękne Istoty (Beautiful Creatures)
Reżyseria: Richard LaGravense
Ocena: 2/6

Ten film to nie jest ekranizacja książki. On nawet nie został oparty na fabule, może jedynie o nią potarty. Niewiele rzeczy tutaj zgadza się z książką, wszystkie wątki zostały wrzucone do jednego wora, przemieszane i zrobiono z tego film. Wyszło chaotycznie, nie wiadomo, co i skąd się wzięło, ba! były nawet wątki, których w książce próżno szukać. Lena jakaś mało lenowata, Ethan też nie do końca taki, jaki powinien być, jednak jego postać jest chyba najbliższa pierwowzoru. 

Ciekawa jestem, czy połapałabym się w fabule filmu, gdybym nie czytała książki i czy wtedy by mi się podobało. Dziwi mnie, że udział w tym przedsięwzięciu wzięły ikony kina takie jak Jeremy Irons i Emma Thompson. Jestem zawiedziona, nie podobało mi się i zwyczajnie nie polecam, chociaż ciekawa jestem, co sądzą o filmie osoby, które nie czytały książki. Słyszałam, że jest porównywany do Zmierzchu (niedługo nawet Biblia będzie porównywana do Zmierzchu; jakby Zmierzch był jakimkolwiek wyznacznikiem dla czegokolwiek).

*****

Nie miałam wcześniej okazji, żeby życzyć Wam wesołych świąt. Mam nadzieję, że spędzicie ten czas z dala od trosk i kłopotów życia codziennego, że upłynie Wam on radośnie, wśród bliskich, przy dobrym jedzeniu i miłej atmosferze.

Natomiast fanów Sherlocka i Doctora Who pozdrawiam i macham omdlewającą łapką, bo te święta, to wyjątkowo intensywny dla nas okres ;)

niedziela, 17 listopada 2013

Trzy metry nad niebem [film]


Tytuł: Trzy metry nad niebem/Tres metros sobre el cielo/3MSC
Reżyseria: Fernando González Molina
Ocena: 6/6

Dziś będzie film, ale historia mimo wszystko ma swój początek w książce. "Trzy metry nad niebem" to powieść autorstwa włoskiego pisarza Federica Moccii, a na podstawie tejże powstały dwie wersje filmu o tym samym tytule. Jedna wersja, wcześniejsza, jest włoska, druga - hiszpańska. No dobra, ale dlaczego w tytule posta widnieje tylko hiszpański tytuł? Powód jest prosty - osobiste preferencje. Hiszpańska wersja pełna jest emocji (tak pozytywnych, jak negatywnych), nie brak też uniesień, całość jest jakoś bardziej dynamiczna i ciągle coś się dzieje, podczas gdy włoska wersja ciągnęła mi się jak flaki z olejem, mimo że to podobno Włosi właśnie powinni wiedzieć jak najlepiej wyrażać uczucia. Ale do rzeczy. Ostrzegam jedynie, że "Trzy metry nad niebem" to typowy romans, więc nie wiem, czy panom się spodoba.

Na samym początku poznajemy Hache (Mario Casas) odpowiadającego przed sądem za brutalne pobicie. Chłopak jest młody i niegłupi, jednak to jedno zdarzenie wpłynęło na niego na tyle, że zmienia się nie do poznania.Wybiegając z sądu, wskakuje na motor i pędzi przed siebie. Stojąc w korku zauważa wystawioną przez okno luksusowego samochodu dziewczęcą głowę, którą komplementuje, wykrzykując "brzydula". Tak wygląda pierwsze spotkanie Babi (Maria Valverde) i H. 



Kolejne spotkanie dwójki wypada na urodzinowej imprezie, na której Hache i jego koledzy w ogóle nie powinni się zjawić. Babi, mimo postawy chłopaka, powoli przełamuje niechęć i między parą rodzi się wielkie uczucie pełne wzlotów i upadków.

"Trzy metry nad niebem" to teoretycznie typowy romans opowiadający o zakazanej miłości dziewczyny z dobrego domu i typa spod ciemnej gwiazdy, pełen intensywnych uczuć i emocji, ma jednak w sobie coś, co urzeka i sprawia, że raz obejrzany pozostaje w sercu na zawsze. Nie brak tu również pięknej scenerii i słów chwytających za serce.

Osoby, które czytają mnie w miarę regularnie, wiedzą, że mam uczulenie na głupie bohaterki tak książek, jak filmów, tutaj jednak nie drażniło mnie nic. Postać Babi jest naturalna i dobra, stanowiąca równowagę dla H. 

Poza tym, i w tej kwestii nie ma co się oszukiwać, w tym filmie jest na co popatrzeć. Mario Casas wygląda niesamowicie w roli "złego chłopca", a Maria Valverde jest po prostu tak śliczna, że nie mogłam oderwać od niej oczu.

No, będzie. Myślę, że paniom, które lubują się w romansach, film spodoba się na pewno, bo to dobra historia, a i ujęcia niczego sobie. Polecam :)

Dwie piosenki z filmu, które przykleiły się do mnie tych kilka lat temu i nie chcą się odkleić ;)


Plus zupełnie niezwiązany z filmem kawałek, który też się przyczepił.

sobota, 7 września 2013

Iluzja [film]



Tytuł: Iluzja (Now you see me)
Reżyseria: Louis Leterrier
Ocena: 6/6

Jestem świeżo po seansie i mogę gadać bzdury (jakby to było coś nowego), więc z góry przepraszam.

Zacznę od tego, że na ten film trafiłam zupełnie przypadkowo. Kilka fajnych gifów na Tumblrze, odpowiednie tagi i po chwili już zaczęłam oglądać.

Iluzja opowiada historię czworga iluzjonistów: Daniela (Jesse Eisenberg), Merritta (Woody Harrelson), Henley (Isla Fisher) i Jacka (Dave Franco). Każde w różnym wieku, zajmujące się innymi sztuczkami, jedni mniej, drudzy bardziej popularni. Co ich łączy to to, że

któregoś razu każde znajduje u siebie kartę tarota z datą, godziną i adresem na koszulce. Stawiają się w wyznaczonym miejscu i tu zaczyna się dziać magia. W pomieszczeniu wyświetla się hologram, który widz nie bardzo wie, czym jest, ale domyśla się, że to jakieś wskazówki.

Następnie widzimy naszą czwórkę występującą przed ogromną publicznością jako Czterej Jeźdźcy. Swoje sztuczki wykonują z pompą i na najwyższym poziomie, chciałoby się rzec, że to już prawdziwa magia, dlatego też na ogonie siedzi im pewna osoba, były magik, Thaddeus Bradley (Morgan Freeman), chąca ujawnić tajemnice Jeźdźców. Natomiast po kolejnej sztuczce, w której czwórka rabuje bank na oczach widowni, dorwać chce ich także FBI, a sprawę dostaje agent Dylan Rhodes (Mark Ruffalo).

Wydawać by się mogło, że iluzjoniści grają stróżom prawa na nosach i za nic mają sobie wszelkie zasady, tak naprawdę jednak działają w imię wyższego dobra, pokazują nam różnice między prawdą a kłamstwem, magią a przestępstwem. Nasi magicy zapoznają się z bowiem definicją tajnej i pradawnej organizacji Oko poszukującej nowych talentów, która to od dawien dawna za sprawą magii i sztuczek odgrywała naszego polskiego Janosika, czyli zabierała biednym i dawała bogatym.


Na początku filmu Daniel mówi "Podejdź bliżej. Bliżej. Ponieważ im więcej myślisz, że widzisz, tym łatwiej mi cię oszukać. Bo czym jest to, co robisz? Patrzysz, ale tak naprawdę filtrujesz i interpretujesz, szukasz sensu. Moim zadaniem jest wykorzystać ten cenny dar, który mi ofiarowujesz - twoją uwagę - i użyć jej przeciwko tobie". Motto Daniela to "Im bardziej patrzysz, tym mniej widzisz" i to prawda. Skupiamy uwagę na detalach, na "tu i teraz", nie dostrzegając rzeczy większych, istotnych, rzeczy, które wcale nie muszą mieć miejsca tu i teraz.

Następną wskazówkę dostajemy podczas kolejnego show Czterech Jeźdźców, Daniel mówi "Patrzcie tak uważnie, jak możecie, bo sztuczki, które za chwilę zobaczycie, będą wydawały się zupełnie ze sobą niezwiązane, ale zapewniamy, że są". Każda z kolejnych iluzji była mniej lub bardziej wyrafinowana, całkiem nowa i taka, którą każdy już zna. Ta wskazówka jednak dotyczyła nie tylko konkretnego show, ale całego filmu. Skupiałam się na detalach, analizowałam, oglądałam triki mniej i bardziej zaskakujące, pozwalałam odwrócić swoją uwagę i manipulować nią. Każda jedna wskazówka była dla nas, bo to my byliśmy widownią, a film był występem, iluzją.
Wszystko oczywiście jest do przewidzenia, ale mnie się nie udało, dlatego tak bardzo podobała mi się "Iluzja". Film zrealizowany z rozmachem i pomysłem, ze świetną obsadą i rzecz jasna, jak na prawdziwą magiczną sztuczkę przystało, wielkim, pompatycznym finałem. W sumie to zastanawia mnie, dlaczego nie słyszałam o tym filmie. Nigdzie nie było trailerów ani reklam, cisza zupełna, a szkoda, bo chętnie wybrałabym się do kina.
Ode mnie wielka, tłusta 6. Rewelacja.
P.S. Miałam przygotować trochę więcej gifów, bo jest na co popatrzeć, ale jak znam siebie, to do rana bym siedziała w fotoszopie, a tego bym nie chciała :P

piątek, 30 sierpnia 2013

"5 filmów mojego dzieciństwa"


Nominowana zostałam przez Łukasza z lukkiluke, który nie raczył mnie poinformować o nominacji, dlatego wpis dodaję z opóźnieniem. 

  1. "Diuna" z '84

Uwielbiam ten film mimo tych kiepskich, patrząc z perspektywy czasu, efektów i niezgodności z książką. To film, który automatycznie kojarzy mi się z dzieciństwem, obejrzeliśmy go z tatą z milion razy i nadal zdarza nam się oglądać, ale broń Boże z płyty czy z dysku, musi być z kasety VHS, bo nic tak nie dodaje klimatu jak rozmyty obraz, kiepski dźwięk i przejeżdżające co chwila krechy, oznaczające zjechaną do granic możliwości taśmę - dzieciństwo, ot co! Poza tym Paul Atryda... no kurde...





Patrzę na ten obrazek i już zaczynam płakać

2. "Królowa śniegu" z '57
Jeśli nie widzieliście tej wersji, toście jeszcze nic w życiu nie widzieli. Ciężko w internetach znaleźć tę bajkę z lektorem, a nie dubbingiem, ale udało mi się i mając lat 22 obejrzałam, wypłakując sobie oczy. Czy oglądając filmy z dzieciństwa też macie to dziwne uczucie? Ciężko je w ogóle nazwać, coś pomiędzy deja vu a nostalgią. Uwielbiam tę bajkę, bo wywołuje we mnie dokładnie to uczucie.


3. "Kevin sam w domu"

Oglądam bez względu na porę roku i nikt mi nigdy nie wmówi, że Kevin jest nudny i że nie na czasie, i że można się w święta obejść bez Kevina - nie można. Oglądam co roku, odkąd pamiętam, oczywiście z kasety VHS nie inaczej, bo kasety VHS to kwintesencja dzieciństwa dzieci lat 90tych.




4. "Piękna i Bestia"

"Piękna i Bestia" koniec kropka. Rzecz jasna tylko z kasety i tylko z lektorem. Czasem sobie włączę i na dźwięk melodii z czołówki zaczynam rzewnie płakać, że nie wspomnę o końcowym chórze.






5. "Opowieść o dinozaurach"

Niestety tej bajki nie mogę znaleźć z lektorem, a taką ją właśnie pamiętam, szkoda, bo lektor jednak miał swój urok, kiedy byłam brzdącem, a na kasecie nie mam, bo własnoręcznie wykasowałam, mając lat 6 bodajże. Jednak z lektorem czy z dubbingiem - bajka kozak. Momentami trochę mroczna.



Do tego jeszcze cała masa innych bajek. Weźmy na przykład "My Little Pony", ale te stare, z '85, albo cykl Najpiękniejsze Bajki produkcji Hanna Barbera, które opowiadała Olivia Newton - John (och, jak ja tęsknię za tymi właśnie bajkami, w internecie niemożliwe do odnalezienia). A skoro jesteśmy już przy dzieciństwie, to na kasetach magnetofonowych mieliśmy całe mnóstwo słuchowisk i jednym z nich były Dzikie Łabędzie. Przepiękna bajka, z przepiękną muzyką, opowiadana przez niesamowicie ciepły męski głos - tego też nigdzie nie mogę znaleźć, jedyne, co wynalazłam, to bajka opowiadana przez Żebrowskiego i jakąś kobitkę, ale to nie to. Szukałam ostatnio w domu tej kasety, ale wyparowała, pewnie ktoś ją wyrzucił przy przeprowadzce i wierzcie mi lub nie - płakałam przez kilka dni.

No. Będzie. Postem rządzą bajki, ale to właśnie one przenoszą mnie do dzieciństwa za każdym razem, kiedy je oglądam.

Nominuję wszystkie blogi, które mnie obserwują i czytają tę notkę (poza tymi, które już się bawiły, chyba że macie ochotę pobawić się raz jeszcze), mówię serio, pójdę i sprawdzę, czy wywiązaliście się z zadania.

Pozdrawiam!

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...