sobota, 4 października 2014

Book Tag

Nie wiem, o co chodzi. Podobno ta zabawa przybrała po drodze już tyle form, że nikt tak naprawdę nie pamięta, jak wyglądał oryginał. Ten mnie jednak nie interesuje, szczerze powiedziawszy, bo to ta jedna z wielu form przyciągnęła moją uwagę. Zobaczyłam ją u Renaty i postanowiłam się nominować, bo każdy powód do pogadania o książkach jest dobry ;) 

Twoja ulubiona krótka książka.
W 1997 roku wydawnictwo MOVEX wydało serię książeczek, w ich skład wchodziły najbardziej znane bajki dla dzieci. Pamiętam, że miałam wszystkie z wyjątkiem jednej, Śpiącej królewny, ale ta, która najbardziej zapadła mi w pamięć to Dziewczynka z zapałkami Andersena (wybaczcie zdjęcie, rodzicielka uczyniła telefonem, a ja dołożyłam wszelkich starań i fotoszopowych umiejętności, żeby jakoś ono wyglądało. Nie każda Dziewczynka z zapałkami, ale ta jedna, konkretna, bo mimo że tę historię wszyscy znamy, to ilustracje Erin Augenstine sprawiają, że jest to zupełnie nowe doznanie. Ilustracje są przepiękne, kolorowe i bogate w detale. Zanim wyjechałam za granicę, przeglądałam te książeczki - bo teraz już powędrowały do pokoju mojej młodszej siostry, więc nie mogłam zabrać ich ze sobą - i ciężko było mi nie rozczulić się nad historią Dziewczynki raz jeszcze. Do moich ulubionych zaliczam także Królewnę Śnieżkę, którą również ilustrowała Augenstine. Pamiętam, że jako dziecko, zachwycałam się urodą królewny, która faktycznie na ilustracji była tak śliczna, jak ta opisana w bajce.

Książka, którą każdy przeczytał i poczułeś presję, żeby ją przeczytać.
Chyba jeszcze nigdy nie czułam takiej presji. Na długo zanim TFIOS została przetłumaczona na język polski, słyszałam i czytałam peany wygłaszane na jej cześć. Sami zresztą wiecie, jak wielki był ten hajp. Obudowy na telefon, koszulki, pościele, torty urodzinowe, słowem: wszystko. No więc myślę sobie, że to musi być coś dobrego. Doczekałam się polskiego tłumaczenia, naczytałam się pozytywnych recenzji, kupiłam, przeczytałam i... kicha. Kicha, no. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego i Gwiazd naszych wina Johna Greena jest dla mnie nauczką, żeby nie wierzyć we wszystko, co mówią internety. Muszę jednak przyznać, że niedawno obejrzałam film (przed obejrzeniem którego broniłam się rękami i nogami) i wyłam jak bóbr. Obsada dała radę (chociaż Augustusa mimo wszystko bym wymieniła), no i soundtrack... cudowny. Ed Sheeran jak zwykle nie zawiódł. All of the Stars jest przecudowna. Jak i reszta zresztą ;)

Książka, którą przeczytałeś zanim to było popularne.
Pięćdziesiąt twarzy Greya przeczytałam w oryginale. Tak się złożyło, że zaraz kiedy została wydana. Niespecjalnie na nią czekałam, po prostu zobaczyłam na Amazonie czy gdzieś, przeczytałam opis, myślę "o, BDSM, fajnie, biorę", no a potem czytam i okazało się, że wcale nie tak fajnie. Nigdy nie czytałam bardziej anty feministycznej książki o tak chorym związku. Byłoby miło, gdyby KOBIETY przestały w końcu ukazywać mężczyzn takich jak Grey, czyli stosujących przemoc fizyczną i psychiczną oraz wykorzystujących przewagę nad osobą słabszą, jako kochanków idealnych, bo robią innym kobietom niedźwiedzią przysługę. Grey to nie jest kochanek idealny. Od Greya trzeba uciekać, gdzie pieprz rośnie, a potem znaleźć sobie partnera, a nie pana i władcę. Sądzę też, że byłoby dość ciekawie, gdyby KOBIETY przestały ukazywać bohaterki swoich książek jako szare myszki, w których drzemią lwice. Dlaczego one nie mogą być od samego początku pewne siebie i swojej seksualności? W zamian dostajemy Anę, która mając lat dwadzieścia trzy odkrywa, że to, co ma między nogami, nie służy tylko do siusiania. SERIO?

Książka, która nie pamiętasz czy ci się podobała, czy nie.
Niektórzy wiedzą, że lubię Piekarę. Inni wiedzą, że lubię go do tego stopnia, że mam wszystkie jego książki i opowiadania wyrwane z czasopisma FANTASY, którego był redaktorem naczelnym. Lubię i lubić będę zawsze, mimo że im starsza jestem, tym bardziej moje poglądy na pewne sprawy się zmieniają i nie zawsze zgadzam się z tymi w książkach Piekary. Niemniej jednak lubię. Co nie zmienia faktu, że nie pamiętam, jak babcię kocham, nie pamiętam, czy Świat jest pełen chętnych suk mi się podobała. Nie jest no nowela, ale zbiór opowiadań, ale czy mi się podobały? Nie wiem. Nie pamiętam.



Książka tak ładna, że musiałeś zrobić jej zdjęcie.
Nie robię zdjęć książkom, bo nie mam takiej potrzeby. Zresztą i tak zwykle czytam na Kindlu, którego kocham tak mocno, że często robię mu zdjęcia i wrzucam na Instagrama :D









Książka, której chciałbyś zobaczyć ekranizację.
Ambasadoria Miéville'a jest tak cholernie dziwna - w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa - że zastanawiam się, w jaki sposób zostałyby przedstawione postacie. Najbardziej ciekawią mnie oczywiście Ambasadorowie. No i Gospodarze. Jestem pewna, że praca nad nimi wymagałaby mnóstwa pracy i otwartości umysłu, bo tego Miéville ma pod dostatkiem. 

Wyniki wyszukiwania

Wyniki wyszukiwania








    Książka, którą polecasz wszystkim.
    Pamiętam cię to najlepszy i najbardziej klimatyczny horror jaki czytałam. Nie thriller, horror. Taki z paranormalnymi zjawiskami i duchami, i złymi mocami, i wszystkim. Nadaje się szczególnie na październik, bo a) za oknem zaczyna robić się nieciekawie, a w książce klimat też raczej surowy, b) jeśli świętujecie Halloween, to ta pozycja zdecydowanie się nadaje, i c) bo to kawał, KAWAŁ świetnej literatury, niedoceniony moim zdaniem.





Do zabawy nominuję wszystkich, którzy kiedykolwiek trafią na tego posta, bo jest całkiem fajna. Nie zapomnijcie tylko podlinkować swojego posta w komentarzach, chętnie zajrzę i przeczytam Wasze typy ;)

Jeśli chodzi o prywatę, to dostałam w spadku złotą rybkę, uczę się norweskiego, oduczyłam się siedzenia przed komputerem 25/7 i dużo, dużo czytam.

Wyniki wyszukiwaniaChina Miéville

Wyniki wyszukiwaniaChina Miéville

sobota, 23 sierpnia 2014

Jacek Piekara - Przenajświętsza Rzeczpospolita


Tytuł: Przenajświętsza Rzeczpospolita
Autor: Jacek Piekara
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Opis: Autor tak mówi o swojej powieści: „wyobraźcie sobie sojusz osobników pokroju Rydzyka, Millera i Michnika i co z tego sojuszu wyewoluowałoby za lat -dzieści. Fanatyzm religijny połączony z totalną degeneracją państwa i jego urzędników, a wszystko w fałszywie moralizatorskim, ideologicznym sosie, mającym zakłamać każdy aspekt życia”.
Ocena: 4-/6

W trzydzieści lat po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej kraj, który znamy to przeszłość. Panują tu strach i choroby, kwaśny deszcz koloru rdzy brudzi ubrania, a chmury smogu spowijające niebo przesłaniają słońce za dnia i gwiazdy nocą do tego stopnia, że w ogóle ich nie widać i tylko co bogatsi obywatele mogą pozwolić sobie na cyfrowe projekcje tychże. Jednym z nich jest pisarz Konrad Piotr, który wzbogacił się, publikując książki i artykuły zgodne z tym, co narzucił Kościół. Jest i poseł Lepki, który określony został mianem jednego z tysięcy likwidatorów spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, którą kiedyś nazywano Polską. Jest też Atlas Symbol, poeta, zwyczajny Polak, który ma wiele do powiedzenia, ale nigdy w obliczu zagrożenia i który odwraca wzrok, kiedy komuś dzieje się krzywda. Mamy Amalryka Dymałę, urzędnika, który w wyniku pewnych zbiegów okoliczności pnie się po szczeblach kariery w trybie ekspresowym. Nie należy zapomnieć o postaci, przed którą drżą wszyscy wyżej wymienieni - pan Światłoniesień, którego nazwisko dość dobitnie sugeruje jego zamiary.

Polska to kraj brudny, szary, biedny i pijany, sprzedany kawałek po kawałku i skorumpowany. Polska to kraj, w którym rządzi Kościół; kraj, w którym prezydent to jedynie bezmyślna marionetka kurczowo ściskająca pluszowego misia i plotąca coś od rzeczy. Obywatele żyją w strachu przed policją i zesłaniem na Śląsk, który stał się dla współczesnej Polski tym, czym był dla niej Oświęcim w czasach drugiej wojny światowej. Polska to obraz nędzy i rozpaczy. Sytuacja zmienia się, kiedy na Suwalszczyźnie zostają odkryte złoża ropy, na które już ostrzą sobie ząbki grube ryby, wietrząc tu konkretny interes. Czy Polska ma jeszcze szansę, by pozbyć się pasożytów, odrodzić się i pokazać swą wielkość?

Do napisania tej recenzji zbieram się od tygodnia. Nie że brak mi weny, po prostu nie bardzo wiedziałam, jak się do tego zabrać. Książka wywołuje różne emocje. Moim zdaniem jest to taka słodko-gorzka powieść, dystopia mająca ukazać obraz upadku Polski i polskości po przejęciu rządów przez Kościół. Dlaczego słodko-gorzka? Bo coraz mniej przypomina dystopię, a coraz bardziej biografię. Jeśli śledzicie wydarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to wiecie, o czym mówię.

"Przenajświętsza..." to powieść mocna, surowa i przepełniona nienawiścią, obnażająca nasze, Polaków, wady. Jak na mój gust trochę za dużo tutaj przekleństw. Lubię Piekarę, to mój ulubiony autor, więc przywykłam do słownictwa, jakiego używa w swoich powieściach. Sama od używania mocnych epitetów też raczej nie stronię, ale całkiem możliwe, że z biegiem lat gust mi się po prostu zmienia i coraz mniej podoba mi się tak duże ich stężenie w jednej książce.

Jeśli chodzi o akcję i fabułę, to sama nie wiem. Z jednej strony wszystko przebiega raczej płynnie, czyta się szybko i dość przyjemnie, ale bywają momenty, które nie wiadomo skąd się biorą, a potem nie są objaśnione. Akcja biegnie jednostajnie i wije się tylko po to, żeby pod koniec zawiązać się i zakończyć w ciągu kilku stron. Tak jakby brakło już pomysłów i czas naglił, więc trzeba było raz dwa skończyć i od razu słać książkę do druku, w efekcie czego po skończeniu zamknęłam ją i zrobiłam :/, bo nie do tego przyzwyczaił mnie Piekara. Jego książki są zwykle dopracowane i dopięte na ostatni guzik, a tutaj takie niemiłe zaskoczenie.

Technicznie nie mam się do czego przyczepić. Fabryka Słów jak zwykle odwaliła kawał dobrej roboty, redagując książkę. Błędów się nie doszukałam, ale całkiem możliwe, że to dlatego, iż moje wydanie ma już kilka ładnych lat, a wtedy wydawnictwa wciąż dbały o to, żeby to, co wydają trzymało się kupy i nie wywoływało gęsiej skórki nawet u najbardziej wymagającego czytelnika.

Podsumowując: czy mi się podobało? Tak i nie, ale bardziej tak. Czy polecam i komu? Jasne, że polecam. Powieść powinna spodobać się fanom polskiej fantastyki, fanom Piekary, fanom dystopii i antyutopii.

***

Nie sądziłam, że nadejdzie w moim życiu taki moment, kiedy nie będę wiedziała, co czytać. Jestem teraz za granicą i wszystkie moje papierowe książki zostały w domu. No, poza jedną, która zmieściła mi się w bagażu, czyli Z zimną krwią Capote, ale tej nie mam ochoty teraz czytać. Postanowiłam, że nadrobię moją ukochaną serię o Mrocznych Łowcach autorstwa Sherrilyn Kenyon, ale nie chcę jej recenzować, bo to - włączając opowiadania - chyba 32 część, a potem? Nie wiem. Mam mnóstwo folderów z ebookami i może po prostu zacznę alfabetycznie, żeby było sprawiedliwie?

czwartek, 31 lipca 2014

English Matters "English spoken today"


Tytuł: English Matters
Wydawnictwo: Colofrul Media
Opis: English Matters to dwumiesięcznik tworzony przez polsko-brytyjski zespół specjalnie dla wszystkich zainteresowanych nauką języka angielskiego. Jego treść stanowią różnorodne artykuły ilustrowane kolorowym materiałem zdjęciowym.
Ocena: -
Najnowsze wydanie English Matters poświęcone jest w całości językowi angielskiemu. Na początek dostajemy oczywiście sporą dawkę historii. Poznamy ważne osobistości, które na przestrzeni wieków miały ogromny wpływ na ten język. Dowiemy się też, dlaczego angielski to po prostu francuski ze śmiesznym akcentem. Read All About it - in the Tabloids serwuje nam nie tylko dawkę historii brukowców, ale także odsłania całą prawdę o ich zamiłowaniu do szokujących nagłówków oraz gier słownych. 

What's in a Language to artykuł o tym, jak duży wpływ na dzisiejsze słownictwo krajów nieangielskojęzycznych ma tenże język i jak bardzo sami "zangielszczamy" słowa, którym wcale nie jest to tak naprawdę potrzebne. Myślę, że wywodzi się to stąd, że język angielski jest bardzo plastyczny i nowe słowa można sobie samemu w potrzebie ulepić, w języku polskim jest to nieco trudniejsze. Osoby które cenią sobie poprawność językową raczej nie uciekają się do takich zabiegów, a nowomowę tolerują jedynie w wydaniu Norwida. Dalej mamy artykuł o przeklinaniu, który uświadamia, że nie warto "rzucać mięsem" w obcym języku, jeśli istnieje choćby cień szansy, że możemy coś przeinaczyć, a już za chwilę czytamy o slangu, skąd się wziął oraz kto i dlaczego go używał (zanim stało się to popularne we wszystkich grupach społecznych). Tak jak w poprzednim numerze, tak i w tym otrzymujemy możliwość nauki języka poprzez tekst piosenki. Tym razem jest to nauka slangu z Outkastem i Hey... Ya. Zostaje tutaj wyjaśniona między innymi kwestia używania do/don't przez native speakerów, kiedy ewidentnie powinni użyć does/doesn't. Moim zdaniem to zwykłe niedbalstwo i lenistwo, dlatego nie cierpię slangu. 

Dr. Phil - the Cure for the Modern Times? to tekst o znanym i uwielbianym przez Amerykanów psychiatrze Philu McGrow, który stał się sławny dzięki Oprah Winfrey, a który już niedługo potem dorobił się własnego programu. Każdy odcinek show to czterdzieści minut opowieści ludzi "po przejściach", coś jak nasze Rozmowy w Toku, z tym że może mniej żenujące. Głosy na temat programu są jednak podzielone. Jedni sądzą, że program jest jak najbardziej pomocny, gdyż jego goście odczuwają znaczną ulgę, mogąc wygadać się komuś, kto chętnie im pomoże i zaoferuje pocieszenie. Inni natomiast, że żeruje na nieszczęściu innych, lekarze zaś twierdzą, że czasem zdarzają się przypadki, którym nie można pomóc w ciągu jednego czterdziesto minutowego odcinka. Następny artykuł spodobał mi się chyba najbardziej, bo opowiada o homoseksualnych pisarzach, którzy za wszelką cenę nie chcieli ukrywać kim naprawdę są i jak tego typu literatura ewoluowała na przestrzeni lat. I chociaż niektórzy nadal kręcą nosem, to jednak homoseksualiści mogą śmiało mówić o swoich uczuciach bez strachu przed więzieniem. 

The Risk of Axing Questions - Nigerian Pidgin to artykuł, jak sama nazwa wskazuje, o Nigerii, najbardziej popularnym państwie Afryki, oraz różnorodności językowej, która tam panuje. Mówi się tam bowiem w aż 521 językach, przy czym angielski wciąż pozostaje językiem urzędowym. Ta różnorodność prowadzi do niedomówień, w konsekwencji czego wychodzą kwiatki językowe, które na pewno wywołają uśmiech na twarzy. Ostatnie dwa teksty mówią o ewolucji języka spowodowanej przez uzależnienie ludzi od pisania smsów oraz o programach komputerowych, które umożliwią nam naukę angielskiego oraz jak taki program nabyć, nie wydając przy tym fortuny. 

Czasopismo miałam możliwość przeczytać dzięki wydawnictwu Colorful Media.



Jako że za dwa tygodnie wyjeżdżam za granicę, byłam zmuszona zakończyć współpracę z wydawnictwem Colorful Media, więc to zapewne ostatni numer English Matters jaki tutaj recenzuję. Moja współpraca z wydawnictwem była krótka, ale sądzę, że owocna i chciałabym podziękować za możliwość nauki języka w sposób, który najbardziej mi odpowiada.

poniedziałek, 28 lipca 2014

China Miéville - Dworzec Perdido


Tytuł: Dworzec Perdido
Autor: China Miéville
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Opis: Od ponad tysiąca lat Parlament z pomocą brutalnej milicji sprawuje kontrolę nad społecznością robotników i artystów, szpiegów i żołnierzy, uczonych i magików, a także włóczęgów i prostytutek. Lecz oto w Nowym Crobuzon pojawia się kaleki przybysz z mieszkiem pełnym złota i zleceniem, którego niepodobna wykonać. Za jego sprawą, choć bez jego udziału, miasto dostaje się w szpony niepojętego terroru, a losy milionów obywateli zależą od garstki renegatów.
Ocena: 5-/6
Nowe Crobuzon. Metropolia. Centralny punkt świata Bas-Lag, w którym ludzie, zmutowani prze-tworzeni oraz obce rasy żyją koło siebie we względnej symbiozie. Miasto wiecznie spowite chmurami smogu i rządzone twardą ręką Parlamentu i milicji nie nastraja do odwiedzin, a mimo to zjawia się w nim tajemnicza postać rozpaczliwie szukająca pomocy. Odnajduje tu Isaaca Dana der Grimnebulina, ludzkiego naukowca, który rozpoznaje w Yagharku garudę, przedstawiciela rasy ludzi-ptaków żyjących w Cymek. Yagharek, jak się okazuje, utracił skrzydła, co było jego karą za zbrodnię, której się dopuścił. Zbrodnię "kradzieży wyboru drugiego stopnia z kompletnym nieposzanowaniem". Isaac nie rozumie, co to oznacza, ale postanawia pomóc garudzie, uznając jego przypadek za szalenie fascynujący, Yagharek bowiem nie chce zwyczajnych, doczepianych skrzydeł. On znów chce latać, nie będąc zależnym od żadnej maszyny, niezależnie od metody czy środków podjętych przez Grimnebulina. Naukowiec od razu zabiera się do pracy, korzystając z pomocy Lemuela Pigeona, który jest kontaktem Zaaca z przestępczym półświatkiem. Mężczyzna prosi Piegona, by ten dostarczył jak najwięcej różnorodnych próbek w postaci osobników, które posiadły zdolność latania. Lemuel puszcza informację w eter i już wkrótce pracownia Grimnebulina roi się od najróżniejszych skrzydlatych gatunków zamieszkujących Nowe Crobuzon. Szczególną uwagę naukowca przyciąga piękna, wielokolorowa gąsienica. Zupełnie przypadkiem odkrywa, że istota nie chce pożywiać się niczym, poza nowym, silnym narkotykiem, który ostatnio pojawił się w mieście. Najedzona, wielka i tłusta gąsienica zaczyna się przepoczwarzać. Isaac nie może doczekać się finalnego produktu tej przemiany, nie zdając sobie sprawy, że już wkrótce za jego sprawą w mieście zapanuje terror, jakiego dotąd Nowe Crobuzon nie widziało.

Dworzec Perdido to moje kolejne spotkanie z twórczością Chiny Miéville'a. Pierwszy raz zapoznałam się z nią, czytając Ambasadorię i już wtedy byłam pod wrażeniem, jest to bowiem twórczość oryginalna na tyle, że zasługuje na uwagę.  To jeden z tych autorów, z których dziełami warto się zapoznać, nawet pomimo braku zainteresowania gatunkiem, bo są jedyne w swoim rodzaju. Zastanawiam się czasem, w jaki sposób pracuje mózg autora, bo jakby nie było, trzeba mieć łeb, żeby wymyślić nowe nazwy dni tygodnia czy też miesięcy, że o zupełnie nowych rasach nie wspomnę. Do tego dochodzi steampunk i przygnębiająca aura swego rodzaju antyutopii, która towarzyszy nam od początku do końca powieści. Powiem tak: Dworzec Perdido to świetna przygoda. Nietuzinkowa fabuła, różnorodne, wielowymiarowe postacie, jedynym mankamentem jest to, że ta książka jest zwyczajnie za długa. To prawie 650 stron, a prawdziwa i konkretna akcja zaczyna się tak naprawdę pod sam koniec. Muszę przyznać, że przez większość czasu niestety się nudziłam i to między innymi dlatego przeczytanie tej książki zajęło mi tyle czasu. Opisy miasta, jego dzielnic i mieszkańców, owszem, są ciekawe, ale jak dla mnie było tego za dużo. Do tego dochodzą rozwleczone wątki, często zupełnie niepotrzebnie. Zatem skąd taka wysoka ocena, zapytacie. Ano stąd, że to naprawdę świetna powieść, koncept ciem żywiących się umysłami, wypijającymi myśli, sny i marzenia jest niesamowicie ciekawy, do tego autor opisuje ich punkt widzenia w taki sposób, że czytelnik jest w stanie zrozumieć ich motywy, a nawet współczuć. Takich konceptów jest wiele, ale mój ulubiony to chyba sposób, w jaki funkcjonuje Cymek, ojczyzna garudów.

Ukraść wybór to pozbawić kogoś możliwości wyboru… Zapomnieć o jego konkretnej sytuacji, uczynić go abstrakcyjnym, zapomnieć o tym, że wszyscy są elementami matrycy, że wszelkie czyny mają swoje konsekwencje. Nie wolno odbierać innej istocie możliwości wyboru… Przecież sama społeczność nie jest niczym innym, jak…sposobem na zapewnienie jednostkom… nam wszystkim… możliwości wyboru. [...] My, mieszkańcy pustyni, mamy znacznie mniej. Czasem głodujemy, czasem odczuwamy pragnienie. Ale wszelkie wybory, jakich możemy dokonać, są dla nas dostępne. Chyba że ktoś się zapomni, że nie pomyśli o realiach cudzego życia, że zachowa się tak, jakby był samotną jednostką…Kradnąc pożywienie, odbiera innym możliwość wyboru: jeść czy nie jeść? Kłamiąc, że nie widział zwierzyny, odbiera innym szansę na udane polowanie. Atakując kogoś bez powodu, odbiera mu możliwość bycia nieposiniaczonym albo życia bez strachu. Dziecko, które kradnie płaszcz najbliższej osobie, aby nocą podchodzić zwierza… – ciągnął garuda – także odbiera jej wybór noszenia lub nienoszenia płaszcza, ale czyni to z poszanowaniem, może nawet z nadmiernym poszanowaniem. Inne kradzieże wiążą się jednak zazwyczaj z nieposzanowaniem. Zabić… ale nie na wojnie czy w samoobronie, tylko… zamordować, znaczy potraktować kogoś z tak kompletnym, absolutnym nieposzanowaniem, że pozbawia się go nie tylko wyboru „żyć lub nie żyć w danym momencie”, ale wszystkich wyborów, których ofiara mogłaby dokonać, gdyby żyła… Wybór rodzi wybór.
[...] Ty powiedziałbyś, że zostałam zgwałcona, ale ja tak nie mówię, to słowo nic dla mnie nie znaczy. On ukradł mój wybór i za to został... osądzony. Wyrok był ciężki... tylko jeden jest gorszy od niego... Istnieje wiele rodzajów kradzieży wyboru mniej ohydnych niż ten i bardzo niewiele straszliwszych... Są i takie, które karze się w identyczny sposób, choć w większości niczym nie przypominają zbrodni Yagharka. Niektórych w ogóle nie uznałbyś za przestępstwo. Czyny bywają różne, ale wina jest jedna: kradzież wyboru. – Tłumaczyła Kar'uchai. – Wasi sędziowie, wasze prawa... seskualizują i sakralizują... dla nich jednostki są abstrakcyjne... nie liczy się matrycowa natura społeczeństwa... kontekst sytuacyjny odwraca ich uwagę od natury przestępstwa... nie ogarniają jej. 
Ten fragment zwrócił moją szczególną uwagę, bo czy i w naszym świecie nie jest tak samo? Często okoliczności, usposobienie czy pozycja w społeczeństwie mają ogromny wpływ na wyrok, podczas gdy przestępstwo jest przestępstwem i nic tak naprawdę tego nie zmieni. 

Kwestie techniczne. Ogólnie tłumaczenie jest na bardzo wysokim poziomie. Wydawnictwo jak zwykle się przyłożyło, jednak jest jedno "ale". Okazuje się, że problem sprawił zapis partykuły "nie" z przymiotnikami. 

Przypomnę jedynie, że "nie" z przymiotnikami piszemy łącznie, wyjątek
stanowią przymiotniki w stopniu wyższym i najwyższym.

Błąd niby niewielki, ale razi, szczególnie jeśli powtarza się bezustannie. Poza tym nie mam wydawnictwu nic do zarzucenia, powieść przetłumaczona i wydana jest porządnie. Czy przeczytam kolejne tomy? Nie wiem. Bardzo możliwe, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości.

Komu polecam? Jak już powiedziałam wyżej - każdemu. Naprawdę warto się przemęczyć przez to tomiszcze, bo Dworzec Perdido to kawał bardzo porządnej literatury.

Seria "Nowe Crobuzon":

1. Dworzec Perdido ←
2. Blizna
3. Żelazna Rada

Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki wydawnictwu Zysk i S-ka, któremu serdecznie dziękuję.



piątek, 25 lipca 2014

English Matters nr 47.


Tytuł: English Matters
Wydawnictwo: Colofrul Media
Opis: English Matters to dwumiesięcznik tworzony przez polsko-brytyjski zespół specjalnie dla wszystkich zainteresowanych nauką języka angielskiego. Jego treść stanowią różnorodne artykuły ilustrowane kolorowym materiałem zdjęciowym.
Ocena: -

klik po większe
Ten numer to jeden z ciekawszych, jakie do tej pory miałam okazję przeczytać. Zacznijmy od kategorii This and That, z której dowiemy się między innymi, jak odczytywać ułamki, kąty czy matematyczne symbole, co - nie oszukujmy się - przydaje się w codziennym życiu, szczególnie, jeśli sporo mówimy po angielsku. Znajdziemy tu także inspirujące cytaty i krótką listę produktów, która nie tylko przywołuje na usta uśmiech, ale także upewnia, że English Matters zdecydowanie nie jest czasopismem dla najmłodszych ;)

Gherkin
Kategoria People and Lifestyle to mieszanka różnych artykułów. Home Sweet Home - New Faces of Architecture rozwodzi się na temat nowości w świecie architektury. I tak znajdziemy tu na przykład The Kansas City Library, która wygląda jak wielka półka z książkami, czy też mojego ulubionego Korniszona (Gherkin), który bezustannie przewija się w Sherlocku, a który podobno wywołuje sprzeczne emocje (domyślam się, że chodzi o kształt, który większości na pewno nie kojarzy się z cygarem). Przeczytamy tu też o najwyższych budynkach, a także o tym, jak sprytni ludzie radzą sobie z coraz większą ciasnotą panującą w miastach, czyli o domach na wodzie i mini domkach na kółkach.

Kolejny artykuł w tej kategorii to wywiad z tatuażystą, a w następnym przeczytamy co nieco o Lorde oraz pouczymy się angielskiego, bazując na jej piosence Tennis Court, czyli moja ulubiona i wg mnie jedna z najbardziej efektywnych metod nauki języka.

Kategoria Culture to między innymi artykuł, który wyjaśni nam różnice między "brytyjskim" i "angielskim", serwując przy okazji sporą dawkę historii Wysp. Natomiast dział Language to artykuł, dzięki któremu dowiemy się, po co nam tak naprawdę Native Speaker, gdzie taką osobę znajdziemy, kiedy zacząć szukać i przede wszystkim za ile.

Dział Science to jeden z najciekawszych tekstów w tym numerze. Intelligence: More Than Just a Number - jak sama nazwa wskazuje - udowodni nam, że inteligencja to nie tylko numerek i nie można jej tak naprawdę określić za pomocą jednego testu. Naukowcy wyodrębnili co najmniej dziewięć typów inteligencji, a inteligencja logiczno-matematyczna jest tylko jedną z nich i wcale nie najważniejszą, jak się okazuje. Jestem skłonna zgodzić się z tą teorią, bo mimo że mój wynik testu na inteligencję był dość woski, to sami widzicie jak jest ;P

Royal Pavilion w Brighton
Kategoria Travel to między innymi Malta w pigułce, czyli historia tej urokliwej wyspy, a także krótki przewodnik po miejscach, które warto zobaczyć. Kolejny artykuł w tym dziale opisuje miejsca w Wielkiej Brytanii, które podczas pobytu przeniosą nas w najodleglejsze i najpiękniejsze zakątki kuli ziemskiej, bez potrzeby ruszania się z kraju. I tak udając się do Royal Pavilion w Brighton, poczujemy się jak ja Taj Mahal, a odwiedzając Seilebost Beach w Szkocji, powita nas widok rodem z Malediwów. Autorka tekstu co prawda zasugerowała, że temperatura jest tam znacznie niższa, co pozwoli zaoszczędzić nam na kremie do opalania, jednak nie radziłabym tego robić, bo jak każdy wie, promienie UVA i UVB nic sobie nie robią z temperatury i niszczą naszą skórę tak latem, jak i zimą bez względu na pogodę, więc przez okrągły rok, czy to w Wielkiej Brytanii, czy na Malediwach - krem z filtrem 50 ZAWSZE.

Dział Conversation Matters to tekst Flirting, czyli rozmówki przedstawiające, jak flirtować i jak nie flirtować po angielsku, chociaż moim zdaniem to właśnie ten przykład jak nie flirtować (dialog między panią Corney i panem Bumble z Olivera Twista) okazał się zabawny i całkiem atrakcyjny, cała reszta natomiast jest dość oklepana, szczególnie tzw. pick up lines, na które raczej nie poleci nikt z odrobiną oleju w głowie. Jest tu jednak sporo zwrotów, które na pewno przydadzą się podczas rozmowy z potencjalną randką.

I didn't want either *sniff*
Kategoria Leisure to artykuł o serialach popularnych wśród brytyjskich nastolatków. Na liście figurują między innymi Skins, Misfits, Pamiętniki Wampirów czy Doktor Who, który zyskał miano kultu, co w sumie mnie nie dziwi, bo kto nie kocha Doktora?

Ogólnie rzecz biorąc, numer jest bardzo udany. Cieszy mnie, że Colorful Media wychodzi naprzeciw swoim czytelnikom i na ich prośbę wprowadziło zapis fonetyczny trudniejszych słów. Część artykułów jak zwykle można pobrać w wersji mp3 na stronie wydawnictwa, bądź za pomocą kodu QR bezpośrednio na telefon. Na stronie znajdziemy także listę wybranych słów z tego numeru do pobrania w formacie pdf, a także ćwiczenia. English Matters jak zwykle nie zawiódł. 

linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...