środa, 25 grudnia 2013

"Piękne istoty" x 2


Tytuł: Piękne Istoty
Autor: Kami Garcia, Margaret Stohl
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Opis: Ethan, bohater powieści, mieszka w Gatlin – małym, nudnym miasteczku w Południowej Karolinie. Jest nastolatkiem, który gra w kosza i umawia się z dziewczynami. Uwielbia czytać i marzy o podróżach po całym świecie. Zwyczajna historia? Zapewne tak, gdyby nie fakt, że Etan ma swoją tajemnicę. Od miesięcy śni mu się ten sam sen. Widzi w nim tę samą dziewczynę, której nigdy nie spotkał.
Ocena: 5/6

Ethan to nastolatek mieszkający w Gatlin, małym miasteczku w Karolinie Południowej. W Gatlin nie dzieje się praktycznie nic, każdy dzień jest przewidywalny do granic możliwości, a jakiekolwiek odstępstwa od rutyny urastają do rangi nie lada sensacji. Ethan jest popularny i powszechnie lubiany, spotyka się z równie znaną i lubianą Emily, gra w szkolnej drużynie koszykówki, wydawałoby się, że jego życie jest łatwe i przyjemne, prawda jednak okazuje się inna. Od śmierci matki Ethan śni sny o dziewczynie, którą próbuje uratować, a która wymyka mu się z rąk. Sen powtarza się i jest bardzo realistyczny, tak realistyczny, że po przebudzeniu nastolatek umorusany jest w pyle i błocie, które obecne były również we śnie. Życie Ethana zmienia się, gdy w szkole nie pojawia się nowa uczennica Lena Duchannes, siostrzenica Macona Ravenwooda, mężczyzny, którego niewielu ludzi tak naprawdę widziało, a którego każdy obawia się jak złego ducha, bo z tym też Macon jest utożsamiany. Nastolatka bardzo różni się od reszty dziewcząt z liceum Jackson, przez co staje się obiektem drwin całej szkoły. Z wyjątkiem jednej osoby. Ethan bowiem odkrywa, że Lena to dziewczyna z jego snu.

Podoba mi się ta seria. Jest szalenie klimatyczna, a ja bardzo lubię tego typu powieści, które przy tym są napisane z pomysłem i mają ciekawą fabułę. „Piękne istoty” trzymają w napięciu i niepewności od początku do końca i nie ma tu czasu na nudę. Postaci występuje całe mnóstwo, ale każda jest inna i z charakterem. Para głównych bohaterów to inteligentne, racjonalnie myślące nastolatki. Ethan na okrągło czyta książki zakazane przez kościół Gatlin (czyli praktycznie wszystko, co kiedykolwiek zostało wydane), a Lena zaczytuje się w poezji Bukowskiego, sama zresztą też pisze. Nie jest płytka i zaślepiona miłością od pierwszego wejrzenia. Lena jest podejrzliwa i ostrożna, targają nią przeróżne emocje, z jednej strony nie chce być taka jak nastolatki z Gatlin, jednak z drugiej chciałaby być przez nich akceptowana i lubiana. Chciałaby wieść normalne, nastoletnie, beztroskie życie, jednocześnie zdając sobie sprawę, że to niemożliwe ze względu na to, kim tak naprawdę jest. Ethan natomiast zachowuje się jak normalny nastolatek – nie zawsze wie, co powiedzieć i jak się zachować, trochę obawia się własnych uczuć, popełnia błędy, przez co uczucie tych dwojga rozwija się powoli i w takim tempie, w jakim powinno.

„Piękne istoty” to powieść bardzo dynamiczna, ale nie odczułam, żeby cokolwiek działo się zbyt szybko, przez co książkę czyta się naprawdę dobrze, nie odnosząc wrażenia, że cokolwiek zostało napisane na siłę i bez uprzedniego przemyślenia.

Jestem jak najbardziej na tak i zabieram się już za kolejny tom.

Komu polecam? Każdemu, kto lubi fantastykę i romans paranormalny, bo mimo że książka jest o nastolatkach, to jednak uważam, że spodoba się większości, które zaczytuje się w w/w gatunkach. Dostajemy wielką miłość, intrygę, mnóstwo wątków fantastycznych, a momentami odrobinę dramatu. To mieszanka, która w połączeniu z ciekawą fabułą zaowocowała bardzo porządną powieścią. 

Seria "Kroniki Obdarzonych":

1. Piękne Istoty ←
2. Istoty Ciemności
3. Istoty Chaosu
4. Beautiful Redemption


Tytuł: Piękne Istoty (Beautiful Creatures)
Reżyseria: Richard LaGravense
Ocena: 2/6

Ten film to nie jest ekranizacja książki. On nawet nie został oparty na fabule, może jedynie o nią potarty. Niewiele rzeczy tutaj zgadza się z książką, wszystkie wątki zostały wrzucone do jednego wora, przemieszane i zrobiono z tego film. Wyszło chaotycznie, nie wiadomo, co i skąd się wzięło, ba! były nawet wątki, których w książce próżno szukać. Lena jakaś mało lenowata, Ethan też nie do końca taki, jaki powinien być, jednak jego postać jest chyba najbliższa pierwowzoru. 

Ciekawa jestem, czy połapałabym się w fabule filmu, gdybym nie czytała książki i czy wtedy by mi się podobało. Dziwi mnie, że udział w tym przedsięwzięciu wzięły ikony kina takie jak Jeremy Irons i Emma Thompson. Jestem zawiedziona, nie podobało mi się i zwyczajnie nie polecam, chociaż ciekawa jestem, co sądzą o filmie osoby, które nie czytały książki. Słyszałam, że jest porównywany do Zmierzchu (niedługo nawet Biblia będzie porównywana do Zmierzchu; jakby Zmierzch był jakimkolwiek wyznacznikiem dla czegokolwiek).

*****

Nie miałam wcześniej okazji, żeby życzyć Wam wesołych świąt. Mam nadzieję, że spędzicie ten czas z dala od trosk i kłopotów życia codziennego, że upłynie Wam on radośnie, wśród bliskich, przy dobrym jedzeniu i miłej atmosferze.

Natomiast fanów Sherlocka i Doctora Who pozdrawiam i macham omdlewającą łapką, bo te święta, to wyjątkowo intensywny dla nas okres ;)

niedziela, 15 grudnia 2013

Richard Paul Evans - Podarunek


Tytuł: Podarunek
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo: Sonia Draga
Opis: Natan Hurst, cierpiący na Syndrom Tourette`a pracownik działu ochrony sieci sklepów muzycznych, nienawidzi Bożego Narodzenia. Choinka i prezenty od lat przypominają jedynie o tragicznych wydarzeniach, które zniszczyły mu dzieciństwo. Kolejną zbliżającą się Gwiazdkę spędziłby zapewne samotnie, gdyby nie zamieć śnieżna, odwołany przedświąteczny lot i przypadkowe spotkanie z młodą kobietą i jej dziećmi.
Ocena: 4/6

Natan Hurst to młody mężczyzna cierpiący na zespół Tourette'a. Choroba męczy go od urodzenia, nie przeszkodziła mu jednak w zdobyciu dobrej pracy czy przyjaciół. Natan jest szefem działu ochrony w sieci sklepów Music World, a jego zadaniem jest wyłapywanie złodziejaszków pośród personelu. Wracając z jeden z akcji, okazuje się, że jego lot do rodzinnego Salt Lake City został odwołany z powodu śnieżycy. Wyczerpany i z zapaleniem oskrzeli kieruje się w stronę hotelu lotniskowego, gdzie ma zarezerwowany apartament. Po drodze poznaje jednak Addison, samotną matkę z dwójką dzieci - rezolutną Elizabeth i jej starszym, chorym na białaczkę bratem Collinem. Postanawia pomóc tej trójce i odstępuje im swoje miejsce w hotelu. Wtedy zaczynają dziać się cuda.

"Podarunek" to ciepła opowieść o miłości i sile, jaką ze sobą niesie. Sile, która jest w stanie przenosić góry. Dobrze czasem przeczytać taką krzepiącą powieść, szczególnie, kiedy zbliżają się święta, a my z roku na rok jesteśmy coraz bardziej zabiegani. "Podarunek" przypomina, co jest tak naprawdę w życiu ważne.

Gdyby kilka z Was nie poleciło mi tej książki, prawdopodobnie nigdy bym po nią nie sięgnęła. Takie rzeczy z reguły nie są dla mnie, ale świąteczny nastrój nieco ociepla nasze serca, przez co są wrażliwsze na pewne historie bardziej niż w ciągu reszty roku.

Gdybym przeczytała "Podarunek" w innym momencie, niż przed Bożym Narodzeniem, prawdopodobnie miałabym bardzo mieszane odczucia. Mamy tu bowiem ciepłą i ciekawą fabułę, niestety jednak bardzo sztampową, banalną, przewidywalną i nieco naiwną. Nie miałam okazji zagłębić się w historie postaci bardziej, autor powiedział jedynie kilka zdań na temat przeszłości bohaterów i to tyle. Nie mogłam się wczuć tak, jak bym sobie tego życzyła, no po prostu brak mi tutaj było głębi. Jednak na wszelkie negatywne aspekty przymykam jedno oko do połowy, bo to jest właśnie tego rodzaju powieść, którą chce się przed świętami przeczytać - prosta, ciepła i dobra dla serca, nie obciążająca mózgu jakoś szczególnie, ot miła alternatywa dla oglądania Kevina samego w domu (którego zresztą uwielbiam).

Komu polecam? Ano właśnie tym, którym znudziło się już oglądanie tych samych filmów rok w rok, a którzy chcą poczuć świąteczny klimat, tym bardziej, że w ciągu ostatnich dni śniegu za oknem jak na lekarstwo.




P.S. Jak Wam idą przygotowania świąteczne? Ja po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat wyczuwam w powietrzu aurę świąt. Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma :)

Pozdrawiam Was cieplutko, mam nadzieję, że wszyscy macie się dobrze :)

czwartek, 28 listopada 2013

J.K. Rowling - Baśnie Barda Beedle'a


Tytuł: Baśnie Barda Beedle'a
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Opis: Zbiór pięciu opowieści. Każda z nich ma własny magiczny charakter i wywołuje wzruszenie, śmiech i dreszcz lęku przed śmiercią. Komentarze profesora Albusa Dumbledore'a ucieszą zarówno mugoli, jak i czarodziejów. Profesor zastanawia się w nich nad morałem każdej baśni i ujawnia sporo nowych informacji o życiu w Hogwarcie.
Ocena: 3/6

"Baśnie Barda Beedle'a" to obowiązkowa pozycja dla każdego fana serii o Harrym Potterze. Bajki zawarte w tej książeczce stanowią jeden z fundamentów dzieciństwa wielu pokoleń czarodziejów, a każda z nich, mimo że krótka, czegoś uczy i niesie jakiś morał. 

Do każdej bajki dołączone są komentarze samego Albusa Dumbledore'a, z których dowiadujemy się nowych rzeczy o świecie czarodziejów i jego historii. Często jednak te komentarze dłużyły się i odbiegały od tematu, przez co czytając tę i tak krótką książkę, wynudziłam się dość mocno. 

Wszystkie historyjki są ciekawe i mogłyby wyjść z nich całkiem  interesujące opowiadania, gdyby je trochę rozpisać, a tymczasem dostałam naiwne i spłycone do maksimum bajeczki. Rozumiem, rzecz jasna, że to bajki dla dzieci, ale dzieci wychowujące się z serią o Harrym są już często po dwudziestce i jednak miło byłoby dostać kolejną ciekawą historię, żeby czas spędzony w czarodziejskim świecie przedłużyć możliwie jak najbardziej.

Co mnie urzeka w tych potterowych spin-offach to to, że czytelnik może się faktycznie poczuć, jakby miał w rękach książkę pochodzącą wprost ze świata magii, co w wypadku "Baśni..." sugeruje nam na przykład wzmianka o tym, że z run na język angielski tłumaczyła je Hermiona Granger (w "Fantastycznych zwierzętach..." i "Quidditchu przez wieki" jest to co prawda zaakcentowane jeszcze mocniej poprzez "odręczne" dopiski Złotego Trio).

Jest to miła książka, ale prawdopodobnie więcej do niej nie wrócę, bo i nie ma tu tak naprawdę nic, do czego chciałabym wracać. Polecam zagorzałym fanom serii (takim jak ja), jeśli nimi jednak nie jesteście, to niczego właściwie nie tracicie.




P.S. Udało mi się zdać egzamin :D

sobota, 23 listopada 2013

Ciężkie życie fangirl

Koniec tego roku obfituje w cudowności, ale zacznę od początku.

Thor: The Dark World. Czekałam długo. Bardzo długo. Byłam napalona jak ekspres do Hogwartu i co? I lipa! Niestety. Ta część nie różni się wiele od pierwszej, postaci jakieś mdłe, wątki ciekawe okrojone zostały na rzecz tych zupełnie niepotrzebnych, jak dla mnie film był po prostu nudny. Chciałam się rozpisać na ten temat, ale ten post oddaje wszystkie moje odczucia.

Kolejna sprawa. Doctor Who. Właśnie obejrzałam The Day of The Doctor i zregenerowałam się podczas oglądania tyle razy, że potrzebuję chwili przerwy. Cudowny odcinek z okazji 50. rocznicy. Nie mogło być lepiej. Wszyscy Doktorzy w jednym odcinku, 8.5 regenerujący się w 9, pierwsze spotkanie 10 z 11, Rose, GALLIFREY, NO NIE WYTRZYMAM! Jestem tak podekscytowana, że zaraz zacznę krzyczeć!

I jakby tego było mało, dostaliśmy kolejny trailer trzeciego sezonu Sherlocka. Święta przyszły miesiąc wcześniej!



A teraz z innej, bardziej prywatnej beczki.

Pamiętacie, jak Wam mówiłam o kursie na prawo jazdy i takie tam? No to wczoraj miałam egzamin. I oczywiście nie zdałam. Cały wczorajszy dzień przepłakałam, bo nie zdałam tylko z własnej głupoty, podczas gdy egzaminator był naprawdę sympatyczny i wiem, że chciał jak najlepiej. Powiedział, że mam się nie przejmować, bo najlepsi kierowcy zdają za drugim razem, łącznie z nim :D No cóż, mam nadzieję, że i mnie się uda. Kolejne podejście w środę rano ;)

wtorek, 19 listopada 2013

George R. R. Martin & Lisa Tuttle - Przystań wiatrów


Tytuł: Przystań wiatrów
Autor: George R. R. Martin & Lisa Tuttle
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Opis: Mieszkańcy Przystani Wiatrów odkryli, że na ich planecie możliwe jest realizowanie odwiecznego marzenia ludzi. Wspomagani przez słabą grawitację i gęstą atmosferę, na skrzydłach wykutych z metalu uzyskanego z porzuconego statku - zaczęli latać! Na planecie małych wysepek, trapionych przez potwory mórz i rozdzierające powietrze sztormy, lotnicy pełnili funkcję wysłanników i zazdrośnie strzegli prawa do dziedziczenia skrzydeł.
Ocena: 4/6

Maris od dziecka marzyła o lataniu. Będąc małą dziewczynką, często obserwowała szybujących lotników, wyobrażając sobie, że jest jednym z nich. To marzenie spełnia się, kiedy adoptuje ją Russ, jeden z lotników, czyniąc tym samym spadkobierczynią skrzydeł, a te można było otrzymać wyłącznie drogą dziedziczenia. Maris uwielbia latać i nie chce robić w życiu już nic innego, wie jednak, że wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym będzie musiała przekazać skrzydła Collowi, młodszemu bratu, prawdziwemu synowi Russa. Chłopiec natomiast nienawidzi latać, boi się wiatru i oceanu i pragnie przekazać skrzydła starszej siostrze, na co nie chcą zgodzić się inni lotnicy, a już na pewno nie Russ, który tradycję ceni ponad wszystko. Wtedy zdesperowana Maris wykrada skrzydła i zwołuje radę lotników, w czasie której zmienia na zawsze nie tylko swoje życie, ale życia wszystkich lotników i losy całej Przystani wiatrów.

Bardzo lubię fantastykę i kiedy tylko przeczytałam opis „Przystani wiatrów” stwierdziłam, że muszę to przeczytać. Akcja książki osadzona jest w zupełnie innym świecie, w którym ludzie dzielą się na lotników i szczury lądowe, cała planeta składa się na zbiór niewielkich wysp, a jedynym łącznikiem między nimi są lotnicy bądź statki handlowe.

Kiedy czyta się o majestatycznych skrzydłach i podniebnych przygodach lotników, człowiek czuje się tak, jakby tam był i niemal sam czuje wiatr smagający go po twarzy, ciesząc się, że znów leci przekazać nowiny zwierzchnikom innych wysp.

Książka składa się na cztery części, w których wędrujemy przez kolejne etapy życia Maris, począwszy od wczesnych lat dziecięcych, a na późnej starości skończywszy. Główne postaci są tutaj wyraźne, myślą racjonalnie, popełniają błędy, miewają wątpliwości i odczuwają strach, moim zdaniem są to cechy bohaterów dobrych powieści. Maris nie irytowała mnie wcale, momentami zdarzało mi się nie rozumieć jej wyborów, ale z czasem zostały wyjaśnione przez nią samą.

Fabuła i sam pomysł są świetne, brakowało mi jednak akcji. Było jej stanowczo za mało jak na mój gust i przez to „Przystań wiatrów” nie porwała mnie tak jak się tego spodziewałam. Oczywiście coś w książce dzieje się cały czas, ale przydałoby się trochę dynamiki, jednak zdaję sobie sprawę, że powieść powstała ponad trzydzieści lat temu i wtedy standardy i gusta były nieco inne. W kwestiach technicznych nie mam zastrzeżeń, tłumaczenie jest jak zwykle świetne, wkradło się kilka drobnych literówek, a Maris w pewnym momencie na krótką chwilę zmieniła imię na Marion, ale poza tym nie mogę narzekać.

„Przystań wiatrów” polecam przede wszystkim osobom, które lubią fantasy/science-fiction, myślę, że powinniście być zadowoleni.

P.S. Czytając inne opinie o książce, widzę, że ludzie sięgają po "Przystań wiatrów" głównie ze względu na to, że przeczytali PLiO. Warto jednak nadmienić, że "Przystań..." jest w głównej mierze dziełem Tuttle.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i S-ka


linkwithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...